niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 22: Alex

             Spojrzałam na zegar, za pięć minut zaczynała się lekcja. Sala była prawie pusta. Jedyną żywą osobą byłam ja. Spokojnie siedziałam na krześle, w ostatniej ławce. Znając życie wszyscy przyjdą w ostatniej minucie. Oparłam brodę na dłoniach i zdmuchnęłam z twarzy niesforny kosmyk. Zawsze lubiłam tą sale, nikt tu nie przychodził mogłam być sam na sam z myślami. Brudno niebieskie ściany, kojarzyły mi się z jeziorem w samym środku lata. Metalowe krzesła były strasznie niewygodne, spróbowałam ustawić się w jakiejś lepszej pozycji ale gdy nic nie zadziałało westchnęłam znużona. Usłyszałam dzwonek na przerwę, wraz z nim fala demonów wlała się do sali, niszcząc moją piękną cisze. Minął już tydzień od incydentu z Katie, od tej pory ani razu nie pojawiła się na zajęciach, nie oczekiwałam, że dziś będzie inaczej. Zobaczyłam Emme, na drugim końcu sali, mówiła coś do Erika. Uśmiechnęłam się na ich widok, pomachałam im po czym wyciągnęłam książki. Pani Browns powinna się zjawić w ciągu kilku minut. Obeznanie w nad przyrodzonym świecie, byłam wręcz pewna, że nie dowiem się tu nigdy niczego nowego. Za dużo już wiem. Wczoraj było spotkanie rady, przyszłam tam, jedynie, żeby dowiedzieć się kiedy wraca mój brat. Zostały tylko dwa dni, dowiedziałam się również, że była ostatnio jakaś walka, którą przegraliśmy. Straty liczone są na około 20 osób, nie dużo ale również nie mało. Nie znałam z nich nikogo, więc nie czułam wielkiego smutku. Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, odwróciłam głowę. No tak, jak mogłam nie zauważyć, że wcześniej go tu nie było. Nasza ostatnia rozmowa nie skończyła się najlepiej. Właściwie stanęliśmy na groźbach mojej śmierci. Chłopak zmierzał prosto w moją stronę, był w świetnej formie. Nie było widać po nim oznak zmęczenia, jakby nie przytłoczyły go ostatnie wydarzenia, sprawa z mapą, aniołami. Nie wiem jaki ma na to sposób ale zdecydowanie działa. Jace zajął miejsce obok mnie. Byłam zdziwiona, gdyż myślałam, że nie rozmawiamy ze sobą.
- Co tu robisz? Spytałam, nie kryjąc zdziwienia.
- Czy nie mogę po prostu szukać towarzystwa pięknej dziewczyny? W jego głosie można było wyczuć wyraźne rozbawienie. 
No tak, chyba nigdy nie dowiem się od nikogo prawdy. Na jego twarzy pojawił się uśmiech niewiniątka. Mimowolnie się zaśmiałam. 
- Poproszę ten prawdziwy powód. - Powiedziałam starając się przybrać najpoważniejszą minę na jaką było mnie stać.
- Ależ to jest prawdziwy powód. - Zapewnił, udając oburzenie, co doprowadziło mnie do śmiechu. 
Wygodnie rozsiadł się na krześle, wyciągnął książkę i pozorował wciągniętego książką. 
              Wtedy weszła profesorka, na jej bladej skórze liczne blizny wydawały się wręcz niewidoczne. Siwe włosy miała upięte w luźny kok. Wory pod oczami świadczyły o nie przespanej nocy. Kiedyś należała do rady, ale postanowiła odejść, 700 lat robi swoje. Ja mam zaledwie 17, no cóż właściwie jeszcze nie. Został mi miesiąc do tego dnia. Naszły mnie podejrzenia, że może dlatego Chris i mama wracają, ale szybko się ich pozbyłam, przecież gdyby tak było nie musieli by przyjeżdżać z takim wyprzedzeniem. 
- Dzisiaj, przerabiamy najgorszy temat. - Znużony głos, rozciągnął się po sali. To jedno zdanie wystarczyło, żebym wiedziała co dzisiaj zaczniemy omawiać. - Syreny.
To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu. Nie lubię syren, co nie zmienia faktu, że je podziwiam. Żyją w najgłębszych częściach oceanu, ich głos jest nieziemski dla ludzi ale nas drażni, przypomina jęk bólu. Ich twarz jest zniekształcona, nie mają grama tłuszczu, tylko skóra i kości. Każda z nich ma nienaturalnie dużą burze włosów. 
- Po czyjej stronie są syreny? - Zapytała nauczycielka, leniwie przeciągając sylaby. Po czym mruknęła coś do siebie co brzmiało jak ''Nienawidzę uczyć tych bachorów''
Na jej miejscu też bym się wkurzała, połowa klasy jest zajęta głośną rozmową i przekrzykiwaniem się nawzajem. druga nie przyszła albo była zbyt zajęta swoimi sprawami. 
- Po niczyjej. Są neutralne. - Usłyszałam, czyjś głos dobiegający z końca sali.
Moja wiedza o nad przyrodzonych stworzeniach była naprawdę duża, zawsze uważałam, ze sojusznika i wroga trzeba znać jednakowo. Syreny nigdy nie wypływają tam gdzie dociera światło, ich głos jest na tyle donośny by można go było słyszeć nad powierzchnią. Wabią swoje, srebrno niebieską nicią, która oplata głupca, który wejdzie do wody i zacznie podążać za ich głosem. Gdy dotknie cię syrenia nić, nie ma już odwrotu. Stajesz się pokarmem, najsłabszym ogniwem w łańcuchu pokarmowym. Nie warto zadzierać z tymi stworzeniami, są sprytniejsze niż nie jeden demon. Ich pułapki są praktycznie nie do wykrycia. Dlatego lepiej nie zapuszczać się w głębie oceanu. Mój towarzysz z ławki też nie wydawał się zainteresowany lekcją, promienie słońca oświetlały jego porcelanową cerę. Zauważył, że się w niego wpatruje, ściągnął nogi z ławki i obrócił się w moją stronę. Pewny uśmiech, zdobił jego twarz, biała bluzka luźno opadała na jego ciało. Pochylił się w moją stronę, po czym szepnął
- Jeśli chcesz się we mnie po wpatrywać to mam dzisiaj czas. Może ,,Black Fire''
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. - Odpowiedziałam z udawaną słodyczą.
Tak naprawdę to mogło by być całkiem fajnie, ale mam dużo rzeczy na głowie. Chłopak wzruszył ramionami i odsunął się posyłając mi zniewalający uśmiech.   

.......


