Wiem, że ostatnio nie ma rozdziałów ale...zaczęłam pisać na wattpadzie nową historie więc może ktoś zajrzy :) https://www.wattpad.com/user/EdiMorgenstern
Tego bloga nie opuszczam, dzisiaj pojawi się nowy rozdział :) Tam będą one dłuższe gdyż pisze je przez kilka dni i na pewno lepiej dopracowane :)
Lexi jest demonem cieszy się ich szacunkiem, jest piękna i mądra. Jej ojciec chce by wstąpiła do rady demonów, tu zaczynają się problemy, ile tajemnic ukrywano przez te wszystkie lata.. Kim jest tajemniczy chłopak? W jakich okolicznościach się tu pojawił?
środa, 17 czerwca 2015
sobota, 2 maja 2015
Rozdział 23:Wyjazd ﹢Dodatek
Dodatek
–––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––– To twoja, sprawka? – Zapytał zimnym głosem.
Dawno nie obcinane kosmyki delikatnie opadały mu na czoło. W mrocznych, czarnych oczach widać było niebezpieczny błysk. Podobało mi się to, w innej sytuacji może zaczęłabym z nim kręcić ale teraz miałam ważniejsze rzeczy do roboty. Zamknęłam drzwi od jego pokoju i z gracją skoczyłam na pufę. Wszędzie porozrzucana była broń. tyle razy byłam już w tym pokoju, że nie zdziwił mnie ten widok.
– Nie powiedziałam jej o niczym, Chris wiem jakie miałoby to konsekwencje. – Odpowiedziałam znużona.
Chłopak nie wydawał się zadowolony tym, pewnie oczekiwał, że powiem coś więcej. Było tu strasznie duszno, podeszłam do okna, żeby je otworzyć.
– Ale skądś wie. – Wtrącił się Jace.
Chłopak był nieziemsko przystojny ale czasami strasznie mnie irytował. Latał za tą suką, jakby była nie wiadomo kim. Nie rozumiałam dlaczego, to głupia idiotka. Stałam jeszcze chwilę przy oknie aż moją uwagę przykuła pewna postać na dworze. Zobaczyła mnie, nie wyobrażam sobie co musiało wtedy siedzieć w jej głowie. Zobaczyła największego wroga w pokoju jej obiektu zainteresowań. Pomachałam jej złośliwie i szybkim ruchem zaciągnęłam żaluzję.
– A może to ty jej powiedziałeś? – Zasugerował Chris, rozzłoszczonym tonem. – Uczepiłeś się jej jak rzep.
Dopiero po chwili doszło do mnie o czym rozmawiają. No tak kłótnie o to skąd Lexi wie o działaniu naszyjnika. Są jak dzieci, mleko się wylało, powinni coś z tym zrobić a nie rozgrzebywać tą sprawę.
– Dobra, zaczyna się robić ciekawie ale mamy ważniejsze sprawy.
Jace zajmował miejsce na fotelu, podeszłam w jego stronę spokojnym krokiem. Gdy Christopher mówił coś o konsekwencjach tego co się stało, ja usiadłam Jace'owi na kolana i zaczęłam bawić się kosmykami jego złotych włosów. Chłopak nie reagował.
– Mam jeden pomysł ale....Nie spodoba się wam. – Powiedział niechętnie brat Alex.
Chris nerwowo przestępował z nogi na nogę, pot zaczął mu spływać po czole.
– Wal, już nic gorszego nie może się stać. – Powiedział Jace, bez przekonania.
Czekoladowo włosy wziął głęboki oddech i wyrzucił słowa z siebie najszybciej jak się da.
– Lexi nie jest tu bezpieczna, musimy wyjechać. – Słowa odbijały się echem, jeszcze przez kilka sekund,
Rozdział 23
Siedziałam sama w pokoju, Emma jeszcze nie wróciła. To było dziwne, nie widziałam jej od kilku godzin, powinna już dawno tu być. No cóż, nie mogłam sobie teraz zawracać tym głowy. Chris powinien za dziesięć minut tu być, dowiem się wszystkiego. Przynajmniej taką mam nadzieje. Nawet nie zdążyłam się z nim przywitać,tak dawno się nie widzieliśmy. Pewnie będzie wkurzony, że go podsłuchiwałam, będzie próbował się dowiedzieć ile wiem. Rozległo się pukanie do drzwi, nie minęła sekunda a w drzwiach stanął mój brat.
– Cześć mała. – Powiedział nieśmiało brat.
Tak za nim tęskniłam, podbiegłam w jego stronę i rzuciłam się na niego. Chłopak przytulił mnie po czym postawił na ziemie. Nie był zły, widziałam na jego twarzy szeroki uśmiech. Ale wiedziałem dobrze, że potrafi świetnie maskować emocję. Gdy uwolnił się z moich objęć podszedł w stronę szafki Emmy, po czym zaczął przeglądać wszystkie jej rzeczy. Chwyciłam poduszkę i rzuciłam w niego.
– Ejjj to tajne, możesz tam znaleźć bardzo, bardzo dziwne rzeczy – Powiedziałam śmiejąc się.
– Może mnie oświecisz? – Powiedział, naśladując mój ton, którym często się posługuje w rozmowie z nim.
Demony nie są przyjacielskie, są złe do szpiku kości, niszą, nienawidzą ale to nie znaczy, że nie kochają, że nie mają uczuć. Powinniśmy być pozbawionymi emocji maszynami do zabijania, ale tak nie jest. Jedyną rzeczą, która nie odróżnia nas od aniołów są uczucia. Chociaż byśmy to wypierali, zależy nam na rodzinie, może nie tyle co ludzkim istotom ale to nie zmienia faktu, że mamy jedną słabość. Nasze relacje często są skomplikowane, moja i brata jest prosta. Dogryzamy sobie, możemy kłócić się całymi dniami ale to nie zmienia faktu, że się kochamy, w każdej sytuacji stanęlibyśmy za sobą murem. Dlatego rozłąka jest dla mnie taka ciężka.
– Na długo zostajesz? – Spytałam z nadzieją. Brat spojrzał na mnie z obawą w oczach, która szybko zniknęła.
Odkąd tu przyszedł nie wspomniał nic o niedawnym incydencie, wiedziałam, że teraz wszystko się zacznie.
– Jestem twoim bratem i wiesz, że zrobiłbym wszystko, żeby Cię chronić.Dlatego....musimy wyjechać. – Głośno przełknął ślinę po czym spojrzał się na mnie czekając na odpowiedź.
– To ma związek z naszyjnikiem prawda? – Z jednej strony nie chciałam jechać, z drugiej wiedziałam, że jeśli Chris chciał wyjechać to sprawa musiała być poważna.
– Nie ma pojęcia jak się o tym dowiedziałaś i wiesz co, nawet nie chce wiedzieć. Ale jeśli on wpadnie w niepowołane ręce to będzie źle. – Powiedział spięty.
Kiwałam głową, nie wiedział, że blefowałam i tak naprawdę nie wiem nic o naszyjniku. Czekoladowo włosy chodził w kółko po pokoju, obracał w rękach nerwowo broszką, którą wziął z półki Emmy.
– Christopher, powiedz mi kto z nami.
Spojrzał na mnie dziwnie, na początku nie wiedziałam o co chodzi. No tak, ta sprawa z naszyjnikiem musi być czymś ważnym a ja pytam się kogo jeszcze zabieramy.
– Tylko kilka osób, Emma, Erik, Jace, Katie i my. – Odpowiedział na moje pytanie a chwilę później nastała głęboka cisza.
Wiedział, że jej nienawidzę, wiedział, że nie raz mi groziła, wiedział, że jest moim wrogiem. Sprawy wyglądały poważnie jeśli zgodził się, żeby pojechała ze mną w jedną podróż.
– Rozumiem. – Zaczęłam powoli, a na ustach brata zaczął pojawiać się uśmiech. – A gdzie dokładnie jedziemy?
Chłopak wyraźnie się ożywił, widać było, że ulżyło mu, bo nie protestowałam z powodu Katie. Sprawy wyglądały dziwnie.
– Do Paryskiego Królestwa Demonów, spodoba ci się w Paryżu, jest tam prześlicznie, dziś wyruszamy. Nie musisz się martwić o nic, wszystkie twoje rzeczy zostaną przewiezione. Gadał jak najęty, wydawał się szczęśliwy, że nie wnikałam w szczegóły. Po chwili ktoś zapukał do pokoju.
.......
Szliśmy przez dziedziniec w stronę czekającej na nas limuzyny, niestety wielki tłum zagrodził nam drogę. Normalnie pomyślałabym, że to jakaś nic nie warta bójka ale nie było słychać, żadnych odgłosów wiwatowania tylko głucha cisza. Zaczęłam przepychać się pomiędzy gapiami. Zajęło mi trochę czasu zanim znalazłam się w centrum tłumu, na początku nie dochodziło do mnie to co zobaczyłam. Stanęłam jak wryta, gdyby moje serce biło teraz pewnie stanęłoby. Zapach łez mieszał się z rdzawym zapachem krwi, tak bardzo znana mieszanka. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Nie minęła sekunda a znalazł się przy mnie Erik, złapał mnie za ramię, żebym nie upadła. Przytuliłam się o niego, moja głowa idealnie leżała na jego barku. Objął mnie mocno, i zasłonił widok trupa. Ciało Emily leżało na środku ulicy, głowa była kilkadziesiąt centymetrów od tułowia. Na jej bluzce był wielki napis, zrobiony krwią martwej dziewczyny ,,Ona będzie następna". Mogłam tylko domyślać się o kogo chodzi, ja albo Emma. To było jasne czyja to sprawka, mamy wielu wrogów ale tylko jeden odważyłby się na tak otwarty atak.
Odwróciłam się, żeby przyjrzeć się temu co zostało z Emily. Jej długie rude włosy porozrzucane były na wszystkie strony, lekko rozchylone usta przypominały o jej głośnym śmiechu, którego nikt już nigdy nie usłyszy. W mojej głowie huczał jej głos, była taka młoda, dzielił nas ledwie rok. To niesprawiedliwe, że akurat ona posłużyła jako "rzecz" do przekazania wiadomości. Szybko się ogarnęłam, demony giną, to nie koniec świata. Musimy żyć dalej, ale jedna sprawa nie dawała mi spokoju, wiadomość. Nie dane mi było długo się zastanawiać, gdyż chwilę później ktoś chwycił mnie za rękę i zaczął wyciągać z tłumu. To był Jace, zanim się spostrzegłam wszyscy znaleźli się przy limuzynie. Gdy wszyscy wsiadali do pojazdu, Chris zatrzymał mnie.
