czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 20: Jace

Najpierw sprawy organizacyjne. Założyłam aska, więc gdyby ktoś miał jakieś pytania to [Link]
Jestem ciekawa ile osób mnie czyta, więc miło by było gdyby każdy skomentował.
Chciałam też przeprosić, za 2 tygodniową nieobecność na początku roku, ale sprawdziany, szkoła, nie mogłam się wyrobić. No to chyba tyle, miłego czytania. Na dole rozdziału, będą wyjaśnienia, gdyby ktoś nie zrozumiał czegoś  :)

             To o czym od lat starałam się zapomnieć, nagle powróciło ze zdwojoną siłą. Słowa te lata temu wyryły się w mojej pamięci. Oszukiwałam sama siebie, starałam się żyć w przekonaniu, że to nie nastąpi, że mój los nie przesądzi się,w dniu siedemnastych urodzin. Lecz teraz, musiałam stanąć twarzą w twarz z prawdą.Mimowolnie opuściłam rękę, bezsilnie wpatrując się w napis. Demony dzielą się na kilka grup, każdego z nas siedemnaście lat po urodzeniu, czeka przydział. Nie wiem, właściwie jak się to dokładnie dzieje, obwiązywane jest to ścisłą tajemnica. Jak byłam mała i jeszcze nie zamykałam umysłu, przed tą informacją, wyobrażałam, sobie siebie stojącą w słupie ognia, wysokim na kilka metrów. Nie znam szczegółów, zresztą jak każdy. Powierzono nam tylko, ogólne informację, zmienić postać możemy tylko w obliczu wielkiego, zagrożenia i w tym jednym dniu, przez 24 godziny, musimy siedzieć 24h w zamknięciu bo jeszcze nie umiemy nad sobą panować i szkody byłyby nieodwracalne. Jak zawsze są jednak wyjątki, niektórzy, samą siłą umysłu potrafią się przemienić. Demona tenebrarum, lub inaczej mroku, pokrywa ciemna skóra, prawie niemożliwa do przebicia, jego paznokcie zamieniają się w długie szpony a jad wydobywający się z buzi jest śmiertelnie trujący. Nie jest to najlepsza, z możliwości, inne postacie są o wiele silniejsze. Na około 100 demonów tylko 3 zostaje przyjęta przez mrok. Słabość jest powodem do wstydu. Nie wyobrażam sobie co by się stało, gdybym została sługą ciemności. Inni pokładają we mnie tyle wiary, tak bardzo boje się ich zawieść, Gdy wypowiedziałam w głowie te słowa, szybko się skarciłam, ja się nie boję. Skrawki, podsłuchanych w dzieciństwie rozmów znów zalały mnie. Przemiana nie trwa długo, po mijającym zagrożeniu wracamy do swojej postaci, aż do następnego razu. Basilice, czyli w tłumaczeniu czarny opatrunek, z tego co nam wiadomo są najczęściej przybieraną postacią. Nie jes to jakimś szczególnym wyróżnieniem ale da się to znieść. Ich oczodoły są puste, choć nie mają gałek ocznych widzą wszystko, nie chodzi mi o jakiś pyłek kurzu czy coś w tym stylu, widzą aurę ludzi, ich zamiary i najgłębsze tajemnice, niestety tylko ludzi. Cinis, w głębi duch pragnęłam zostać nim, jak sama nazwa wskazuje demony Cinis zmieniają się w popiół, mogą wtargnąć w umysł każdego i sterować nim, ale zawsze jest jakiś haczyk, w głowie ofiary mogą zostać od pięciu do dziesięciu minut, zależy od ich umysłu. Pomimo tego, jest to bardzo przydatne, w czasie walki ta umiejętność może przesądzić o wszystkich. Dwie pozostałe grupy, są owiane grubym, płaszczem tajemnicy, informacje o nich są ściśle tajne. Doskonale znam łacinę, kilka lat temu, strasznie fascynowałam się starożytnymi językami demonów a łacina była jednym z nich.  Nazwa, więc była mi dobrze znana ignis,czyli ogień zaś mali znaczy zło. Poczułam dreszcz podniecenia na myśl o tym ostatnim. Nigdy nie widziałam się z przemienionym, oko w oko, takie rzeczy zazwyczaj dzieją się na długich i poważnych bitwach. Ostatnia miała miejsce trzy lata temu, nigdy nie zgłębiałam się w jej historie, nikt nie mówił o niej chętnie, ponieśliśmy wiele strat. 