               Lekki wiatr owiewał moje włosy. Czułam szczęście na myśl, że to ostatnia godzina. Zastała tylko nauka walki, ciekawi mnie komu tym razem, będę mogła skopać tyłek. Swoją ciężką pracą naprawdę wiele osiągnęłam. Spędzałam godziny ćwicząc siłę na workach treningowych, co skutkowało popękanymi kostkami. Robiłam kilkanaście okrążeń wokół muru, stawałam się coraz bardziej wytrzymała. Postawiłam sobie za cel bycie najlepszą, udało się, godziny treningów, miesiące poświęcone ćwiczeniom. Uczyłam się taktyki, wiedzy o wrogu jak i przyjacielu. Nigdy nie można, być nikogo na sto procent pewnym. Każdy może wbić ci nóż w plecy. Byłam pewna, że mogę liczyć na siebie. Dlatego tu stałam, pewna zwycięstwa, bo wierze w siebie. 
- Christopher. - Emma westchnęła rozmarzona. -  Myślisz, że nadal jest taki przystojny? 
- Fuujjj, to mój brat. - Powiedziałam udając obrzydzenie, po czym oboje wybuchnęłyśmy śmiechem.
Na boisku, były sektory wyznaczone białymi liniami z taśmy, jeden na parę. Było nas około 20. Każdy miał swój własny plan zajęć, na szczęście mój w większości pokrywał się z Emmy. W tym samym momencie zobaczyłyśmy, że Erik idzie w naszą stronę. Energicznie pomachałam mu, po czym usiadłam na ławkę w wyczekiwaniu na trenera. 
- A więc, jakieś nowe wieści? - Jego głos wydawał się bardziej żywy. Cieszyłam się widząc go uśmiechniętego. Wory pod oczami zniknęły ale wiedziałam, że coś trapiło go i może wciąż trapi tylko dobrze to maskuje.
- Nie wiemy nic. Opowiedziałyśmy zgodnie.
Niestety taka była prawda, nie mieliśmy, żadnych nowych wieści w sprawie Em i aniołów. Nie rozumieliśmy dlaczego ona. Dziewczyna dobrze walczy i w ogóle, ale czemu zadali sobie tyle trudu?
Miałam więcej pytań niż odpowiedzi. Dotąd nie powiedziałam im o zdarzeniu z Katie, zawsze mieliśmy lepsze tematy do rozmowy. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Uznałam, że to dobry moment, żeby wszystko powiedzieć.
- Katie, chciała mój naszyjnik w zamian za informacje a Jace zaprosił mnie na randkę. - Nigdy nie owijałam w bawełnę. Właściwie nawet nie wiem czemu wspomniałam o chłopaku, te słowa same wypłynęły z moich ust. 
-Co zrobiła? - Szok na twarzy przyjaciela, przypominał mi moje zdziwienie tamtego wieczoru.
Moje serce przy spieszyło, wtedy mój wybór wydawał mi się słuszny ale....gdyby ten informacje mogły uratować moją przyjaciółkę a ja nic nie zrobiłam. W tamtym momencie zrozumiałam czemu Erik popełnił tyle błędów, robił to co uważał za słuszne. 
- Zgodziłaś się? - Zapytała z nie dowierzaniem Emma, a ja nie byłam pewna czy ma namyśli naszyjnik.
- Jeśli ona czegoś chce, nie pomogę jej w zdobyciu tego. - Twarze przyjaciół powoli opuszczało zdenerwowanie. - Co do ranki, mam za dużo spraw na głowie
Usłyszałam głośne westchnięcie czarnowłosej, po którym walnęła mnie, żartobliwe w ramie. Wtedy zaczął się koszmar. Musiałam wysłuchiwać, jej skarg i tego jakie tragiczne mogą być konsekwencje mojej odmowy. Słuchałam jej jednym uchem, nie wiem jak ale doszłyśmy do tego, że  skończę jako samotna dziewczyna z kotem. Zakocham się w nim ale będzie już za późno. 
                  Moje katusze przerwało przyjście nauczyciela. Obok niego szedł mój towarzysz z poprzedniej lekcji, wlókł za sobą wielki czarny worek. Trener otworzył go jednym szybkim ruchem, były w nich stroje do walki, rzucił każdemu po jednym. Ucieszyłam się, bo miałam na sobie kolorowy top i zbyt obcisłe jeansy. Gdy już byliśmy przebrani, pan Tanner zaczął gadać coś bezsensownego o tym, że przeciwnik przewidzi nasz każdy ruch, jeśli nie będziemy zmienni. Dobra, każdy to wie. Gdy przestał ględzić, Jace wyszedł przez rząd.
- Chce walczyć z Alex. - Powiedział, obojętnym tonem.
Poczułam irytację, przecież dobrze wie, że nienawidzę swojego imienia. Naprawdę go nie rozumiem, czasami stara się mnie poderwać, a w następnej chwili jak najbardziej mnie zdenerwować. 
Nauczyciel, kiwnął głową i gestem wskazał nam sektor. Boisko było oddalone od szkoły o 200 metrów, z trzech stron otaczał nas las. Zawsze uważałam, że kryją się w nim niezliczone sekrety, które nie ujrzą nigdy światła dziennego. Czułam się dobrze w otoczeniu drzew, wychowałam się wśród nich. Dodawały mi pewności siebie. Gdy doszłam do wyznaczonego miejsca, na tyle daleko, żeby odciąć się od podsłuchujących ludzi, postanowiłam porozmawiać z chłopakiem.
- Nazywam się Lexi. Już ci to chyba mówiłam. - Postanowiłam, zacząć od najbardziej irytującej mnie sprawy. 
Wydawał się rozbawiony, moją frustracją. Zaśmiał się cicho, co rozzłościło mnie jeszcze bardziej. Nikt nie może od tak mówić do mnie prawdziwym imieniem i on dobrze o tym wie.
- Nie. Masz na imię Alex. 
Bawiło go to, lubił mnie denerwować. Postanowiłam, nie drążyć teraz tematu naszej randki, która i tak nie będzie miała miejsca. Wyłamałam nadgarstki i rzuciłam się na niego. Zaskoczony nie zdążył obronić ataku. Udało mi się powalić go na ziemie. Czułam napinające się mięśnie chłopaka, fala bólu zalała moje prawie ramie. Chłopak przebił mi skórę paznokciami, jęknęłam wbrew sobie. Teraz to ja leżałam a on przygniatał mnie swoim ciężarem. Zbliżył łokieć do mojego gardła odcinając mi dopływ powietrza, Nie mogę przegrać, nie tak. Kopnęłam mocno nogami, chłopak osunął się. Wykorzystałam to, wstałam po czym odeszłam kilka kroków, żeby mieć czas wziąć głębszy oddech.
Dzieliły nas zaledwie trzy metry. Chodziliśmy w kółko jak przyczajone koty, gotowe odeprzeć atak. To on pierwszy się ruszył, zrobiłam zręczny unik. Przewidziałam to, zdradził się wprawiając ręce w ruch dwie sekundy przed atakiem. Podstawowy błąd. Podeszłam go od tyłu i wykręciłam mu ręce. Wiedziałam, że się uśmiecha, nie stawiał oporu. Kopnęłam go kolanem w plecy, powalając go na beton. Triumfalny uśmiech zagościł na mojej twarzy. Udało się, wreszcie go pokonałam.
- Dobra robota. - Powiedział, obracając się na plecy. Zaczął się śmiać, powody nie były mi do końca znane. Wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał, po chwili dodał. - Lexi.
Poczułam, że wygrałam dzisiaj nie jedną walke.



Wiem, że długo nic nie dodawałam, właściwie miesiąc ale teraz posty będe regularnie w weekend dodawane :) Jak wam się podobało? Jeśli, ktoś ma jakieś pytania do rozdziału czy też nie to zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm :) Zachęcam do komentowania. 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 21:

-Witaj skarbie. -Powiedziała, melodyjnym głosem.
Tak dawno jej nie widziałam, ale nic się nie zmieniła. Te same, czarne włosy sięgające do pasa. Idealna sylwetka, bez zbędnych kilogramów. Oczy koloru morskiej toni. I ta blizna, nad prawym łokciem, rozciągająca się aż do szyi. Pamiątka po walce. Wyglądała na około dwadzieścia lat, pomimo, że miała dużo więcej. Ubrana była w strój typowy dla demona, czarny kombinezon z kieszeniami na broń. Zawsze gdy wraca, wracają również problemy. Nie mogłam dłużej się nad tym zastanawiać, rzuciłam się w ramiona mamy, tak stęskniona za jej dotykiem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi tego brakowało. Często wyjeżdża, nasza rodzina ma wiele spraw do załatwienia i ona się nimi zajmuje. Ojciec pilnuje rady demonów w Nowym Yorku, Armena, czyli moja mama jeździ na spotkania demonów na całym świecie, reprezentując nasze królestwo.  
-Słyszałam, że ostatnio nieźle narozrabiałaś.-Zaśmiała się perliście.  
Odpowiedziałam jej uśmiechem. No tak, akcja z aniołami w domku, na pewno szybko się rozeszła.
W końcu puściłam mamę i wróciłam na fotel. Armena, wycieńczona rzuciła się na łóżko. 
-Na ile tu zostajesz? -Spytałam, mając nadzieje, raz usłyszeć coś innego niż ''Kilka dni, może tydzień''
-Jak na razie, to na trochę dłużej. Kto wie, może nie będę musiała w najbliższym czasie wyjeżdżać.-Odpowiedziała, wprawiając mnie w zdziwienie. 
Uśmiech wypłynął na moją twarz, ale zaraz skoro ona wróciła, to Christopher też. Mama zawsze zabiera go ze sobą, żeby nie czuła się aż tak samotna. Jest trzy lata starszy ode mnie. Za kilka tygodni, stuknie mu dwudziestka. Pomimo tego wciąż, zachowuje się jak dzieciak. Parsknęłam śmiechem.
-On też wrócił?-Spytałam z nadzieją, że wreszcie nasza rodzina będzie pełna.
Musiałam się upewnić. 
-Jeszcze nie, ale już niedługo -Mruknęła,po czym wygodnie ułożyła się na łóżku.
Była zmęczona podróżą, po chwili jej powieki upadły a oddech stał się równomierny, Wiedziałam, że dzisiaj, długo nie pogadamy. No ale chyba, mamy na to jeszcze czas, skoro zostaje. Chris'a ostatni raz, widziałam trzy miesiące temu, jak wrócił z jakimiś ważnymi rzeczami. Wtedy, niezbyt obchodziło mnie co to było. Po trafieniu do rady, myślę, że byłabym bardziej skłonna, żeby powęszyć przy tym. No ale chyba nie miałabym, po co. Rada na pewno by mi o wszystkim powiedziała. 
Wstałam, starając się nie robić większego hałasu i ruszyłam w stronę wyjścia.

........

Stałam przed drzwiami, mojego pokoju szukając klucza w torebce. Z pokoju Jace'a, słychać było stłumione rozmowy. Chciałam podsłuchać, co się tam dzieje ale w ostatniej chwili się powstrzymałam. 
Nie chciałam również, iść do pokoju, bo co tam zastane? Zupełnie nic, postanowiłam pójść się przewietrzyć. Ruszyłam w stronę schodów, w między czasie wyciągnęłam telefon. Dwie nieodebrane wiadomości. Spojrzałam na treść pierwszej.
Emily
Hej, Lexi :)
Nie miałabyś ochoty się dzisiaj spotkać?
Bardzo lubię tego rudzielca ale nie miałam ochoty na wspólny wypad dokądkolwiek. Znam ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że będzie ciągle wypytywała się o Erik'a. No ale nie mam co jej się dziwić, przecież jest nim zauroczona. Szybko, włączyłam drugiego SMSa.
Katie
20.00. Dziedziniec. Bądź sama.
Poczułam narastające zdziwienie, nie wiedziałam czego ta wiedźma mogła ode mnie chcieć. Spojrzałam na godzinę, no tak za pięć minut dwudziesta.  Całkowicie, przypadkowo znalazłam się na wyznaczonym miejscu. Takie przypadki, się nie zdarzają. Ehh no cóż, dziedziniec nie jest miejscem do, którego, rzadko przychodziłam, więc nie było to takim zdziwieniem. Rozejrzałam, się w poszukiwaniu mojego wroga. No cóż skoro i tak nie mam niczego lepszego do roboty, to czemu nie zostać tu. Emma i Erik są zapewne u Marcusa, a ja nie mam zbytnio ochoty na spotkanie z nim. Nie dopóki nie rozszyfruje co takiego się stało. Katie nie pojawiła się dzisiaj, na żadnych zajęciach. Co oznacza, że Em musiała ją nieźle urządzić. Musiałam zaczekać, chociażby tylko po to, żeby ją zobaczyć. Dni są tu ciepłe, co się dziwić jest środek lata. Zaś noce mamy wyjątkowo chłodne, o czym przekonałam się już niejeden raz. Na szczęście było jeszcze w miarę ciepło. Ptaki, nie zamykają się tu od rana, czasami zaczyna mnie to wkurzać. No ale cóż, przecież nie powystrzelam ich co do jednego. Ławki, wokół budynku były puste, jakby ktoś przegonił stąd wszystkich. Głucha cisza, przerywana jedynie świergotem, wydawała się mordercza. Zajęłam jedno z wielu wolnych miejsc i pogrążyłam się w rozmyślaniach, Chris, mama, tyle rzeczy się dziś wydarzyło. Na mojej twarzy zagościł uśmiech. 
-Rodzina w komplecie. -Mruknęłam
Wtedy usłyszałam szelest, dobiegający zza północnej części dziedzińca. 
-Oh, jakie to wzruszające.-Prychnęła zirytowana Katie. 
Musiała, przed chwilą przyjść. Zauważyłam, ruszające się gałęzie w miejscu w, którym przed chwilą stała.  Na jej twarzy, nie widać było żadnych śladów po ostatniej sprzeczce z moją przyjaciółką. Co oznacza, że powodem jej nieobecności na pewno nie był jej wygląd. Trochę się zawiodłam, miałam nadzieje, zobaczyć ją chociaż trochę poobijaną. Miała na sobie, granatowy, obcisły podkoszulek z dużym dekoltem. Obcisłe legginsy i dwunasto centymetrowe szpilki.
Leniwie, podniosłam się z miejsca i ruszyłam w stronę dziewczyny, która wydawała się nie przejęta. 
-Czego chcesz? -Wysyczałam zdenerwowana.
Nie miałam, najmniejszego pojęcia po co mnie tu zaciągnęła.
-Ja? -Powiedziała, udając zdziwienie. -Niczego, ale ty skarbie, możesz mnie potrzebować. -Dodała z wstrętnym uśmieszkiem.
-Tak? A niby dlaczego. -Powiedziałam nie kryjąc zdziwienia zmieszanego z wstrętem jaki czułam do dziewczyny.
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się  dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w  owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wieże, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Mam informacje, które, mogłyby być dla ciebie przydatne. -Odpowiedziała, wyraźnie się mną bawiąc.  
Nie potrzebowałam jej informacji. Ludzie tacy jak oni niczego nie dają, tylko biorą bez umiaru. Już odwracałam się, żeby wrócić do pokoju gdy dziewczyna znów przemówiła.
-Nie ciekawi cię czemu akurat Emma? Nie uważasz, że w historii Jace'a brakuje kilku elementów. Mam odpowiedzi na wszystkie twoje pytania. -Wymruczała, zmuszając mnie do zostania.
-Skąd.... -Zaczęłam ale nie mogłam nic więcej z siebie wydać. Dlaczego ona wiedziała o Emmie, i o tym co powiedział mi blondyn. Czemu zawsze jest o krok przede mną. 
-Och, mam swoje źródła. -Powiedziała, dokładni wiedząc o co chciałam zapytać.
Ona kłamie, ona kłamie, ona kłamie, powtarzałam w myślach jak mantrę. Zacisnęłam ręce w pięści, powstrzymując się od rzucenia na brunetkę. Chociaż, jej wiedza, była dla mnie przydatna, nie mogłam się zgodzić na układ z diablicą. Zauważyła moje zawahanie, pomimo tego, kontynuowała niewzruszona.
-Mogę rozwiązać wszystkie twoje problemy.
-Czego chcesz, Katie? -Wycedziłam, przez zaciśnięte zęby.
Dziewczyna uznała to za dobrą, kartę, złożyła ręce, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić.
-Nic wielkiego, tylko twój wisiorek.
Odruchowo, położyłam rękę na małym przedmiocie, spoczywającym na zgłębieniu mojej szyi. Rzadko rozstaje się z naszyjnikiem, dostałam go jak byłam mała. Chyba od brata, albo Em, już nie pamiętam. To było tak dawno. Nie chciałam wnikać po co jej on. Po ostatnich dniach, nie mogłam być niczego pewna, oprócz jednego. Jeśli Katie, chce ten naszyjnik, to na pewno go nie dostanie. Moja twarz skamieniała, dziewczyna zrozumiała, że rozmowa zakończona. Wywnioskowałam to z jej zdziwionej twarzy. 
Dziewczyna milczała, cisza zdawała się  dłużyć w nieskończoność. Rozejrzałam się, aby mieć pewność, że jesteśmy same. Niebo było czyste jak łza, światło bijące od zachodzącego słońca przebijało się, przez konary drzew. Kolory zieleni, znacząco tu dominowały, liście, trawa, krzaki. Byliśmy bogato wyposażeni w  owoce leśne. Dało się z nich robić przeróżne, rzeczy. Było wiele przypadków, w których młodzi przypadkowo zjedli trujące maliny, po czym nie wychodzili z tego cało. Z zewnątrz budynek obok, jest w całości wykonany w stylu gotyckim. Wielkie okna, na szczęście nie wypełnione witrażami. Nie wiem, czemu ale nie lubię ich. Strzeliste wierze, ostre łuki a co najważniejsze bogato zdobione portale. W środku, wszystko wygląda bardziej nowocześnie, tradycja każe nam tak budować większość naszych dworków. Nigdy się w to nie zgłębiałam. Byłam tak pochłonięta, przemyśleniami na temat architektury, że nie zauważyłam, że Katie wpatruje się we mnie natarczywie.
-Lexi, zastanów się. To może być twoja jedyna szansa. -Naciskała brunetka.
-Niestety, nie mogę ci pomóc. -Powiedziałam z udawaną skruchą. 
Wtedy, poczułam wibrację w tylnej kieszeni. To pewnie telefon, wyjęłam go i spojrzałam na ekran. Emma, próbuje się do mnie dodzwonić, odrzuciłam połączenie i odeszłam teatralnie rzucając włosami przez ramię. Słyszałam zdenerwowany syk dziewczyny. Od razu poczułam się lepiej, przecież ona na pewno tylko się ze mną bawiła. Nie mogła mieć prawdziwych informacji, plotki tutaj szybko się roznoszą. Pewnie ktoś zauważył mnie jak wychodziłam od Jace'a z pokoju, albo podsłuchał naszą rozmowę. Musiałam zachować zimną krew, bo inaczej bym zwariowała. Jedyne co mnie dręczyło, to skąd wiedziała o aniołach i całej tej sprawie. Na dręczące nas pytania, nigdy nie ma odpowiedzi. Przekonałam się o tym nie raz. 