– Masz w posiadaniu klucz do bram piekła, uważaj na siebie. – Szepnął mi do ucha a ja zrozumiałam wszystko.
Mam nadzieje, że rozdział się podobał :3 Następny dodam jutro do mam trochę czasu na napisanie go :) Jak ktoś ma jakieś pytania dotyczące czegoś, np. Co będzie w następnym rozdziale to pytać tutaj http://ask.fm/JestemCzarodziejemm odpowiem na nie :) No to, miłej niedzieli i tej resztki soboty :)
niedziela, 12 kwietnia 2015
Rozdział 22: Czy mogę żyć inaczej?
Zacznijmy od tego, że posty będą pojawiały się regularnie w soboty, no chyba, że coś mi wypadnie to piątek wieczór albo niedziela popołudnie :)
Miałam zdecydowanie zbyt dużo zmartwień. Wisiorek, zbliżająca się zmiana, Chris, Emma i anioły. Dlaczego nie mogłam być normalną nastolatką, dobra muszę zdefiniować pojęcie normalna. Przecież moja norma jest całkowitym przeciwieństwem normalności. Jeden spokojny dzień, czy ja naprawdę o tyle proszę? Dobro, zło? Czy naprawdę to jest nam potrzebne. Rozumiem, odwieczna walka, musimy się nienawidzić ale czy to nas kiedyś nie wykończy? Ciemność nienawidzi światła, światło nienawidzi ciemności, zasada stara jak świat. Czasami zastanawiam się jakby to było żyć inaczej. czy dałoby mi to spokój i szczęście? Potem zdaje sobie sprawę, że nie umiałabym tak, żyć. Jestem maszyną do zabijania. Od dziecka uczę się walczyć, nienawidzić skrzydlatych. Takie jest moje przeznaczenie. I nie żałuję, robię to co robię z wyboru. Nie potrafiłabym, żyć inaczej, nawet bym nie chciała. Przecież tu jest mi dobrze, mogę być sobą mam wolną wole. Mogę robić to na co mam ochotę i nikogo to nie obchodzi. Przecież mam wybór, prawda?
.....
- Tu są. - Szepnęła, zdegustowana Emma. - Nigdy nie widziałam, żeby ze sobą kręcili.
To było dziwne, Marcus nie wydawał się nigdy specjalnie zainteresowany Katie. Ostatnio zaczęli spędzać, ze sobą niepokojąco dużo czasu. Katie zmieniała chłopaków jak rękawiczki, ale on zawsze wydawał się na to odporny. Znał jej prawdziwe obliczę, coś się tu nie zgadzało. Musieliśmy się dowiedzieć co. Od sprawy z naszyjnikiem trochę minęło, w królestwie panuję pozorny spokój. Nikt tak naprawdę nie wie, że akcja aniołów nie była zwykłym aktem buntu. Stało za tym coś więcej. Stałą za tym Emma. Jedyną osobą, która mogła mieć jakieś informację była również osobą, której z chęcią złamałabym szczękę. No ale cóż, ekstremalne czasy wymagają ekstremalnych środków. Nie miałam ochoty na rozmawianie z nią, razem z przyjaciółmi postanowiliśmy ją śledzić. Może uda nam się czegoś dowiedzieć. Katie szła z Marcusem w stronę lasu, co chwilę upewniali się czy nikt ich nie śledzi. Na szczęście my byliśmy sprytniejsi, nie daliśmy się przyłapać, no przynajmniej im...
– Cześć. – Szepnął Jace, tuż nad moim uchem.
Nie miałam pojęcia, jak się tu znalazł. No cóż, chciałyśmy śledzić a same byłyśmy śledzone. Potargane włosy, delikatnie spadały na jego czoło. Wyglądał niesamowicie w wytartym podkoszulku i o rozmiar za dużych jeansach.
– A więc po co ich śledzimy? – Zapytał chłopak, udając niezmiernie zainteresowanego.
– Po pierwsze nie my, tylko ja i Lexi. Po drugie, zamknij się bo nas usłyszą. – Szepnęła rozirytowana Emma.
Czasami zdaje mi się, że jej zdenerwowany szept jest gorszy od krzyku nie jednego demona. Czarne włosy, kaskadami opadały na jej ramiona, gra światła sprawiła, że wyglądała jak bogini nocy, która rozzłoszczona wrzeszczy na swoich poddanych. Em, była idealna. Wyglądała jak 100% demon, do tego była bardzo silna, nie tylko fizycznie, również emocjonalnie.
– Niestety. – Zaczął blondyn z głupim uśmieszkiem na twarzy który, bardzo mi się podobał, choć niechętnie to przyznałam. – Teraz będzie ich śledzić sama, bo ja z Alex idziemy do ,,Black Fire".
No przecież, nie mógł by przestać tak mnie nazywać. Ja po prostu od zawsze nienawidziłam swojego imienia i denerwowało mnie jak mnie ktoś tak nazywał. Czy on nie mógł tego zrozumieć. Emma otwierała usta żeby zaprzeczyć ale chłopak już pociągnął, mnie w drugą stronę. Ostatnią rzeczą jaką zauważyłam był tył czyjejś głowy. Ktoś nowy doszedł do Marcusa i Katie. Co dziwne, wydawała się tak znajoma. Te włosy zakręcające się przy uszach, ten charakterystyczny kolor gorzkiej czekolady z przebłyskami złota ma tylko jedna osoba. Wiedziałam co to oznacza, Chris wrócił. Tylko nie rozumiałam dlaczego poszedł się z nimi spotkać.
– Jace, muszę tam wrócić. Puść mnie. – Zaczęłam mu się wyrywać, lecz jego uścisk był silny.
– Uwierz mi, to jest najgorsza rzecz jaką możesz teraz zrobić. – Jego głos wydawał się zimny, a ja nie wiedziałam co się stało z tym szczęśliwym chłopakiem, którym był jeszcze dziesięć sekund temu.
Jace przyspieszył tempa, ciągnąc mnie za sobą, udało mi się poluźnić jego uchwyt. Po chwili szłam już sama, kilka kroków za nim. Nie rozumiałem gdzie zmierzamy. Droga wydeptana przez demony skończyła się już kilka metrów temu, to było jasne, że nie idziemy do klubu. Drzewa wokół nas stawały się coraz gęstsze aż całkowicie zasłoniły nam widok na "szkołę", budynek rady, i budynki mieszkalne. Promienie słońca przebijały się, przez koronę drzew, odbijając się od jeziora kilka metrów przed nami. Słychać było szum wody, który właściwie był przyjemny. Wszystkie ptaki cichły wraz z naszym zbliżeniem do nich. No cóż, taka nasza natura, zwierzęta nas nie lubią. Przynajmniej te, które może zobaczyć nawet ludzkie oko.
– Jace, gdzie ty mnie do cholery ciągniesz? – Zapytałam rozdrażniona.
Miałam lepsze rzeczy, do roboty niż włóczenie się po lesie bez celu. Chłopak rozejrzał się, jakby chciał się upewnić, że nikt nas nie śledzi. Włożył ręce do kieszeni i spojrzał na mnie jakby czekał, że ja coś powiem. Cisza dłużyła się, nie zamierzałam jej przerywać. Skoro mnie tu przy prowadził, to chyba on powinien mi to wytłumaczyć. W końcu chłopak przerwał milczenie.
– Teraz masz okazję wszystko wytłumaczyć. Ty coś wiesz, coś czego nie mówisz mi czy radzie. – Jego ton, już nie wydawał się taki chłodny ale nadal nie do końca przyjazny. W sumie, demony nigdy nie mówią do końca przyjaźnie, nawet do najbliższych.
Blondyn wiedział, że mam tajemnice. Każdy z nas je ma, ale moje....są mroczniejsze. Musiałam wybadać ile wie,czy chodzi mu o Chimerę, sprawę z Emmą i jej zaplanowaną śmiercią czy o błahostkę jak naszyjnik i Katie. Właściwie sprawa z Katie odpada, przecież nie zaciągnął by mnie do lasu, żeby się o to zapytać.
– Czemu myślisz, że coś ukrywam? – Odpowiedziałam wymijająco.
Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, jego wzrok wydawał się obojętny ale napięcie mięśni, mówiło, że się denerwował. Nie lubił, być źle poinformowany, musiał wiedzieć. Chciał mieć nad wszystkimi przewagę, której teraz nie miał. Działało to na moją korzyść.
– I tak mi to powiedz, nie możemy tego załatwić od razu? – Spytał podirytowany.
Chłopak był niecierpliwy a ja mogłam to wykorzystać. Tylko najpierw muśże się dowiedzieć co on wie.
– W sumie, mogę cię najpierw trochę pomęczyć. – Powiedziałam złośliwie i krzywy uśmiech zawitał na mojej twarzy. – Ty też wiesz coś o czym mi nie mówisz, dlaczego ja niby miałabym cię o wszystkim informować?
– Alex....Ostatnio i tak powiedziałem ci dużo. – Powiedział chłopak z nieskrywaną wrogością.
To prawda, ostatnio dużo się od niego dowiedziałam ale czułam, że to nie koniec historii, wiedziałam, że czegoś mi nie powiedział. Ominął jakiś bardzo ważny szczegół, zdaje się, że w najbliższym czasie go od niego nie wyciągnę. Chłopak po tamtym zdarzeniu unikał mnie tygodniami, nie gadaliśmy, omijaliśmy się na korytarzach jak gdyby nigdy nic. Aż do dzisiaj, gdy postanowił mnie "wyciągnąć do ,,Black Fire" " a tak naprawdę chciał zdobyć potrzebne mu informację. Dlaczego tam z nim stałam, tysiące myśli kłębiło mi się w głowie. Skoro on nie będzie nic mówił, ja też nie mam zamiaru.
Odwróciłam się i ruszyłam w powrotnym kierunku. Moja orientacja w terenie była dosyć dobra, poza tym nie odeszliśmy daleko.