Dobra to chyba tyle, mam nadzieje, że wam się podobało :) Wiem, wiem, 21 rozdział a ja dopiero teraz wspomniałam o reszcie rodziny. No ale nie chciałam wszystkiego zwalać na początek. Swoją drogą, nie wierze, że już 21 rozdział. Te wszystkie wątki, które ostatnio wplotłam do opowiadania będą się łączyły w ładną całość. (Przynajmniej taką mam nadzieje) Coś czuje, że polubicie Chris'a. Sama, nie mogę się doczekać jego przyjścia :) Zapraszam na mojego aska http://ask.fm/JestemCzarodziejemm 

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 20: Jace

Najpierw sprawy organizacyjne. Założyłam aska, więc gdyby ktoś miał jakieś pytania to [Link]
Jestem ciekawa ile osób mnie czyta, więc miło by było gdyby każdy skomentował.
Chciałam też przeprosić, za 2 tygodniową nieobecność na początku roku, ale sprawdziany, szkoła, nie mogłam się wyrobić. No to chyba tyle, miłego czytania. Na dole rozdziału, będą wyjaśnienia, gdyby ktoś nie zrozumiał czegoś  :)

             To o czym od lat starałam się zapomnieć, nagle powróciło ze zdwojoną siłą. Słowa te lata temu wyryły się w mojej pamięci. Oszukiwałam sama siebie, starałam się żyć w przekonaniu, że to nie nastąpi, że mój los nie przesądzi się,w dniu siedemnastych urodzin. Lecz teraz, musiałam stanąć twarzą w twarz z prawdą.Mimowolnie opuściłam rękę, bezsilnie wpatrując się w napis. Demony dzielą się na kilka grup, każdego z nas siedemnaście lat po urodzeniu, czeka przydział. Nie wiem, właściwie jak się to dokładnie dzieje, obwiązywane jest to ścisłą tajemnica. Jak byłam mała i jeszcze nie zamykałam umysłu, przed tą informacją, wyobrażałam, sobie siebie stojącą w słupie ognia, wysokim na kilka metrów. Nie znam szczegółów, zresztą jak każdy. Powierzono nam tylko, ogólne informację, zmienić postać możemy tylko w obliczu wielkiego, zagrożenia i w tym jednym dniu, przez 24 godziny, musimy siedzieć 24h w zamknięciu bo jeszcze nie umiemy nad sobą panować i szkody byłyby nieodwracalne. Jak zawsze są jednak wyjątki, niektórzy, samą siłą umysłu potrafią się przemienić. Demona tenebrarum, lub inaczej mroku, pokrywa ciemna skóra, prawie niemożliwa do przebicia, jego paznokcie zamieniają się w długie szpony a jad wydobywający się z buzi jest śmiertelnie trujący. Nie jest to najlepsza, z możliwości, inne postacie są o wiele silniejsze. Na około 100 demonów tylko 3 zostaje przyjęta przez mrok. Słabość jest powodem do wstydu. Nie wyobrażam sobie co by się stało, gdybym została sługą ciemności. Inni pokładają we mnie tyle wiary, tak bardzo boje się ich zawieść, Gdy wypowiedziałam w głowie te słowa, szybko się skarciłam, ja się nie boję. Skrawki, podsłuchanych w dzieciństwie rozmów znów zalały mnie. Przemiana nie trwa długo, po mijającym zagrożeniu wracamy do swojej postaci, aż do następnego razu. Basilice, czyli w tłumaczeniu czarny opatrunek, z tego co nam wiadomo są najczęściej przybieraną postacią. Nie jes to jakimś szczególnym wyróżnieniem ale da się to znieść. Ich oczodoły są puste, choć nie mają gałek ocznych widzą wszystko, nie chodzi mi o jakiś pyłek kurzu czy coś w tym stylu, widzą aurę ludzi, ich zamiary i najgłębsze tajemnice, niestety tylko ludzi. Cinis, w głębi duch pragnęłam zostać nim, jak sama nazwa wskazuje demony Cinis zmieniają się w popiół, mogą wtargnąć w umysł każdego i sterować nim, ale zawsze jest jakiś haczyk, w głowie ofiary mogą zostać od pięciu do dziesięciu minut, zależy od ich umysłu. Pomimo tego, jest to bardzo przydatne, w czasie walki ta umiejętność może przesądzić o wszystkich. Dwie pozostałe grupy, są owiane grubym, płaszczem tajemnicy, informacje o nich są ściśle tajne. Doskonale znam łacinę, kilka lat temu, strasznie fascynowałam się starożytnymi językami demonów a łacina była jednym z nich.  Nazwa, więc była mi dobrze znana ignis,czyli ogień zaś mali znaczy zło. Poczułam dreszcz podniecenia na myśl o tym ostatnim. Nigdy nie widziałam się z przemienionym, oko w oko, takie rzeczy zazwyczaj dzieją się na długich i poważnych bitwach. Ostatnia miała miejsce trzy lata temu, nigdy nie zgłębiałam się w jej historie, nikt nie mówił o niej chętnie, ponieśliśmy wiele strat. 
Mogło by się wydawać wspaniale, stanę się niezwyciężona, lecz to ostatnie zdanie sprawiło, że wyrzuciłam z świadomości myśl o zmianie. Vos autem non vultis, to nie ty wybierasz. Poświęciłam wiele, miesięcy, żeby stać się tym kim jestem teraz. Nikt nie rodzi się zwycięzcą. Jestem silna, bo tak wybrałam, poświęciłam się, dokonałam tego zupełnie sama. Nie mogę oddać mojego życia w ręce losu, bo tak właściwie nie wiem kto decyduje. Przypadek czy coś większego. Przez tyle lat, wierzyłam, że jestem panią swojego, życia, ale jeśli tak nie jest, może moje życie od dawna jest przesądzone.
                Szybko potrząsnęłam głową wybudzając się z transu w, którym tkwiłam od czasu zobaczenia słów. Przypomniałam sobie po co tu właściwie jestem, kilka dni kilka minut temu Erik powiedzieli się ze mną swoją tajemnicą. Zupełnie straciłam rachubę czasu. Wiedziałam tylko, że anioły chcą zabić Emmę. Musiałam z kimś porozmawiać, nikt bliski nie mógł mi pomóc, więc postanowiłam porozmawiać z kimś kto właściwie mnie nie zna.  Ponownie podniosłam rękę, aby zapukać lecz zanim dotknęłam gładkiego drewna, ktoś z wewnątrz je otworzył.
-Alex. Powiedział, zaskoczony chłopak.
Jego brwi, utworzyły zakrzywiony łuk, usta lekko się otworzyły. Nie spodziewał się mnie.
Nie odpowiedziałam, bez namysłu wparowałam do pokoju. Musiałam, uważnie stawiać stopy, uważając, żeby się nie potknąć się o broń, rozwaloną we wszystkich kątach pokoju. W sumie, nie dziwiło mnie, że Jace trzyma w pokoju tyle, narzędzi walki. Wydaje się, zawsze gotowy do ataku.
W pomieszczeniu panował lekki pół mrok, szybko się rozjaśniło gdy blondyn zapalił światło. Wreszcie mogłam dostrzec wiele szczegółów. Przy ścianach ustawione były meble, przy zachodnim oknie stało duże, białe łóżko z metalowymi prętami. Na przeciwległej ścianie wisiał duży telewizor otoczony wielkimi czerwonymi pufami, szybko usiadłam na jedną z nich. W oczy rzucały się liczne obrazy, i rzeźby, mogłam spodziewać się po nim wielu, rzeczy ale musiałam, przyznać, że to mnie lekko zdziwiło. 
-Coś się stało? Spytał spokojnie.
Prychnęłam, zdenerwowana. Chłopak usiadł na jednym z siedzeń, po czym wziął broń, leżącą nie daleko i delikatnie obracał ją w swoich długich palcach. 
-Mogę ci zaufać? Wyrzuciłam z siebie, dręczące mnie pytanie.
Chłopak, spojrzał na mnie kompletnie nie rozumiejącym wzrokiem, który trał tylko chwilę. Już po sekundzie przybrał maskę, spokoju.
-Jeśli chciałbym dla ciebie dobrze, powiedział bym tak-W tym momencie się zawahał a ja poczułam jak gwałtownie czerwienieje z oburzenia. Czy właśnie mi powiedział, żebym zostawiła, go bo nie chce, żebym z nim porozmawiała? -Gdybym chciał dla ciebie źle, też powiedział bym tak....Więc to twój wybór czy mi zaufasz. Dodał niepewnie.
           Po tym, zaczęłam rozważać, wszystkie za i przeciw. Właściwie go nie znam, więc czemu miała bym mu ufać. Ale właściwie, nigdy mnie nie zdradził, postanowiłam zaryzykować. Nie chciałam, walić prosto z mostu, że anioły chcą zabić moją najlepszą przyjaciółkę. Jace od dawna jest w radzie, musi, być dobrze poinformowany.
-Co wiesz o Emmie? Spytałam strasznie nerwowo.
-Nie więcej, niż ty. Jego mina, była spokojna, ale głos zdradzał, że strasznie zaniepokoił się tymi słowami.
-Aha. Mruknęłam, nie wiedząc co dalej z tym zrobić.
Chłopak wyprostował nogi i rozsiadł się wygodnie. Nie widziałam, już sztyletu w jego zgrabnych dłoniach, musiał go upuścić. Był tajemniczy, właściwie, nic o nim nie wiedziałam. Teraz albo nigdy, jest tylko jeden sposób, żeby się czegoś dowiedzieć, wystarczy zapytać. Chłopak otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu.
       Nigdy się nie dowiedziałam co chciał wtedy oznajmić.
-Jak właściwie się tu znalazłeś? Powiedziałam, wyraźnie akcentując każde słowo.
Rozmówca, momentalnie zesztywniał, widziałam dobrze, jego mięśnie napinające się pod białym
 T-shirtem, z jego miny, można było wywnioskować, że głęboko się nad czymś zastanawia. Siedziałam cicho, dając mu czas do decyzji, czy mi o tym powiedzieć. Wiedziałam, że jeśli cokolwiek bym powiedziała, poszło by to na moją niekorzyść.
-Przed tym jak tu przyjechałem, mieszkałem w naszym, królestwie w Chicago.
To już wiedziałam, pani Jones powiedziała nam o tym, tego dnia w którym się pojawił. Kiwnęłam, ze zrozumieniem głową. Demony mają wiele, domów. Wielki obszar w lesie, otoczony murem wysokim na kilkanaście metrów, z naszymi domami, szkołami i innymi budynkami nazywamy królestwem. Zastanawiałam się czy chłopak chce coś jeszcze dodać. Siedział cicho, wpatrując się w jakiś obiekt za mną, Nerwowo, stukał palcami o swoją nogę. Po chwili, wrócił do opowieści.
-Znalazłem drogę do domu skrzydlatych.-Wziął, głęboki, wdech. Patrzył na mnie wzrokiem oczekującym zrozumienia.-Postąpiłem lekkomyślnie, idąc tam sam. Powinien komuś powiedzieć. Ale emocje, wzięły górę, nad rozsądkiem. Zaatakowałem jednego z nich, wtedy mnie ogłuszyli. Nie mogłem wrócić do domu, więc przywieźli mnie tutaj.
Wiedziałam, że nie jest mu łatwo zwierzać się z takiego sekretu. Dla demonów, nie była to ważna informacja, każdy wie gdzie anioły mają swoje miejsce. Ale Jace naraził się na wielkie niebezpieczeństwo. Odwaga jest nagradzana ale głupota już niekoniecznie. Blondyn, wydawał się dopiero teraz zdać sobie sprawę z tego co właśnie zrobił. Szybko poderwał się z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Chciałam wstać i podążyć za nim. Ale on nagle się odwrócił. Tyle emocji malowało się na jego twarzy, złość, oburzenie, smutek?
-Powiedz to komuś a nie żyjesz. Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Po sekundzie nie było go już w pokoju. Siedziałam, sama na czerwonym pufie, Byłam pewna, że nikomu o tym nie powiem. Nie wiedziałam, jak utrzymam sekret przed Em,  Nie miałam, zamiaru za nim iść, musiałam wrócić do pokoju. Choć szansa, na przeszukanie jego rzeczy, korciła mnie, postanowiłam nie grzebać tu.


......