– Lexi, wróć! – Krzyknął za mną zdenerwowany.
Nie zamierzałam się cofać, szłam szybkim krokiem. Miałam nadzieje, że Emmie udało się coś dowiedzieć, dlaczego Chris był z Katie i co ona robiła z Marcusem. Gdy o tym myślałam, coś mi się przypomniało. Stanęłam jak wryta.
–Czekaj. –Zaczęłam niepewnie. – Ty wiedziałeś, że oni tam będą. Nie byłeś wcale zdziwiony, że mój brat był tam z nimi. Ty znasz prawdę, tylko mi jej nie mówisz.
Chłopak wydawał się zaskoczony, nic nie odpowiadał co było tylko dowodem, że dobrze myślę. No cóż, mogliśmy się przynajmniej wymieniać informacjami, choć nie wydaje mi się, żeby Jace był tego samego zdania co ja. Po chwili doszedł już, do siebie. Przybrał pseudo spokojną pozę i odpowiedział.
– Wcale nie jesteś taka głupia jak mówią. – Powiedział nonszalancko, po czym splótł ręce ze sobą. – Ale jeśli myślisz, że masz nade mną jakąkolwiek przewagę, to grubo się mylisz. – Dodał, nawet nie próbując ukryć wrogości.
Ciągle mnie zaskakiwał, jednego dnia wydawał się wręcz miły i gotowy udzielić pomocy, następnego zamknięty w sobie, unikający problemów, kolejnego aż kipiący złością. No cóż, chyba trafiłam na jego zły dzień. Postawiłam wszystko na jedną kartę.
– Myślisz, że nie wiem po co Katie mój naszyjnik? Skarbie, wiem więcej niż ci się wydaję.
– Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Zdziwiło mnie to, że mój głos nie zdradzał blefu. Po minie chłopaka, zauważyłam, że uwierzył, chociaż był pełen zdziwienia mieszanego ze strachem. Nawet nie próbował tego ukryć, mogłam czytać z jego twarzy jak z otwartej księgi.
– Nie możesz, to nie możliwe. – Wydukał zmieszany.Ręką sięgnęłam po naszyjnik spoczywający spokojnie w zagłębienie mojej szyi, obróciłam go kilka razy w rękach.
Uśmiechnęłam się złośliwie, po czym odwróciłam się i odeszłam zostawiając go samego w środku lasu.
........
Weszłam do budynku w, którym mieszkają wszystkie nadal uczące się demony. Nie znalazłam nigdzie Emmy, więc postanowiłam, że pójdę do Erika. W środku było pusto, skierowałam się w stronę schodów, Erik mieszka na trzecim piętrze. Gdy już tam dotarłam usłyszałam głosy. Ktoś się kłócił, zakręciłam w róg i to co dostrzegłam bardzo mnie zdziwiło. Ci dwaj mężczyźni, byli ostatnimi, których spodziewałam się zobaczyć. Mój brat i Jace.
Chris przygniatał blondyna o ścianę, wyraźnie był zły. Coś się stało, postanowiłam podsłuchać o czym mówią. Miałam nadzieje, że mnie nie zauważą i uda mi się czegoś dowiedzieć. Przycisnęłam się do ściany i wstrzymałam oddech, chociaż to drugie było bezsensowne. Ale gdzieś w głębi wiedziałam, że mój brat jest na tyle czujny, że gdyby, zaczęła oddychać usłyszałby to. Chociaż był tak pochłonięty, "rozmową", że nie usłyszał jak podchodzę.
– Jeśli się czegoś dowie, może to być dla niej niebezpieczne. Jeśli spróbujesz jej powiedzieć, zabije Cię. –Wysyczał brunet przez zaciśnięte zęby po czym uderzył ręką tuż nad głową Jace'a, zostawiając w ścianie ślad wielkości dojrzałego jabłka.
Blondyn się zaśmiał, kompletnie go nie rozumiałam.
– Spokojnie nic jej nie powiedziałem ale ona już skądś wie o naszyjniku. – Wytłumaczył spokojnym tonem.
Chris aż buzował wściekłością, był cały czerwony na twarzy a żyła na jego czole szybko pulsowała.
– Uważasz, że to Katie jej powiedziała? – Spytał już całkiem spokojnie mój brat.
Puścił Jace'a i odszedł kilka kroków, po czym zaczął chodzić w kółko a ja wiedziałam, że był bardzo zestresowany.
– Raczej nie, jest głupia ale wie jakie mogło by to mieć konsekwencje. – Blondyn powiedział to jakby stwierdzał jakiś naukowy fakt.
Brunet się odwrócił i zmierzył towarzysza wzrokiem, przez chwile nic nie mówił, potem tylko kiwnął głową na znak, że się zgadza.
– Myślisz, że Lexi naprawdę wie, że... – Zaczął niepewnym totem, Chris. Byłam pewna, że dowiedziałabym się wszystkiego gdyby nie to co stało się sekundę później.
Ktoś mnie wołał, jego głos rozpoznałabym wszędzie, Erik. Nie mógł wiedzieć, że kogoś podsłuchuje, przecież oni byli schowani w ślepym korytarzu a ja stałam właściwie na widoku, przyciśnięta do ściany. Erik energicznie mi pomachał i podszedł do mnie żwawym krokiem. Miałam ochotę go udusić, miał okropne wyczucie czasu. Obróciłam się, żeby sprawdzić sytuacje. Obydwaj chłopcy patrzyli na mnie zaskoczonym wzrokiem, zauważyli mnie. Byli zdziwieni, że nie dostrzegli mnie szybciej i dali się podejść. Wiedziałam, że zastanawiają się ile usłyszałam, przynajmniej ja bym tak robiła na ich miejscu. Wszyscy staliśmy, jak wryci oprócz Erika, który nadal ich nie zauważył. Wystarczyłoby, żeby przesunął głowę o chociażby centymetr i już by ich dostrzegł. Dwóch demonów, w ślepym korytarzu gapiących się na nas. Pierwszy ruszył się Chris, wyszedł potrącając ramieniem stojącego obok chłopaka. Gdy brat mijał mnie usłyszałam ciche "Musimy pogadać, będę u ciebie o 19".
Przepraszam, że była taka długa przerwa. Teraz już się poprawie rozdziały będą co tydzień w sobotę :) Mam nadzieje, że ktoś tu jeszcze został. Korzystając z okazji zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm Tutaj możecie zadawać pytania o bloga i nie tylko :)
– Raczej nie, jest głupia ale wie jakie mogło by to mieć konsekwencje. – Blondyn powiedział to jakby stwierdzał jakiś naukowy fakt.
Brunet się odwrócił i zmierzył towarzysza wzrokiem, przez chwile nic nie mówił, potem tylko kiwnął głową na znak, że się zgadza.
– Myślisz, że Lexi naprawdę wie, że... – Zaczął niepewnym totem, Chris. Byłam pewna, że dowiedziałabym się wszystkiego gdyby nie to co stało się sekundę później.
Ktoś mnie wołał, jego głos rozpoznałabym wszędzie, Erik. Nie mógł wiedzieć, że kogoś podsłuchuje, przecież oni byli schowani w ślepym korytarzu a ja stałam właściwie na widoku, przyciśnięta do ściany. Erik energicznie mi pomachał i podszedł do mnie żwawym krokiem. Miałam ochotę go udusić, miał okropne wyczucie czasu. Obróciłam się, żeby sprawdzić sytuacje. Obydwaj chłopcy patrzyli na mnie zaskoczonym wzrokiem, zauważyli mnie. Byli zdziwieni, że nie dostrzegli mnie szybciej i dali się podejść. Wiedziałam, że zastanawiają się ile usłyszałam, przynajmniej ja bym tak robiła na ich miejscu. Wszyscy staliśmy, jak wryci oprócz Erika, który nadal ich nie zauważył. Wystarczyłoby, żeby przesunął głowę o chociażby centymetr i już by ich dostrzegł. Dwóch demonów, w ślepym korytarzu gapiących się na nas. Pierwszy ruszył się Chris, wyszedł potrącając ramieniem stojącego obok chłopaka. Gdy brat mijał mnie usłyszałam ciche "Musimy pogadać, będę u ciebie o 19".
Przepraszam, że była taka długa przerwa. Teraz już się poprawie rozdziały będą co tydzień w sobotę :) Mam nadzieje, że ktoś tu jeszcze został. Korzystając z okazji zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm Tutaj możecie zadawać pytania o bloga i nie tylko :)
niedziela, 1 marca 2015
Rozdział 22: Alex
Spojrzałam na zegar, za pięć minut zaczynała się lekcja. Sala była prawie pusta. Jedyną żywą osobą byłam ja. Spokojnie siedziałam na krześle, w ostatniej ławce. Znając życie wszyscy przyjdą w ostatniej minucie. Oparłam brodę na dłoniach i zdmuchnęłam z twarzy niesforny kosmyk. Zawsze lubiłam tą sale, nikt tu nie przychodził mogłam być sam na sam z myślami. Brudno niebieskie ściany, kojarzyły mi się z jeziorem w samym środku lata. Metalowe krzesła były strasznie niewygodne, spróbowałam ustawić się w jakiejś lepszej pozycji ale gdy nic nie zadziałało westchnęłam znużona. Usłyszałam dzwonek na przerwę, wraz z nim fala demonów wlała się do sali, niszcząc moją piękną cisze. Minął już tydzień od incydentu z Katie, od tej pory ani razu nie pojawiła się na zajęciach, nie oczekiwałam, że dziś będzie inaczej. Zobaczyłam Emme, na drugim końcu sali, mówiła coś do Erika. Uśmiechnęłam się na ich widok, pomachałam im po czym wyciągnęłam książki. Pani Browns powinna się zjawić w ciągu kilku minut. Obeznanie w nad przyrodzonym świecie, byłam wręcz pewna, że nie dowiem się tu nigdy niczego nowego. Za dużo już wiem. Wczoraj było spotkanie rady, przyszłam tam, jedynie, żeby dowiedzieć się kiedy wraca mój brat. Zostały tylko dwa dni, dowiedziałam się również, że była ostatnio jakaś walka, którą przegraliśmy. Straty liczone są na około 20 osób, nie dużo ale również nie mało. Nie znałam z nich nikogo, więc nie czułam wielkiego smutku. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, odwróciłam głowę. No tak, jak mogłam nie zauważyć, że wcześniej go tu nie było. Nasza ostatnia rozmowa nie skończyła się najlepiej. Właściwie stanęliśmy na groźbach mojej śmierci. Chłopak zmierzał prosto w moją stronę, był w świetnej formie. Nie było widać po nim oznak zmęczenia, jakby nie przytłoczyły go ostatnie wydarzenia, sprawa z mapą, aniołami. Nie wiem jaki ma na to sposób ale zdecydowanie działa. Jace zajął miejsce obok mnie. Byłam zdziwiona, gdyż myślałam, że nie rozmawiamy ze sobą.
- Co tu robisz? - Spytałam, nie kryjąc zdziwienia.
- Czy nie mogę po prostu szukać towarzystwa pięknej dziewczyny? - W jego głosie można było wyczuć wyraźne rozbawienie.
No tak, chyba nigdy nie dowiem się od nikogo prawdy. Na jego twarzy pojawił się uśmiech niewiniątka. Mimowolnie się zaśmiałam.
- Poproszę ten prawdziwy powód. - Powiedziałam starając się przybrać najpoważniejszą minę na jaką było mnie stać.
- Ależ to jest prawdziwy powód. - Zapewnił, udając oburzenie, co doprowadziło mnie do śmiechu.
Wygodnie rozsiadł się na krześle, wyciągnął książkę i pozorował wciągniętego książką.
Wtedy weszła profesorka, na jej bladej skórze liczne blizny wydawały się wręcz niewidoczne. Siwe włosy miała upięte w luźny kok. Wory pod oczami świadczyły o nie przespanej nocy. Kiedyś należała do rady, ale postanowiła odejść, 700 lat robi swoje. Ja mam zaledwie 17, no cóż właściwie jeszcze nie. Został mi miesiąc do tego dnia. Naszły mnie podejrzenia, że może dlatego Chris i mama wracają, ale szybko się ich pozbyłam, przecież gdyby tak było nie musieli by przyjeżdżać z takim wyprzedzeniem.
- Dzisiaj, przerabiamy najgorszy temat. - Znużony głos, rozciągnął się po sali. To jedno zdanie wystarczyło, żebym wiedziała co dzisiaj zaczniemy omawiać. - Syreny.
To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu. Nie lubię syren, co nie zmienia faktu, że je podziwiam. Żyją w najgłębszych częściach oceanu, ich głos jest nieziemski dla ludzi ale nas drażni, przypomina jęk bólu. Ich twarz jest zniekształcona, nie mają grama tłuszczu, tylko skóra i kości. Każda z nich ma nienaturalnie dużą burze włosów.
- Po czyjej stronie są syreny? - Zapytała nauczycielka, leniwie przeciągając sylaby. Po czym mruknęła coś do siebie co brzmiało jak ''Nienawidzę uczyć tych bachorów''
Na jej miejscu też bym się wkurzała, połowa klasy jest zajęta głośną rozmową i przekrzykiwaniem się nawzajem. druga nie przyszła albo była zbyt zajęta swoimi sprawami.
- Po niczyjej. Są neutralne. - Usłyszałam, czyjś głos dobiegający z końca sali.
Moja wiedza o nad przyrodzonych stworzeniach była naprawdę duża, zawsze uważałam, ze sojusznika i wroga trzeba znać jednakowo. Syreny nigdy nie wypływają tam gdzie dociera światło, ich głos jest na tyle donośny by można go było słyszeć nad powierzchnią. Wabią swoje, srebrno niebieską nicią, która oplata głupca, który wejdzie do wody i zacznie podążać za ich głosem. Gdy dotknie cię syrenia nić, nie ma już odwrotu. Stajesz się pokarmem, najsłabszym ogniwem w łańcuchu pokarmowym. Nie warto zadzierać z tymi stworzeniami, są sprytniejsze niż nie jeden demon. Ich pułapki są praktycznie nie do wykrycia. Dlatego lepiej nie zapuszczać się w głębie oceanu. Mój towarzysz z ławki też nie wydawał się zainteresowany lekcją, promienie słońca oświetlały jego porcelanową cerę. Zauważył, że się w niego wpatruje, ściągnął nogi z ławki i obrócił się w moją stronę. Pewny uśmiech, zdobił jego twarz, biała bluzka luźno opadała na jego ciało. Pochylił się w moją stronę, po czym szepnął
- Jeśli chcesz się we mnie po wpatrywać to mam dzisiaj czas. Może ,,Black Fire''
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. - Odpowiedziałam z udawaną słodyczą.
Tak naprawdę to mogło by być całkiem fajnie, ale mam dużo rzeczy na głowie. Chłopak wzruszył ramionami i odsunął się posyłając mi zniewalający uśmiech.
.......
Lekki wiatr owiewał moje włosy. Czułam szczęście na myśl, że to ostatnia godzina. Zastała tylko nauka walki, ciekawi mnie komu tym razem, będę mogła skopać tyłek. Swoją ciężką pracą naprawdę wiele osiągnęłam. Spędzałam godziny ćwicząc siłę na workach treningowych, co skutkowało popękanymi kostkami. Robiłam kilkanaście okrążeń wokół muru, stawałam się coraz bardziej wytrzymała. Postawiłam sobie za cel bycie najlepszą, udało się, godziny treningów, miesiące poświęcone ćwiczeniom. Uczyłam się taktyki, wiedzy o wrogu jak i przyjacielu. Nigdy nie można, być nikogo na sto procent pewnym. Każdy może wbić ci nóż w plecy. Byłam pewna, że mogę liczyć na siebie. Dlatego tu stałam, pewna zwycięstwa, bo wierze w siebie.
- Christopher. - Emma westchnęła rozmarzona. - Myślisz, że nadal jest taki przystojny?
- Fuujjj, to mój brat. - Powiedziałam udając obrzydzenie, po czym oboje wybuchnęłyśmy śmiechem.
Na boisku, były sektory wyznaczone białymi liniami z taśmy, jeden na parę. Było nas około 20. Każdy miał swój własny plan zajęć, na szczęście mój w większości pokrywał się z Emmy. W tym samym momencie zobaczyłyśmy, że Erik idzie w naszą stronę. Energicznie pomachałam mu, po czym usiadłam na ławkę w wyczekiwaniu na trenera.
- A więc, jakieś nowe wieści? - Jego głos wydawał się bardziej żywy. Cieszyłam się widząc go uśmiechniętego. Wory pod oczami zniknęły ale wiedziałam, że coś trapiło go i może wciąż trapi tylko dobrze to maskuje.
- Nie wiemy nic. - Opowiedziałyśmy zgodnie.
Niestety taka była prawda, nie mieliśmy, żadnych nowych wieści w sprawie Em i aniołów. Nie rozumieliśmy dlaczego ona. Dziewczyna dobrze walczy i w ogóle, ale czemu zadali sobie tyle trudu?
Miałam więcej pytań niż odpowiedzi. Dotąd nie powiedziałam im o zdarzeniu z Katie, zawsze mieliśmy lepsze tematy do rozmowy. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Uznałam, że to dobry moment, żeby wszystko powiedzieć.
- Katie, chciała mój naszyjnik w zamian za informacje a Jace zaprosił mnie na randkę. - Nigdy nie owijałam w bawełnę. Właściwie nawet nie wiem czemu wspomniałam o chłopaku, te słowa same wypłynęły z moich ust.
-Co zrobiła? - Szok na twarzy przyjaciela, przypominał mi moje zdziwienie tamtego wieczoru.
Moje serce przy spieszyło, wtedy mój wybór wydawał mi się słuszny ale....gdyby ten informacje mogły uratować moją przyjaciółkę a ja nic nie zrobiłam. W tamtym momencie zrozumiałam czemu Erik popełnił tyle błędów, robił to co uważał za słuszne.
- Zgodziłaś się? - Zapytała z nie dowierzaniem Emma, a ja nie byłam pewna czy ma namyśli naszyjnik.
- Jeśli ona czegoś chce, nie pomogę jej w zdobyciu tego. - Twarze przyjaciół powoli opuszczało zdenerwowanie. - Co do ranki, mam za dużo spraw na głowie
Usłyszałam głośne westchnięcie czarnowłosej, po którym walnęła mnie, żartobliwe w ramie. Wtedy zaczął się koszmar. Musiałam wysłuchiwać, jej skarg i tego jakie tragiczne mogą być konsekwencje mojej odmowy. Słuchałam jej jednym uchem, nie wiem jak ale doszłyśmy do tego, że skończę jako samotna dziewczyna z kotem. Zakocham się w nim ale będzie już za późno.
Moje katusze przerwało przyjście nauczyciela. Obok niego szedł mój towarzysz z poprzedniej lekcji, wlókł za sobą wielki czarny worek. Trener otworzył go jednym szybkim ruchem, były w nich stroje do walki, rzucił każdemu po jednym. Ucieszyłam się, bo miałam na sobie kolorowy top i zbyt obcisłe jeansy. Gdy już byliśmy przebrani, pan Tanner zaczął gadać coś bezsensownego o tym, że przeciwnik przewidzi nasz każdy ruch, jeśli nie będziemy zmienni. Dobra, każdy to wie. Gdy przestał ględzić, Jace wyszedł przez rząd.
- Chce walczyć z Alex. - Powiedział, obojętnym tonem.
Poczułam irytację, przecież dobrze wie, że nienawidzę swojego imienia. Naprawdę go nie rozumiem, czasami stara się mnie poderwać, a w następnej chwili jak najbardziej mnie zdenerwować.
Nauczyciel, kiwnął głową i gestem wskazał nam sektor. Boisko było oddalone od szkoły o 200 metrów, z trzech stron otaczał nas las. Zawsze uważałam, że kryją się w nim niezliczone sekrety, które nie ujrzą nigdy światła dziennego. Czułam się dobrze w otoczeniu drzew, wychowałam się wśród nich. Dodawały mi pewności siebie. Gdy doszłam do wyznaczonego miejsca, na tyle daleko, żeby odciąć się od podsłuchujących ludzi, postanowiłam porozmawiać z chłopakiem.
- Nazywam się Lexi. Już ci to chyba mówiłam. - Postanowiłam, zacząć od najbardziej irytującej mnie sprawy.