          Siedziałam, w wielkim bujanym fotelu popijając kubek ciepłego napoju. W pokoju panowała,  grobowa cisza, słychać było równomierne tykanie zegara. Zawsze się spóźnia,  chociaż raz mogłaby przyjść na czas. Prychnęłam, oburzona. Zaczęłam przyglądać się uważnie swoim stopą,  na których ubrane miałam wielkie futrzaste kapcie. Minęło już kilka dni, odkąd ostatni raz rozmawiałam z Jace'em, od tamtego pamiętnego spotkania nie odezwał się do mnie.  Sama też,  nie zaczynałam rozmowy,  bo po co? Najgorsze jest uczucie, że okłamuje przyjaciółkę.  Tak, jestem demonem, kłamanie nie sprawia mi problemu. Po prostu, zawsze to z Emmą miałam tajemnice, a nie przed nią. Wiatr zaczął gwiazdać, od kilku godzin zapowiadało się na porządna wihure. Pomimo ciemności panującej w pokoju, doskonale wiedziałam co gdzie leży.  Byłam tu tyle razy. Idealny porządek, panował w każdej części pomieszczenia. Od razu widać było,  że pokój należy do perfekcjonistki. Surowo urządzony,  nie do końca oddawał charakter jego posiadaczki. Czekałam na nią już,  dwadzieścia minut, ile można?  Zdenerwowana wstałam, wprawiając fotel w ruch. Podeszłam do dużej komody, leżał na niej wisiorek z zegarkiem, stara pamiątka.  Wskazówki,  ledwo się ruszały, głębokie rysy widoczne były  na szklanej szybce.  Na mojej twarzy, mimowolnie zagościł uśmiech.  Lubiłam stare, rzeczy a ta była dla mnie wyjątkowo cenna. Nosiłam ten zegarek gdy miałam dziesięć lat, nie rozstawałam się z nim na krok. Jednego dnia postanowiłam go jej dać, tak oto się tu znalazł. Mam tyle,  rzeczy do załatwienia. Miałam się spotkać z przyjaciółmi,  ale z tego chyba nici skoro ktoś nie umie przyjść na wyznaczoną godzinę.  Zdenerwowana, teatralnie zrzuciłam włosami do tyłu,  choć i tak wiedziałam,  że nikt mnie nie widzi. Nie trzymałam, długo urazy do Erika. Już następnego dnia, było wszystko w porządku.  Dobrze,  wiedziałam,  że na jego miejscu zachowała bym się podobnie,  jeśli nie tak samo. Kliknięcie,  w drzwiach przerwało moje rozmyślania.  Po chwili drzwi się otworzyły, stanęła w nich tak długi wyczekiwana osoba.
-Wreszcie, przyszłaś. Powiedziałam czując,  że na mojej twarzy zagościł szczery uśmiech. 


Dobra, większość, napisałam na górze więc teraz to tłumaczenie. Jest kilka rodzai demonów, opisałam wygląd każdego z nich. W chwili wielkiego zagrożenia, przybierają ich postać. Palce zmieniają im się w szpony, dostają dodatkowe umiejętności. Teraz trochę tłumaczenia o co chodiz z tym popiołem, ich ciało w jednym momencie zmienia się w kupkę popiołu. Pozostaje im ich własna świadomość, z popiołu mogą formować różne formy (Pewnie większość nie zrozumiałą o co mi chodziło z sterować nim) Potrafią również wchodzić w umysł wroga,  
Dla tych co mogli mieć pytania, czemu nie zmienili się w ,,Black Fire'' lub w ostatniej walce. Otóż tłumaczę, te walki nie były jakoś super ciężkie dla nich. Prowadzą tyle pomniejszych bitew, że mała walka nie jest w stanie obudzić w nich tego prawdziwego oblicza. Chciałam, już dawno o tym napisać, ale czekałam na rozdział w, który będę mogła to wcisnąć a sytuacja z Jace'em wydała mi się odpowiednia.  W dniu 17 urodzin każdy demon, przybiera postać jednego demona. Sama jak to pisałam, nasunęło mi się pytanie ''Czemu nie wypuścić ich, żeby siali zniszczenie?''. Już tłumacze, pomimo tego, że oni są porywczy mają swój rozum, a pierwsze 24 godziny pop przyjęciu formy są tak nieprzewidywalni, że mogli by sprawić wszystkim wiele szkód. 
Dobra, to chyba tyle wyjaśnień :)
Byłoby miło gdyby, każdy kto czyta mojego bloga skomentował to :)
Następny rozdział powinien pojaiwć się w przeciągu tygodnia. 


piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 19: Nie zawsze w przyjacielach znajdziesz oparcie

         Po zapachu czułam, że zbliżamy się do miejsca. Drzewa przysłaniały mi prawie cały widok, zielone liście lekko trącały moje ramiona. Wszechobecna ciemność, dodawała mi pewności.  
W zakamarkach mojego umysły tliła się myśl, że może nie zabiliśmy wszystkich aniołów. Na szczęście, zapach wypełniający moje nozdrza, choć nieprzyjemny, napełniał satysfakcją. Zza drzew, wyłonił się obraz Jace'a, pochylającego się nad nieżywym, skrzydlatym. Emma, przyspieszyła kroku, podążyłam za nią. Po chwili, byłyśmy już, na miejscu. W ręce blondyna, spoczywała zmięta, wyraźnie ubrudzona kartka. Wiedziałam co to jest, mapa naszego królestwa. Obrazy dzisiejszej nocy, kolejny raz zalały mój umysł, impreza u Madison, wyciągnięcie mnie przez Erika na zewnątrz, znalezienie chatki, zwycięska walka z aniołami. Erik, skarciłam, się w myślach, za to, że zapomniałam o przyjacielu. Miałam, nadzieje, że nie będzie na mnie zły. Powinniśmy go zabrać, na przeszukanie ciał. To nie był pierwszy raz gdy biorę wszystko na siebie i w tajemnicy przed przyjaciółmi załatwiam własne sprawy. Nie mogłam zaprzątać sobie tym umysłu, gdy wrócę, wraz z Emmą zrelacjonujemy mu wszystko.
-Znalazłem to w jego kieszeni. Powiedział Jace, energicznie potrząsając świstkiem papieru.
To było jasne,Will nie był skończonym idiotą. musiał gdzieś mieć kopię, miejmy nadzieje, że tylko jedną. Anioły, które przyszły tu z postanowieniem zabicia kilku z nas, demonów, nie grzeszyły intelektem. Na ich miejscu lepiej był to rozplanowała, jestem porywcza, czasem lekkomyślna, ale nigdy, nie skazałabym się na tak pewną śmierć. Podzieliła bym się z jakimś szerszym gronem, zaplanowałabym atak, oni tym czasem próbując zgrywać bohaterów ruszyli sami. Przynajmniej tyle wiem. Ostatnie wydarzenia, jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie anioły, są jednak tak inteligentne.
-Czysto?
Jego głos wydawał się spokojny, twarz nie zdradzała, żadnych emocji. Żałowałam, że nie da się czytać z jego twarzy jak z otwartej księgi. Często muszę się domyślać o co mu chodzi, jak się czuje.
-Tak, nic nie znalazłyśmy. Głos czarnowłosej był opanowany, gdybym nie znała prawdy, nigdy nie wyczuła bym kłamstwa.
Emma, kłamała jak z nut, w lesie znalazłyśmy chimerę, która właściwie teraz była podporządkowana nam. Nie wiedziałam, czemu chce to przed nim zataić, pomimo wielkiego zdziwienia odruchowo przytaknęłam. Dziewczyna, spojrzała na mnie
-Chyba możemy wracać. Stwierdził chłopak, wstając z miejsca.
Nie zostawiliśmy wiele śladów, nie powiadomiłam nikogo, bo w głębi serca, wiedziałam, że gdyby rada się o tym dowiedziała, odsunęła by mnie od sprawy. Niby, to nic wielkiego, ale lubię chociażby najmniejsze zamieszanie.
-Sprawdziłeś, wszystkie ciała? Chciałam się upewnić.
-Alex, nie jestem idiotą. Powiedział znużonym głosem.
Wraz z przyjaciółką, zajęłam tylne miejsca. Słońce zaczynało wschodzić, a ja poczułam wielogodzinny brak snu. Całą noc jestem na nogach, fotel wydawał się otulać mnie sobą. Ogromna chęć, choć pięciominutowej drzemki, wypełniła mnie całą. Zamknęłam oczy, piosenka lecąca w radiu zalała mój umysł a ja pogrążyłam się w ciemności.
                                                                         ........
          Odgłos wody, delikatnie szumiał mi w uszach. Otoczona, ciepłą kołdrą wtuliłam głowę w wielką poduszkę. Nie otwierałam oczu, nie chciałam, przerywać, pięknych chwil, błogiego spokoju.
Jedwabna piżama, delikatnie muskała moje kolana. Myślami, chciałam powrócić do wspaniałej krainy snów ale w zakamarkach mojego umysłu czaiła się myśl, że to jednak nie czas na to. Mrucząc obróciłam się na plecy, powoli otworzyłam oczy. Spodziewałam się porannego światła a tymczasem zalała mnie ciemność. Blask księżyca wpływający, przez otwarte okno, był jedyną rzeczą, chroniącą ten pokój przed całkowitym mrokiem. Wspomnienia minionej nocy, mimowolnie powróciły. Zerwałam się z łóżka w poszukiwaniu Emmy. Woda. Musiała być w łazience, szybko tam popędziłam. Nie myliłam się, zastałam ją myjącą, zęby.
-Oh, już wstałaś. Powiedziała, poddenerwowana.
 Nie wiem co właściwie się stało. Dziewczyna, miała na sobie ciemne, obcisłe rurki, zieloną, dość dużą bluzę. Dawno nie widziałam, jej tak ubranej. zazwyczaj chodzi w obcisłych, eleganckich sukienkach. Dobrze, od czasu do czasu zobaczyć ją z innej strony.
-Niedawno się obudziłam, chciałam poczekać na ciebie z pójściem do Erika.
-Dobrze, zaraz pójdziemy.
Emma wypluła pastę z ust, po czym wyszła z pomieszczenia, zostawiając mnie samą. W łazience znajdowało się kilka szafek z ubraniami, otworzyłam jedną z nich. Górne półki były zajęte przez moje rzeczy, wyciągnęłam lawendową cienką bluzkę, z wyciętymi plecami. Szybko wciągnęłam, krótkie czarne spodenki, starte w okolicach kieszeni. W pomieszczeniu panował niebieski kolor, przynoszący na myśl ciepłą wodę. Musiałam w nocy być taka zmęczona, że nawet nie pamiętam kiedy się przebrałam. Chwyciłam swoją szczoteczkę, bo była prawie pewna, że poprzedniej nocy tego nie zrobiłam. Gdy miałam już czyste zęby, spłukałam twarz zimną wodą, żeby się do końca obudzić i wyszłam.
        Czarnowłosa, czekała na mnie przy drzwiach, przywołała mnie ręką. Chwile potem byłyśmy już na zewnątrz a ja poczułam się tak jakbym właśnie walnęła w szklaną ścianę, której nie zauważyłam.
Cały korytarz był zatłoczony, nie wiem dlaczego wywołało to u mnie aż taką reakcję. Co prawda, spodziewałam się, że niezauważalnie przemkniemy do pokoju Erika a tymczasem musiałyśmy się przeciskać obok osób o, których istnieniu prawie zdążyłam zapomnieć. Zauważyłam, że w naszą stronę przeciska się Marcus. Chłopak jest wysoki, ma około 190 cm, gęste niebieskie włosy, kilka tatuaży na rękach, zawsze zastanawiam się co właściwie oznaczają, ja tam widzę tylko rozmyte kolory. Ma duże pełne usta, strasznie długie rzęsy, których mogłaby mu pozazdrościć nie jedna dziewczyna. Marcusa znam z zajęć, mieszka trzy pokoje obok Erika, jego widok zazwyczaj by mnie ucieszył, lubię go, potrafi mnie rozbawić, ale w tym momencie musiałam pilnie znaleźć przyjaciela.