Wydawał się rozbawiony, moją frustracją. Zaśmiał się cicho, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Nikt nie może od tak mówić do mnie prawdziwym imieniem i on dobrze o tym wie.
- Nie. Masz na imię Alex.
Bawiło go to, lubił mnie denerwować. Postanowiłam, nie drążyć teraz tematu naszej randki, która i tak nie będzie miała miejsca. Wyłamałam nadgarstki i rzuciłam się na niego. Zaskoczony nie zdążył obronić ataku. Udało mi się powalić go na ziemie. Czułam napinające się mięśnie chłopaka, fala bólu zalała moje prawie ramie. Chłopak przebił mi skórę paznokciami, jęknęłam wbrew sobie. Teraz to ja leżałam a on przygniatał mnie swoim ciężarem. Zbliżył łokieć do mojego gardła odcinając mi dopływ powietrza, Nie mogę przegrać, nie tak. Kopnęłam mocno nogami, chłopak osunął się. Wykorzystałam to, wstałam po czym odeszłam kilka kroków, żeby mieć czas wziąć głębszy oddech.
Dzieliły nas zaledwie trzy metry. Chodziliśmy w kółko jak przyczajone koty, gotowe odeprzeć atak. To on pierwszy się ruszył, zrobiłam zręczny unik. Przewidziałam to, zdradził się wprawiając ręce w ruch dwie sekundy przed atakiem. Podstawowy błąd. Podeszłam go od tyłu i wykręciłam mu ręce. Wiedziałam, że się uśmiecha, nie stawiał oporu. Kopnęłam go kolanem w plecy, powalając go na beton. Triumfalny uśmiech zagościł na mojej twarzy. Udało się, wreszcie go pokonałam.
- Dobra robota. - Powiedział, obracając się na plecy. Zaczął się śmiać, powody nie były mi do końca znane. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, po chwili dodał. - Lexi.
Poczułam, że wygrałam dzisiaj nie jedną walke.
Dzieliły nas zaledwie trzy metry. Chodziliśmy w kółko jak przyczajone koty, gotowe odeprzeć atak. To on pierwszy się ruszył, zrobiłam zręczny unik. Przewidziałam to, zdradził się wprawiając ręce w ruch dwie sekundy przed atakiem. Podstawowy błąd. Podeszłam go od tyłu i wykręciłam mu ręce. Wiedziałam, że się uśmiecha, nie stawiał oporu. Kopnęłam go kolanem w plecy, powalając go na beton. Triumfalny uśmiech zagościł na mojej twarzy. Udało się, wreszcie go pokonałam.
- Dobra robota. - Powiedział, obracając się na plecy. Zaczął się śmiać, powody nie były mi do końca znane. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, po chwili dodał. - Lexi.
Poczułam, że wygrałam dzisiaj nie jedną walke.
Wiem, że długo nic nie dodawałam, właściwie miesiąc ale teraz posty będe regularnie w weekend dodawane :) Jak wam się podobało? Jeśli, ktoś ma jakieś pytania do rozdziału czy też nie to zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm :) Zachęcam do komentowania.
poniedziałek, 2 lutego 2015
Rozdział 21:
-Witaj skarbie. -Powiedziała, melodyjnym głosem.
Tak dawno jej nie widziałam, ale nic się nie zmieniła. Te same, czarne włosy sięgające do pasa. Idealna sylwetka, bez zbędnych kilogramów. Oczy koloru morskiej toni. I ta blizna, nad prawym łokciem, rozciągająca się aż do szyi. Pamiątka po walce. Wyglądała na około dwadzieścia lat, pomimo, że miała dużo więcej. Ubrana była w strój typowy dla demona, czarny kombinezon z kieszeniami na broń. Zawsze gdy wraca, wracają również problemy. Nie mogłam dłużej się nad tym zastanawiać, rzuciłam się w ramiona mamy, tak stęskniona za jej dotykiem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi tego brakowało. Często wyjeżdża, nasza rodzina ma wiele spraw do załatwienia i ona się nimi zajmuje. Ojciec pilnuje rady demonów w Nowym Yorku, Armena, czyli moja mama jeździ na spotkania demonów na całym świecie, reprezentując nasze królestwo.
-Słyszałam, że ostatnio nieźle narozrabiałaś.-Zaśmiała się perliście.
Odpowiedziałam jej uśmiechem. No tak, akcja z aniołami w domku, na pewno szybko się rozeszła.
W końcu puściłam mamę i wróciłam na fotel. Armena, wycieńczona rzuciła się na łóżko.
-Na ile tu zostajesz? -Spytałam, mając nadzieje, raz usłyszeć coś innego niż ''Kilka dni, może tydzień''
-Jak na razie, to na trochę dłużej. Kto wie, może nie będę musiała w najbliższym czasie wyjeżdżać.-Odpowiedziała, wprawiając mnie w zdziwienie.
Uśmiech wypłynął na moją twarz, ale zaraz skoro ona wróciła, to Christopher też. Mama zawsze zabiera go ze sobą, żeby nie czuła się aż tak samotna. Jest trzy lata starszy ode mnie. Za kilka tygodni, stuknie mu dwudziestka. Pomimo tego wciąż, zachowuje się jak dzieciak. Parsknęłam śmiechem.
-On też wrócił?-Spytałam z nadzieją, że wreszcie nasza rodzina będzie pełna.
Musiałam się upewnić.
-Jeszcze nie, ale już niedługo -Mruknęła,po czym wygodnie ułożyła się na łóżku.
Była zmęczona podróżą, po chwili jej powieki upadły a oddech stał się równomierny, Wiedziałam, że dzisiaj, długo nie pogadamy. No ale chyba, mamy na to jeszcze czas, skoro zostaje. Chris'a ostatni raz, widziałam trzy miesiące temu, jak wrócił z jakimiś ważnymi rzeczami. Wtedy, niezbyt obchodziło mnie co to było. Po trafieniu do rady, myślę, że byłabym bardziej skłonna, żeby powęszyć przy tym. No ale chyba nie miałabym, po co. Rada na pewno by mi o wszystkim powiedziała.
Wstałam, starając się nie robić większego hałasu i ruszyłam w stronę wyjścia.
........
Stałam przed drzwiami, mojego pokoju szukając klucza w torebce. Z pokoju Jace'a, słychać było stłumione rozmowy. Chciałam podsłuchać, co się tam dzieje ale w ostatniej chwili się powstrzymałam.
Nie chciałam również, iść do pokoju, bo co tam zastane? Zupełnie nic, postanowiłam pójść się przewietrzyć. Ruszyłam w stronę schodów, w między czasie wyciągnęłam telefon. Dwie nieodebrane wiadomości. Spojrzałam na treść pierwszej.
Emily
Hej, Lexi :)
Nie miałabyś ochoty się dzisiaj spotkać?
Bardzo lubię tego rudzielca ale nie miałam ochoty na wspólny wypad dokądkolwiek. Znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że będzie ciągle wypytywała się o Erik'a. No ale nie mam co jej się dziwić, przecież jest nim zauroczona. Szybko, włączyłam drugiego SMSa.
Katie
20.00. Dziedziniec. Bądź sama.
Poczułam narastające zdziwienie, nie wiedziałam czego ta wiedźma mogła ode mnie chcieć. Spojrzałam na godzinę, no tak za pięć minut dwudziesta. Całkowicie, przypadkowo znalazłam się na wyznaczonym miejscu. Takie przypadki, się nie zdarzają. Ehh no cóż, dziedziniec nie jest miejscem do, którego, rzadko przychodziłam, więc nie było to takim zdziwieniem. Rozejrzałam, się w poszukiwaniu mojego wroga. No cóż skoro i tak nie mam niczego lepszego do roboty, to czemu nie zostać tu. Emma i Erik są zapewne u Marcusa, a ja nie mam zbytnio ochoty na spotkanie z nim. Nie dopóki nie rozszyfruje co takiego się stało. Katie nie pojawiła się dzisiaj, na żadnych zajęciach. Co oznacza, że Em musiała ją nieźle urządzić. Musiałam zaczekać, chociażby tylko po to, żeby ją zobaczyć. Dni są tu ciepłe, co się dziwić jest środek lata. Zaś noce mamy wyjątkowo chłodne, o czym przekonałam się już niejeden raz. Na szczęście było jeszcze w miarę ciepło. Ptaki, nie zamykają się tu od rana, czasami zaczyna mnie to wkurzać. No ale cóż, przecież nie powystrzelam ich co do jednego. Ławki, wokół budynku były puste, jakby ktoś przegonił stąd wszystkich. Głucha cisza, przerywana jedynie świergotem, wydawała się mordercza. Zajęłam jedno z wielu wolnych miejsc i pogrążyłam się w rozmyślaniach, Chris, mama, tyle rzeczy się dziś wydarzyło. Na mojej twarzy zagościł uśmiech.
-Rodzina w komplecie. -Mruknęłam
Wtedy usłyszałam szelest, dobiegający zza północnej części dziedzińca.
-Oh, jakie to wzruszające.-Prychnęła zirytowana Katie.
Musiała, przed chwilą przyjść. Zauważyłam, ruszające się gałęzie w miejscu w, którym przed chwilą stała. Na jej twarzy, nie widać było żadnych śladów po ostatniej sprzeczce z moją przyjaciółką. Co oznacza, że powodem jej nieobecności na pewno nie był jej wygląd. Trochę się zawiodłam, miałam nadzieje, zobaczyć ją chociaż trochę poobijaną. Miała na sobie, granatowy, obcisły podkoszulek z dużym dekoltem. Obcisłe legginsy i dwunasto centymetrowe szpilki.
Leniwie, podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę dziewczyny, która wydawała się nie przejęta.
-Czego chcesz? -Wysyczałam zdenerwowana.
Nie miałam, najmniejszego pojęcia po co mnie tu zaciągnęła.
-Ja? -Powiedziała, udając zdziwienie. -Niczego, ale ty skarbie, możesz mnie potrzebować. -Dodała z wstrętnym uśmieszkiem.
-Tak? A niby dlaczego. -Powiedziałam nie kryjąc zdziwienia zmieszanego z wstrętem jaki czułam do dziewczyny.