-Cześć, dziewczyny. Radośnie, przywitał nas niebiesko włosy
Odpowiedziałyśmy mu sztucznym uśmiechem, lekko zirytowane podeszłyśmy w jego stronę.
-Gdzie idziecie? Zapytał, lekko wścibskim tonem.
-Szukamy, Erika, widziałeś go? Odpowiedziała Emma, zmywając uśmiech z jego twarzy.
Chłopak zaczął, rozmawiać o czymś z moją przyjaciółką. Dogłębnie mu się przyjrzałam, coś się w nim zmieniło tylko jeszcze nie wiem co. Nie mogłam, czekać, szybko przerwałam ich rozmowę i pociągnęłam Em, w stronę schodów. Po pierwszych, krokach w górę, usłyszałam, szum telewizora dochodzący z pokoju przyjaciela.  Wyczulony słuch, pozwala nam słyszeć, więcej niż zwykłym ludziom.  Przynajmniej miałam pewność, że zastanę go w pokoju.
             Otworzyłam drzwi na oścież, i głośno nimi trzasnęłam a Em wbiegła do pokoju w poszukiwaniu Erika. Tak jak wcześniej słyszałam, telewizor był włączony, ale Erika przed nim nie było. Leżał w łóżku, nie dziwie mu się, wydarzenia ostatniej nocy dają się każdemu we znaki. Podeszłam do niego i mocno nim potrząsnęłam.
-Wstawaj! Krzyknęłam, a on gwałtownie wstał.
-Co się dzieje? Zapytał, sennym głosem.
Na jego czole widniały krople, potu, oznaka, niespokojnego snu. Chłopak, od kilku dni chodzi niewyspany i zmęczony, Nie mam bladego pojęcia co się dzieje, nie jest zbyt rozmowny, wiem, że z niego nie da się nic wyciągnąć, jeśli, będzie chciał to sam powie.
-Musimy, pogadać.
Poczułam na sobie lodowatą wodę, obróciłam się, nade mną stała przyjaciółka z pustą szklanką na, której widniały, krople, pozostałości po zawartości, którą przed chwilą wylała.
-Miało być w Erika. Powiedziała po czym wzruszyła ramionami.
Rzuciłam, w nią poduszką, po czym poprawiłam włosy. Byłam zdecydowanie bardziej sucha od przyjaciela, na niego trafiło zdecydowanie więcej. Cóż, rezultat był bardzo dobry, siedział wyprostowany jak struna poprawiając piżamę.
-Co jest takiego ważnego, że nie dajecie mi spać. Spytał patrząc na nas spode łba.
Emma, nie wydawała się, chętna do rozpoczęcia rozmowy, wiedziałam, że to ja będę musiała wszystko opowiedzieć. Zaczęłam od historii Jace'a , jak znalazł naszą mapę wraz z moim ojcem w pokoju Will'a, demona, który przeszedł na ,,dobrą'' stronę. Chłopak, kiwał głowa, musiał zaprzątać sobie tym myśli, teraz pewnie wszystkie jego podejrzenia zaczynały składać się w logiczną całość.
Wiedziałam, że jest nieźle wkurzony, gdy przeszłam do części, w której pojechałam z Emmą i Jace'em bez niego do lasu. Jego złość nie trwała długo, niemalże w tej samej chwili jego rysy złagodniały. Wtedy przerwałam, czarnowłosa, chciała ukryć przed naszym poprzednim towarzyszem,
że znalazłyśmy i okiełznałyśmy chimerę. Spojrzałam na nią wyczekująco, zrozumiała, że teraz jej kolej na chimerę.
-Spotkałyśmy chimerę, poddała się rozkazowi, więc jest nasza, tylko..... -Dziewczyna się zawahała-Nie wspominam o tym nikomu.
Przyjaciel, przytaknął, ze zrozumieniem głową. Zawsze mówi zwięźle i na temat, więc nie oczekiwałam jakiejś długiej odpowiedzi. Wydawał się nad czymś zastanawiać.
-To chyba teraz moja kolej na wyjaśnienia. Powiedział po dłuższej chwili namysłu.
Patrzyłam na niego zdziwiona, aż nie przypomniałam sobie momentu, gdy rozmawiałam z blondynem a chłopak nam przerwał usiłując mnie wyciągnąć na, pilną rozmowę. Emma, patrzyła na niego zachęcająco, po chwili przemówił.
Zaczął od tego, jak w klubie ,,Black Fire'' w kącie zobaczył kilku skrzydlatych czających się po kątach.Po zabiciu naszego byłego celu, wszyscy odeszli ale on został. Oczekiwał jakiejś okazji do bójki a tymczasem podsłuchał ich plan. Mieli zamiar, zabić Emmę
. Gdy to powiedział, zeskoczyłam z łóżka przyjaciela na, którym usiadłam, próbując go dobudzić.  Czemu mnie tam zaciągnął, powinniśmy chronić ją. Dlaczego nic nikomu nie powiedział. Przecież, posłał nas na śmierć, nie dzieląc się tą informacją z nikim. Spojrzałam na niego oburzona, już otwierałam buzię, żeby na niego nawrzeszczeć ale przerwał mi zaniepokojony głos przyjaciółki.
-Daj mu skończyć.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie, na co ja odpowiedziałam morderczym spojrzeniem. Gdyby nie Emma, już dawno bym go rozszarpała.
-Zobaczyłem jednego z nich, w oknie, przed starą salą gimnastyczną. W miarę sprawnie się z nim rozprawiłem. Zadzwoniłem do rady, szybko cię wyciągnąłem, w środku nie byłaś bezpieczna, a poza tym potrzebowałem pomocy.Usłyszałem, jak jeden z nich mówi, że muszą znaleźć Emmę. Na szczęście ona, po akcji z Katie wróciła do pokoju. Swoją drogą to było niezłe-W tym momencie przerwał, niebezpieczny uśmieszek zagościł na jego twarzy. Gdy znalazł się pod zasięgiem mojego wzroku lekko spuścił głowę i wrócił do historii.-Lexi, musiałem działać szybko, przecież, dobrze wiesz, że zrobiło by się większe zamieszanie gdyby, nagle oznajmił wszystkim zebranym, że ,,idziemy zabić parę aniołów''. Zrozum. Ostatnie słowo wypowiedział niemal błagalnie, a ja byłam prawie pewna, że jest to udawany ton.
Musiałam się namyślić, dlaczego akurat Emma? O co chodzi, jest tyle demonów a oni zaprzątają sobie głowę akurat nią. Czułam, że teraz to ja muszę zabrać głos.
-To było najwłaściwsze-Westchnęłam, bo chociaż mi się to nie podobało, była to jednak prawda-Dajcie mi chwilę, muszę się przewietrzyć.
        Wybiegłam z pokoju, wiedziałam, że nikt za mną nie idzie, w każdej innej sytuacji chociaż jedno by za mną podążyło, ale nie tym razem. Nie byłam na nich zła, przecież chłopak próbował nas ratować. Co prawda mógł, powiadomić o tym kogoś wcześniej, jednak każdy popełnia błędy. Nie potrzebowałam świeżego powietrza, ani rozmowy z przyjacielem, jedyne czego potrzebowałam to rozmowa z kimś kto mnie wcale nie zna. Nawet nie wiem jak ale po chwili znalazłam się pod pokojem ,,31'', zaśmiałam się bez krzty wesołości, czyżbym miała Déjà vu, już drugi raz w ciągu 24 godzin stoję przed tymi drzwiami. Wyciągnęłam rękę, żeby głośno zapukać ale moją uwagę przyciągnęły słowa wyryte w drewnie ,,Tenebris,basilice, cinis, igniss, mali. Vos autem non vultis''