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wieże, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Mam informacje, które, mogłyby być dla ciebie przydatne. -Odpowiedziała, wyraźnie się mną bawiąc.
Nie potrzebowałam jej informacji. Ludzie tacy jak oni niczego nie dają, tylko biorą bez umiaru. Już odwracałam się, żeby wrócić do pokoju gdy dziewczyna znów przemówiła.
-Nie ciekawi cię czemu akurat Emma? Nie uważasz, że w historii Jace'a brakuje kilku elementów. Mam odpowiedzi na wszystkie twoje pytania. -Wymruczała, zmuszając mnie do zostania.
-Skąd.... -Zaczęłam ale nie mogłam nic więcej z siebie wydać. Dlaczego ona wiedziała o Emmie, i o tym co powiedział mi blondyn. Czemu zawsze jest o krok przede mną.
-Och, mam swoje źródła. -Powiedziała, dokładni wiedząc o co chciałam zapytać.
Ona kłamie, ona kłamie, ona kłamie, powtarzałam w myślach jak mantrę. Zacisnęłam ręce w pięści, powstrzymując się od rzucenia na brunetkę. Chociaż, jej wiedza, była dla mnie przydatna, nie mogłam się zgodzić na układ z diablicą. Zauważyła moje zawahanie, pomimo tego, kontynuowała niewzruszona.
-Mogę rozwiązać wszystkie twoje problemy.
-Czego chcesz, Katie? -Wycedziłam, przez zaciśnięte zęby.
Dziewczyna uznała to za dobrą, kartę, złożyła ręce, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić.
-Nic wielkiego, tylko twój wisiorek.
Odruchowo, położyłam rękę na małym przedmiocie, spoczywającym na zgłębieniu mojej szyi. Rzadko rozstaje się z naszyjnikiem, dostałam go jak byłam mała. Chyba od brata, albo Em, już nie pamiętam. To było tak dawno. Nie chciałam wnikać po co jej on. Po ostatnich dniach, nie mogłam być niczego pewna, oprócz jednego. Jeśli Katie, chce ten naszyjnik, to na pewno go nie dostanie. Moja twarz skamieniała, dziewczyna zrozumiała, że rozmowa zakończona. Wywnioskowałam to z jej zdziwionej twarzy.
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wierze, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Lexi, zastanów się. To może być twoja jedyna szansa. -Naciskała brunetka.
-Niestety, nie mogę ci pomóc. -Powiedziałam z udawaną skruchą.
Wtedy, poczułam wibrację w tylnej kieszeni. To pewnie telefon, wyjęłam go i spojrzałam na ekran. Emma, próbuje się do mnie dodzwonić, odrzuciłam połączenie i odeszłam teatralnie rzucając włosami przez ramię. Słyszałam zdenerwowany syk dziewczyny. Od razu poczułam się lepiej, przecież ona na pewno tylko się ze mną bawiła. Nie mogła mieć prawdziwych informacji, plotki tutaj szybko się roznoszą. Pewnie ktoś zauważył mnie jak wychodziłam od Jace'a z pokoju, albo podsłuchał naszą rozmowę. Musiałam zachować zimną krew, bo inaczej bym zwariowała. Jedyne co mnie dręczyło, to skąd wiedziała o aniołach i całej tej sprawie. Na dręczące nas pytania, nigdy nie ma odpowiedzi. Przekonałam się o tym nie raz.
Dobra to chyba tyle, mam nadzieje, że wam się podobało :) Wiem, wiem, 21 rozdział a ja dopiero teraz wspomniałam o reszcie rodziny. No ale nie chciałam wszystkiego zwalać na początek. Swoją drogą, nie wierze, że już 21 rozdział. Te wszystkie wątki, które ostatnio wplotłam do opowiadania będą się łączyły w ładną całość. (Przynajmniej taką mam nadzieje) Coś czuje, że polubicie Chris'a. Sama, nie mogę się doczekać jego przyjścia :) Zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm
-Rodzina w komplecie. -Mruknęłam
Wtedy usłyszałam szelest, dobiegający zza północnej części dziedzińca.
-Oh, jakie to wzruszające.-Prychnęła zirytowana Katie.
Musiała, przed chwilą przyjść. Zauważyłam, ruszające się gałęzie w miejscu w, którym przed chwilą stała. Na jej twarzy, nie widać było żadnych śladów po ostatniej sprzeczce z moją przyjaciółką. Co oznacza, że powodem jej nieobecności na pewno nie był jej wygląd. Trochę się zawiodłam, miałam nadzieje, zobaczyć ją chociaż trochę poobijaną. Miała na sobie, granatowy, obcisły podkoszulek z dużym dekoltem. Obcisłe legginsy i dwunasto centymetrowe szpilki.
Leniwie, podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę dziewczyny, która wydawała się nie przejęta.
-Czego chcesz? -Wysyczałam zdenerwowana.
Nie miałam, najmniejszego pojęcia po co mnie tu zaciągnęła.
-Ja? -Powiedziała, udając zdziwienie. -Niczego, ale ty skarbie, możesz mnie potrzebować. -Dodała z wstrętnym uśmieszkiem.
-Tak? A niby dlaczego. -Powiedziałam nie kryjąc zdziwienia zmieszanego z wstrętem jaki czułam do dziewczyny.
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wieże, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Mam informacje, które, mogłyby być dla ciebie przydatne. -Odpowiedziała, wyraźnie się mną bawiąc.
Nie potrzebowałam jej informacji. Ludzie tacy jak oni niczego nie dają, tylko biorą bez umiaru. Już odwracałam się, żeby wrócić do pokoju gdy dziewczyna znów przemówiła.
-Nie ciekawi cię czemu akurat Emma? Nie uważasz, że w historii Jace'a brakuje kilku elementów. Mam odpowiedzi na wszystkie twoje pytania. -Wymruczała, zmuszając mnie do zostania.
-Skąd.... -Zaczęłam ale nie mogłam nic więcej z siebie wydać. Dlaczego ona wiedziała o Emmie, i o tym co powiedział mi blondyn. Czemu zawsze jest o krok przede mną.
-Och, mam swoje źródła. -Powiedziała, dokładni wiedząc o co chciałam zapytać.
Ona kłamie, ona kłamie, ona kłamie, powtarzałam w myślach jak mantrę. Zacisnęłam ręce w pięści, powstrzymując się od rzucenia na brunetkę. Chociaż, jej wiedza, była dla mnie przydatna, nie mogłam się zgodzić na układ z diablicą. Zauważyła moje zawahanie, pomimo tego, kontynuowała niewzruszona.
-Mogę rozwiązać wszystkie twoje problemy.
-Czego chcesz, Katie? -Wycedziłam, przez zaciśnięte zęby.
Dziewczyna uznała to za dobrą, kartę, złożyła ręce, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić.
-Nic wielkiego, tylko twój wisiorek.
Odruchowo, położyłam rękę na małym przedmiocie, spoczywającym na zgłębieniu mojej szyi. Rzadko rozstaje się z naszyjnikiem, dostałam go jak byłam mała. Chyba od brata, albo Em, już nie pamiętam. To było tak dawno. Nie chciałam wnikać po co jej on. Po ostatnich dniach, nie mogłam być niczego pewna, oprócz jednego. Jeśli Katie, chce ten naszyjnik, to na pewno go nie dostanie. Moja twarz skamieniała, dziewczyna zrozumiała, że rozmowa zakończona. Wywnioskowałam to z jej zdziwionej twarzy.
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wierze, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Lexi, zastanów się. To może być twoja jedyna szansa. -Naciskała brunetka.
-Niestety, nie mogę ci pomóc. -Powiedziałam z udawaną skruchą.
Wtedy, poczułam wibrację w tylnej kieszeni. To pewnie telefon, wyjęłam go i spojrzałam na ekran. Emma, próbuje się do mnie dodzwonić, odrzuciłam połączenie i odeszłam teatralnie rzucając włosami przez ramię. Słyszałam zdenerwowany syk dziewczyny. Od razu poczułam się lepiej, przecież ona na pewno tylko się ze mną bawiła. Nie mogła mieć prawdziwych informacji, plotki tutaj szybko się roznoszą. Pewnie ktoś zauważył mnie jak wychodziłam od Jace'a z pokoju, albo podsłuchał naszą rozmowę. Musiałam zachować zimną krew, bo inaczej bym zwariowała. Jedyne co mnie dręczyło, to skąd wiedziała o aniołach i całej tej sprawie. Na dręczące nas pytania, nigdy nie ma odpowiedzi. Przekonałam się o tym nie raz.
Dobra to chyba tyle, mam nadzieje, że wam się podobało :) Wiem, wiem, 21 rozdział a ja dopiero teraz wspomniałam o reszcie rodziny. No ale nie chciałam wszystkiego zwalać na początek. Swoją drogą, nie wierze, że już 21 rozdział. Te wszystkie wątki, które ostatnio wplotłam do opowiadania będą się łączyły w ładną całość. (Przynajmniej taką mam nadzieje) Coś czuje, że polubicie Chris'a. Sama, nie mogę się doczekać jego przyjścia :) Zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm
czwartek, 22 stycznia 2015
Rozdział 20: Jace
Najpierw sprawy organizacyjne. Założyłam aska, więc gdyby ktoś miał jakieś pytania to [Link]
Jestem ciekawa ile osób mnie czyta, więc miło by było gdyby każdy skomentował.
Chciałam też przeprosić, za 2 tygodniową nieobecność na początku roku, ale sprawdziany, szkoła, nie mogłam się wyrobić. No to chyba tyle, miłego czytania. Na dole rozdziału, będą wyjaśnienia, gdyby ktoś nie zrozumiał czegoś :)
Jestem ciekawa ile osób mnie czyta, więc miło by było gdyby każdy skomentował.
Chciałam też przeprosić, za 2 tygodniową nieobecność na początku roku, ale sprawdziany, szkoła, nie mogłam się wyrobić. No to chyba tyle, miłego czytania. Na dole rozdziału, będą wyjaśnienia, gdyby ktoś nie zrozumiał czegoś :)
To o czym od lat starałam się zapomnieć, nagle powróciło ze zdwojoną siłą. Słowa te lata temu wyryły się w mojej pamięci. Oszukiwałam sama siebie, starałam się żyć w przekonaniu, że to nie nastąpi, że mój los nie przesądzi się,w dniu siedemnastych urodzin. Lecz teraz, musiałam stanąć twarzą w twarz z prawdą.Mimowolnie opuściłam rękę, bezsilnie wpatrując się w napis. Demony dzielą się na kilka grup, każdego z nas siedemnaście lat po urodzeniu, czeka przydział. Nie wiem, właściwie jak się to dokładnie dzieje, obwiązywane jest to ścisłą tajemnica. Jak byłam mała i jeszcze nie zamykałam umysłu, przed tą informacją, wyobrażałam, sobie siebie stojącą w słupie ognia, wysokim na kilka metrów. Nie znam szczegółów, zresztą jak każdy. Powierzono nam tylko, ogólne informację, zmienić postać możemy tylko w obliczu wielkiego, zagrożenia i w tym jednym dniu, przez 24 godziny, musimy siedzieć 24h w zamknięciu bo jeszcze nie umiemy nad sobą panować i szkody byłyby nieodwracalne. Jak zawsze są jednak wyjątki, niektórzy, samą siłą umysłu potrafią się przemienić. Demona tenebrarum, lub inaczej mroku, pokrywa ciemna skóra, prawie niemożliwa do przebicia, jego paznokcie zamieniają się w długie szpony a jad wydobywający się z buzi jest śmiertelnie trujący. Nie jest to najlepsza, z możliwości, inne postacie są o wiele silniejsze. Na około 100 demonów tylko 3 zostaje przyjęta przez mrok. Słabość jest powodem do wstydu. Nie wyobrażam sobie co by się stało, gdybym została sługą ciemności. Inni pokładają we mnie tyle wiary, tak bardzo boje się ich zawieść, Gdy wypowiedziałam w głowie te słowa, szybko się skarciłam, ja się nie boję. Skrawki, podsłuchanych w dzieciństwie rozmów znów zalały mnie. Przemiana nie trwa długo, po mijającym zagrożeniu wracamy do swojej postaci, aż do następnego razu. Basilice, czyli w tłumaczeniu czarny opatrunek, z tego co nam wiadomo są najczęściej przybieraną postacią. Nie jes to jakimś szczególnym wyróżnieniem ale da się to znieść. Ich oczodoły są puste, choć nie mają gałek ocznych widzą wszystko, nie chodzi mi o jakiś pyłek kurzu czy coś w tym stylu, widzą aurę ludzi, ich zamiary i najgłębsze tajemnice, niestety tylko ludzi. Cinis, w głębi duch pragnęłam zostać nim, jak sama nazwa wskazuje demony Cinis zmieniają się w popiół, mogą wtargnąć w umysł każdego i sterować nim, ale zawsze jest jakiś haczyk, w głowie ofiary mogą zostać od pięciu do dziesięciu minut, zależy od ich umysłu. Pomimo tego, jest to bardzo przydatne, w czasie walki ta umiejętność może przesądzić o wszystkich. Dwie pozostałe grupy, są owiane grubym, płaszczem tajemnicy, informacje o nich są ściśle tajne. Doskonale znam łacinę, kilka lat temu, strasznie fascynowałam się starożytnymi językami demonów a łacina była jednym z nich. Nazwa, więc była mi dobrze znana ignis,czyli ogień zaś mali znaczy zło. Poczułam dreszcz podniecenia na myśl o tym ostatnim. Nigdy nie widziałam się z przemienionym, oko w oko, takie rzeczy zazwyczaj dzieją się na długich i poważnych bitwach. Ostatnia miała miejsce trzy lata temu, nigdy nie zgłębiałam się w jej historie, nikt nie mówił o niej chętnie, ponieśliśmy wiele strat.
Mogło by się wydawać wspaniale, stanę się niezwyciężona, lecz to ostatnie zdanie sprawiło, że wyrzuciłam z świadomości myśl o zmianie. Vos autem non vultis, to nie ty wybierasz. Poświęciłam wiele, miesięcy, żeby stać się tym kim jestem teraz. Nikt nie rodzi się zwycięzcą. Jestem silna, bo tak wybrałam, poświęciłam się, dokonałam tego zupełnie sama. Nie mogę oddać mojego życia w ręce losu, bo tak właściwie nie wiem kto decyduje. Przypadek czy coś większego. Przez tyle lat, wierzyłam, że jestem panią swojego, życia, ale jeśli tak nie jest, może moje życie od dawna jest przesądzone.
Szybko potrząsnęłam głową wybudzając się z transu w, którym tkwiłam od czasu zobaczenia słów. Przypomniałam sobie po co tu właściwie jestem, kilka dni kilka minut temu Erik powiedzieli się ze mną swoją tajemnicą. Zupełnie straciłam rachubę czasu. Wiedziałam tylko, że anioły chcą zabić Emmę. Musiałam z kimś porozmawiać, nikt bliski nie mógł mi pomóc, więc postanowiłam porozmawiać z kimś kto właściwie mnie nie zna. Ponownie podniosłam rękę, aby zapukać lecz zanim dotknęłam gładkiego drewna, ktoś z wewnątrz je otworzył.
-Alex. Powiedział, zaskoczony chłopak.
Jego brwi, utworzyły zakrzywiony łuk, usta lekko się otworzyły. Nie spodziewał się mnie.
Nie odpowiedziałam, bez namysłu wparowałam do pokoju. Musiałam, uważnie stawiać stopy, uważając, żeby się nie potknąć się o broń, rozwaloną we wszystkich kątach pokoju. W sumie, nie dziwiło mnie, że Jace trzyma w pokoju tyle, narzędzi walki. Wydaje się, zawsze gotowy do ataku.
W pomieszczeniu panował lekki pół mrok, szybko się rozjaśniło gdy blondyn zapalił światło. Wreszcie mogłam dostrzec wiele szczegółów. Przy ścianach ustawione były meble, przy zachodnim oknie stało duże, białe łóżko z metalowymi prętami. Na przeciwległej ścianie wisiał duży telewizor otoczony wielkimi czerwonymi pufami, szybko usiadłam na jedną z nich. W oczy rzucały się liczne obrazy, i rzeźby, mogłam spodziewać się po nim wielu, rzeczy ale musiałam, przyznać, że to mnie lekko zdziwiło.
-Coś się stało? Spytał spokojnie.
Prychnęłam, zdenerwowana. Chłopak usiadł na jednym z siedzeń, po czym wziął broń, leżącą nie daleko i delikatnie obracał ją w swoich długich palcach.
-Mogę ci zaufać? Wyrzuciłam z siebie, dręczące mnie pytanie.
Chłopak, spojrzał na mnie kompletnie nie rozumiejącym wzrokiem, który trał tylko chwilę. Już po sekundzie przybrał maskę, spokoju.
-Jeśli chciałbym dla ciebie dobrze, powiedział bym tak-W tym momencie się zawahał a ja poczułam jak gwałtownie czerwienieje z oburzenia. Czy właśnie mi powiedział, żebym zostawiła, go bo nie chce, żebym z nim porozmawiała? -Gdybym chciał dla ciebie źle, też powiedział bym tak....Więc to twój wybór czy mi zaufasz. Dodał niepewnie.
Po tym, zaczęłam rozważać, wszystkie za i przeciw. Właściwie go nie znam, więc czemu miała bym mu ufać. Ale właściwie, nigdy mnie nie zdradził, postanowiłam zaryzykować. Nie chciałam, walić prosto z mostu, że anioły chcą zabić moją najlepszą przyjaciółkę. Jace od dawna jest w radzie, musi, być dobrze poinformowany.
-Co wiesz o Emmie? Spytałam strasznie nerwowo.
-Nie więcej, niż ty. Jego mina, była spokojna, ale głos zdradzał, że strasznie zaniepokoił się tymi słowami.
-Aha. Mruknęłam, nie wiedząc co dalej z tym zrobić.
Chłopak wyprostował nogi i rozsiadł się wygodnie. Nie widziałam, już sztyletu w jego zgrabnych dłoniach, musiał go upuścić. Był tajemniczy, właściwie, nic o nim nie wiedziałam. Teraz albo nigdy, jest tylko jeden sposób, żeby się czegoś dowiedzieć, wystarczy zapytać. Chłopak otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu.
Nigdy się nie dowiedziałam co chciał wtedy oznajmić.
-Jak właściwie się tu znalazłeś? Powiedziałam, wyraźnie akcentując każde słowo.
Rozmówca, momentalnie zesztywniał, widziałam dobrze, jego mięśnie napinające się pod białym
T-shirtem, z jego miny, można było wywnioskować, że głęboko się nad czymś zastanawia. Siedziałam cicho, dając mu czas do decyzji, czy mi o tym powiedzieć. Wiedziałam, że jeśli cokolwiek bym powiedziała, poszło by to na moją niekorzyść.
-Przed tym jak tu przyjechałem, mieszkałem w naszym, królestwie w Chicago.
To już wiedziałam, pani Jones powiedziała nam o tym, tego dnia w którym się pojawił. Kiwnęłam, ze zrozumieniem głową. Demony mają wiele, domów. Wielki obszar w lesie, otoczony murem wysokim na kilkanaście metrów, z naszymi domami, szkołami i innymi budynkami nazywamy królestwem. Zastanawiałam się czy chłopak chce coś jeszcze dodać. Siedział cicho, wpatrując się w jakiś obiekt za mną, Nerwowo, stukał palcami o swoją nogę. Po chwili, wrócił do opowieści.
-Znalazłem drogę do domu skrzydlatych.-Wziął, głęboki, wdech. Patrzył na mnie wzrokiem oczekującym zrozumienia.-Postąpiłem lekkomyślnie, idąc tam sam. Powinien komuś powiedzieć. Ale emocje, wzięły górę, nad rozsądkiem. Zaatakowałem jednego z nich, wtedy mnie ogłuszyli. Nie mogłem wrócić do domu, więc przywieźli mnie tutaj.
Wiedziałam, że nie jest mu łatwo zwierzać się z takiego sekretu. Dla demonów, nie była to ważna informacja, każdy wie gdzie anioły mają swoje miejsce. Ale Jace naraził się na wielkie niebezpieczeństwo. Odwaga jest nagradzana ale głupota już niekoniecznie. Blondyn, wydawał się dopiero teraz zdać sobie sprawę z tego co właśnie zrobił. Szybko poderwał się z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Chciałam wstać i podążyć za nim. Ale on nagle się odwrócił. Tyle emocji malowało się na jego twarzy, złość, oburzenie, smutek?