Co do rozdziału, mam nadzieje, że wszystko zrozumieliście, bo dużo rzeczy jest tak strasznie pogmatwany historia Erika. Co do napisu, w następnym rozdziale, (który pojawi się za kilka dni)  wszystko będzie wytłumaczone. Mam nadzieje, że wam się podobało :) 

sobota, 10 stycznia 2015

II Nominacje do LBA

Chciałabym, podziękować Lune i Aleksandrze za nominację, do Liebster Award.

Nominacja jest to nagroda, przyznawana za „Dobrze wykonaną robotę”. Jest dedykowana blogerom o mniejszej publiczności, w celu rozpowszechnienia ich twórczości. Gdy odbierzesz nagrodę, odpowiadasz na 11 pytań, po czym zadajesz tak samo 11 zapytań 11 nominowanym przez siebie osobom.


Pytania od Lune


1. Czym jest dla Ciebie blogowanie ?
Blogowanie jest dla mnie odskocznią od codzienności.
2. Kto jest twoim autorytetem ?
Oprócz bliskich mi osób to chyba autorzy. Ktoś kto piszę książki musi mieć wielką wobraźnie, spodobać się czytelnikom jest sukcesem do, którego dążę.O
3. Jak widzisz siebie za dwadzieścia lat ?
Staram się, żyć teraźniejszością :)
4.Muzyka na full czy błoga cisza ?
Full <3
5.Miejsce na ziemi, które chciała byś odwiedzić ?
Duże jest miejsc do, których chciałabym pojechać, chyba takim ważniejszym jest LA :)

6.Co w sobie lubisz najbardziej ?
Chyba to, że kocham pisać.
7.Myślałaś/eś kiedyś nad tym aby napisać książkę? Jak tak to o czym by była?
Na samym początku, chciałam napisać ,,małą książkę'' dla siebie, ale potem zdecydowałam, że wrzucę to do internetu i tak powstał ten blog :)
8.Jaki jeden przedmiot wzięłabyś na bezludną wyspę?
Zależy od tego na jak długo miałabym tam jechać. Gdybym miała tam spędzić całe życie to chyba jakiś dobry nóż, żeby przetrwać. Gdybym miała tam zostać na jakiś, krótki czas to zabrałabym jakąś książkę jak przeżyć na bezludnej wyspie :) 
9. Twoja ulubiona potrawa to...
Nie mam ulubionej potrawy :)
10. Bez czego nie wyjdziesz z domu?
Telefon
11.Ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu?
Pisanie, tego bloga :) 

Pytania od Aleksandry Smulczyk
1. Ile blogów prowadzisz? 
Jednego :)
2. Co lub kto zainspirował Cię do założenia bloga i wstawiania na nim notek? 
Właściwie, od bardzo, dawna lubię czytać książki, pewnego dnia postanowiłam, że sama coś napiszę. Miałam, zrobione kilka rozdziałów, a jednego dnia postanowiłam, wrzucić to na bloga. Więc właściwie, można powiedzieć, że zainspirowały mnie książki :)
3. Lubisz czytać książki?? 
*Odpowiedź wyżej*
4. Jeśli tak, to jakie najczęściej czytasz i dlaczego akurat takie?
Kocham fantastykę, głównie dlatego, że tam moja wyobraźnia może pracować na pełnych obrotach. Uwielbiam, takie klimaty co widać po moim blogu. 
5. Od ilu miesięcy/lat prowadzisz swój blog/swoje blogi? 
Pierwszy rozdział udostępniłam 22 lipca 2014 roku :)
6. Czy chciałbyś/chciałabyś wydać własną książkę?
Oczywiście. 
7. Jaki nosiłaby ona tytuł? Do jakiej kategorii byś ją zaliczył (fantastyka, horror, thriller, romans)?
''Życie Demona'', tytuł mówi sam za siebie :)
8. Lubisz śpiewać lub tańczyć? 
Nie umiem, ale lubię
9. Masz rodzeństwo?
Tak, dwie młodsze siostry 
10. Jaką potrawę najczęściej jadasz i dlaczego akurat taką?
Kocham, makaron, ze szpinakiem i serkiem mascarpone *.*
11. Jaki jest Twój znak zodiaku?
Panna :)

Moje pytania.

  1. Co skłoniło cię do stworzenia bloga?
  2. Skąd czerpiesz inspirację?
  3. Jakie są twoje ulubione książki?
  4. Masz osobę, na której się wzorujesz w życiu codziennym?
  5. Co lubisz robić w wolnym czasie?
  6. Gdybyś musiała stworzyć nowego bloga, jakiej byłby tematyki?
  7. Co dają ci komentarze?
  8. Bez czego, nie możesz żyć?
  9. Co daje ci szczęście?
  10. Masz jakieś hobby?
  11. Co kochasz w sobie?


Nominuje