-Powiedz to komuś a nie żyjesz. Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Po sekundzie nie było go już w pokoju. Siedziałam, sama na czerwonym pufie, Byłam pewna, że nikomu o tym nie powiem. Nie wiedziałam, jak utrzymam sekret przed Em, Nie miałam, zamiaru za nim iść, musiałam wrócić do pokoju. Choć szansa, na przeszukanie jego rzeczy, korciła mnie, postanowiłam nie grzebać tu.
Dobra, większość, napisałam na górze więc teraz to tłumaczenie. Jest kilka rodzai demonów, opisałam wygląd każdego z nich. W chwili wielkiego zagrożenia, przybierają ich postać. Palce zmieniają im się w szpony, dostają dodatkowe umiejętności. Teraz trochę tłumaczenia o co chodiz z tym popiołem, ich ciało w jednym momencie zmienia się w kupkę popiołu. Pozostaje im ich własna świadomość, z popiołu mogą formować różne formy (Pewnie większość nie zrozumiałą o co mi chodziło z sterować nim) Potrafią również wchodzić w umysł wroga,
Dla tych co mogli mieć pytania, czemu nie zmienili się w ,,Black Fire'' lub w ostatniej walce. Otóż tłumaczę, te walki nie były jakoś super ciężkie dla nich. Prowadzą tyle pomniejszych bitew, że mała walka nie jest w stanie obudzić w nich tego prawdziwego oblicza. Chciałam, już dawno o tym napisać, ale czekałam na rozdział w, który będę mogła to wcisnąć a sytuacja z Jace'em wydała mi się odpowiednia. W dniu 17 urodzin każdy demon, przybiera postać jednego demona. Sama jak to pisałam, nasunęło mi się pytanie ''Czemu nie wypuścić ich, żeby siali zniszczenie?''. Już tłumacze, pomimo tego, że oni są porywczy mają swój rozum, a pierwsze 24 godziny pop przyjęciu formy są tak nieprzewidywalni, że mogli by sprawić wszystkim wiele szkód.
Dobra, to chyba tyle wyjaśnień :)
Byłoby miło gdyby, każdy kto czyta mojego bloga skomentował to :)
Następny rozdział powinien pojaiwć się w przeciągu tygodnia.
-Co wiesz o Emmie? Spytałam strasznie nerwowo.
-Nie więcej, niż ty. Jego mina, była spokojna, ale głos zdradzał, że strasznie zaniepokoił się tymi słowami.
-Aha. Mruknęłam, nie wiedząc co dalej z tym zrobić.
Chłopak wyprostował nogi i rozsiadł się wygodnie. Nie widziałam, już sztyletu w jego zgrabnych dłoniach, musiał go upuścić. Był tajemniczy, właściwie, nic o nim nie wiedziałam. Teraz albo nigdy, jest tylko jeden sposób, żeby się czegoś dowiedzieć, wystarczy zapytać. Chłopak otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu.
Nigdy się nie dowiedziałam co chciał wtedy oznajmić.
-Jak właściwie się tu znalazłeś? Powiedziałam, wyraźnie akcentując każde słowo.
Rozmówca, momentalnie zesztywniał, widziałam dobrze, jego mięśnie napinające się pod białym
T-shirtem, z jego miny, można było wywnioskować, że głęboko się nad czymś zastanawia. Siedziałam cicho, dając mu czas do decyzji, czy mi o tym powiedzieć. Wiedziałam, że jeśli cokolwiek bym powiedziała, poszło by to na moją niekorzyść.
-Przed tym jak tu przyjechałem, mieszkałem w naszym, królestwie w Chicago.
To już wiedziałam, pani Jones powiedziała nam o tym, tego dnia w którym się pojawił. Kiwnęłam, ze zrozumieniem głową. Demony mają wiele, domów. Wielki obszar w lesie, otoczony murem wysokim na kilkanaście metrów, z naszymi domami, szkołami i innymi budynkami nazywamy królestwem. Zastanawiałam się czy chłopak chce coś jeszcze dodać. Siedział cicho, wpatrując się w jakiś obiekt za mną, Nerwowo, stukał palcami o swoją nogę. Po chwili, wrócił do opowieści.
-Znalazłem drogę do domu skrzydlatych.-Wziął, głęboki, wdech. Patrzył na mnie wzrokiem oczekującym zrozumienia.-Postąpiłem lekkomyślnie, idąc tam sam. Powinien komuś powiedzieć. Ale emocje, wzięły górę, nad rozsądkiem. Zaatakowałem jednego z nich, wtedy mnie ogłuszyli. Nie mogłem wrócić do domu, więc przywieźli mnie tutaj.
Wiedziałam, że nie jest mu łatwo zwierzać się z takiego sekretu. Dla demonów, nie była to ważna informacja, każdy wie gdzie anioły mają swoje miejsce. Ale Jace naraził się na wielkie niebezpieczeństwo. Odwaga jest nagradzana ale głupota już niekoniecznie. Blondyn, wydawał się dopiero teraz zdać sobie sprawę z tego co właśnie zrobił. Szybko poderwał się z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Chciałam wstać i podążyć za nim. Ale on nagle się odwrócił. Tyle emocji malowało się na jego twarzy, złość, oburzenie, smutek?
-Powiedz to komuś a nie żyjesz. Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Po sekundzie nie było go już w pokoju. Siedziałam, sama na czerwonym pufie, Byłam pewna, że nikomu o tym nie powiem. Nie wiedziałam, jak utrzymam sekret przed Em, Nie miałam, zamiaru za nim iść, musiałam wrócić do pokoju. Choć szansa, na przeszukanie jego rzeczy, korciła mnie, postanowiłam nie grzebać tu.
......
Siedziałam, w wielkim bujanym fotelu popijając kubek ciepłego napoju. W pokoju panowała, grobowa cisza, słychać było równomierne tykanie zegara. Zawsze się spóźnia, chociaż raz mogłaby przyjść na czas. Prychnęłam, oburzona. Zaczęłam przyglądać się uważnie swoim stopą, na których ubrane miałam wielkie futrzaste kapcie. Minęło już kilka dni, odkąd ostatni raz rozmawiałam z Jace'em, od tamtego pamiętnego spotkania nie odezwał się do mnie. Sama też, nie zaczynałam rozmowy, bo po co? Najgorsze jest uczucie, że okłamuje przyjaciółkę. Tak, jestem demonem, kłamanie nie sprawia mi problemu. Po prostu, zawsze to z Emmą miałam tajemnice, a nie przed nią. Wiatr zaczął gwiazdać, od kilku godzin zapowiadało się na porządna wihure. Pomimo ciemności panującej w pokoju, doskonale wiedziałam co gdzie leży. Byłam tu tyle razy. Idealny porządek, panował w każdej części pomieszczenia. Od razu widać było, że pokój należy do perfekcjonistki. Surowo urządzony, nie do końca oddawał charakter jego posiadaczki. Czekałam na nią już, dwadzieścia minut, ile można? Zdenerwowana wstałam, wprawiając fotel w ruch. Podeszłam do dużej komody, leżał na niej wisiorek z zegarkiem, stara pamiątka. Wskazówki, ledwo się ruszały, głębokie rysy widoczne były na szklanej szybce. Na mojej twarzy, mimowolnie zagościł uśmiech. Lubiłam stare, rzeczy a ta była dla mnie wyjątkowo cenna. Nosiłam ten zegarek gdy miałam dziesięć lat, nie rozstawałam się z nim na krok. Jednego dnia postanowiłam go jej dać, tak oto się tu znalazł. Mam tyle, rzeczy do załatwienia. Miałam się spotkać z przyjaciółmi, ale z tego chyba nici skoro ktoś nie umie przyjść na wyznaczoną godzinę. Zdenerwowana, teatralnie zrzuciłam włosami do tyłu, choć i tak wiedziałam, że nikt mnie nie widzi. Nie trzymałam, długo urazy do Erika. Już następnego dnia, było wszystko w porządku. Dobrze, wiedziałam, że na jego miejscu zachowała bym się podobnie, jeśli nie tak samo. Kliknięcie, w drzwiach przerwało moje rozmyślania. Po chwili drzwi się otworzyły, stanęła w nich tak długi wyczekiwana osoba.
-Wreszcie, przyszłaś. Powiedziałam czując, że na mojej twarzy zagościł szczery uśmiech.
Dobra, większość, napisałam na górze więc teraz to tłumaczenie. Jest kilka rodzai demonów, opisałam wygląd każdego z nich. W chwili wielkiego zagrożenia, przybierają ich postać. Palce zmieniają im się w szpony, dostają dodatkowe umiejętności. Teraz trochę tłumaczenia o co chodiz z tym popiołem, ich ciało w jednym momencie zmienia się w kupkę popiołu. Pozostaje im ich własna świadomość, z popiołu mogą formować różne formy (Pewnie większość nie zrozumiałą o co mi chodziło z sterować nim) Potrafią również wchodzić w umysł wroga,
Dla tych co mogli mieć pytania, czemu nie zmienili się w ,,Black Fire'' lub w ostatniej walce. Otóż tłumaczę, te walki nie były jakoś super ciężkie dla nich. Prowadzą tyle pomniejszych bitew, że mała walka nie jest w stanie obudzić w nich tego prawdziwego oblicza. Chciałam, już dawno o tym napisać, ale czekałam na rozdział w, który będę mogła to wcisnąć a sytuacja z Jace'em wydała mi się odpowiednia. W dniu 17 urodzin każdy demon, przybiera postać jednego demona. Sama jak to pisałam, nasunęło mi się pytanie ''Czemu nie wypuścić ich, żeby siali zniszczenie?''. Już tłumacze, pomimo tego, że oni są porywczy mają swój rozum, a pierwsze 24 godziny pop przyjęciu formy są tak nieprzewidywalni, że mogli by sprawić wszystkim wiele szkód.
Dobra, to chyba tyle wyjaśnień :)
Byłoby miło gdyby, każdy kto czyta mojego bloga skomentował to :)
Następny rozdział powinien pojaiwć się w przeciągu tygodnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)