Mogło by się wydawać wspaniale, stanę się niezwyciężona, lecz to ostatnie zdanie sprawiło, że wyrzuciłam z świadomości myśl o zmianie. Vos autem non vultis, to nie ty wybierasz. Poświęciłam wiele, miesięcy, żeby stać się tym kim jestem teraz. Nikt nie rodzi się zwycięzcą. Jestem silna, bo tak wybrałam, poświęciłam się, dokonałam tego zupełnie sama. Nie mogę oddać mojego życia w ręce losu, bo tak właściwie nie wiem kto decyduje. Przypadek czy coś większego. Przez tyle lat, wierzyłam, że jestem panią swojego, życia, ale jeśli tak nie jest, może moje życie od dawna jest przesądzone.
                Szybko potrząsnęłam głową wybudzając się z transu w, którym tkwiłam od czasu zobaczenia słów. Przypomniałam sobie po co tu właściwie jestem, kilka dni kilka minut temu Erik powiedzieli się ze mną swoją tajemnicą. Zupełnie straciłam rachubę czasu. Wiedziałam tylko, że anioły chcą zabić Emmę. Musiałam z kimś porozmawiać, nikt bliski nie mógł mi pomóc, więc postanowiłam porozmawiać z kimś kto właściwie mnie nie zna.  Ponownie podniosłam rękę, aby zapukać lecz zanim dotknęłam gładkiego drewna, ktoś z wewnątrz je otworzył.
-Alex. Powiedział, zaskoczony chłopak.
Jego brwi, utworzyły zakrzywiony łuk, usta lekko się otworzyły. Nie spodziewał się mnie.
Nie odpowiedziałam, bez namysłu wparowałam do pokoju. Musiałam, uważnie stawiać stopy, uważając, żeby się nie potknąć się o broń, rozwaloną we wszystkich kątach pokoju. W sumie, nie dziwiło mnie, że Jace trzyma w pokoju tyle, narzędzi walki. Wydaje się, zawsze gotowy do ataku.
W pomieszczeniu panował lekki pół mrok, szybko się rozjaśniło gdy blondyn zapalił światło. Wreszcie mogłam dostrzec wiele szczegółów. Przy ścianach ustawione były meble, przy zachodnim oknie stało duże, białe łóżko z metalowymi prętami. Na przeciwległej ścianie wisiał duży telewizor otoczony wielkimi czerwonymi pufami, szybko usiadłam na jedną z nich. W oczy rzucały się liczne obrazy, i rzeźby, mogłam spodziewać się po nim wielu, rzeczy ale musiałam, przyznać, że to mnie lekko zdziwiło. 
-Coś się stało? Spytał spokojnie.
Prychnęłam, zdenerwowana. Chłopak usiadł na jednym z siedzeń, po czym wziął broń, leżącą nie daleko i delikatnie obracał ją w swoich długich palcach. 
-Mogę ci zaufać? Wyrzuciłam z siebie, dręczące mnie pytanie.
Chłopak, spojrzał na mnie kompletnie nie rozumiejącym wzrokiem, który trał tylko chwilę. Już po sekundzie przybrał maskę, spokoju.
-Jeśli chciałbym dla ciebie dobrze, powiedział bym tak-W tym momencie się zawahał a ja poczułam jak gwałtownie czerwienieje z oburzenia. Czy właśnie mi powiedział, żebym zostawiła, go bo nie chce, żebym z nim porozmawiała? -Gdybym chciał dla ciebie źle, też powiedział bym tak....Więc to twój wybór czy mi zaufasz. Dodał niepewnie.
           Po tym, zaczęłam rozważać, wszystkie za i przeciw. Właściwie go nie znam, więc czemu miała bym mu ufać. Ale właściwie, nigdy mnie nie zdradził, postanowiłam zaryzykować. Nie chciałam, walić prosto z mostu, że anioły chcą zabić moją najlepszą przyjaciółkę. Jace od dawna jest w radzie, musi, być dobrze poinformowany.
-Co wiesz o Emmie? Spytałam strasznie nerwowo.
-Nie więcej, niż ty. Jego mina, była spokojna, ale głos zdradzał, że strasznie zaniepokoił się tymi słowami.
-Aha. Mruknęłam, nie wiedząc co dalej z tym zrobić.
Chłopak wyprostował nogi i rozsiadł się wygodnie. Nie widziałam, już sztyletu w jego zgrabnych dłoniach, musiał go upuścić. Był tajemniczy, właściwie, nic o nim nie wiedziałam. Teraz albo nigdy, jest tylko jeden sposób, żeby się czegoś dowiedzieć, wystarczy zapytać. Chłopak otwierał buzię, żeby coś powiedzieć, przerwałam mu.
       Nigdy się nie dowiedziałam co chciał wtedy oznajmić.
-Jak właściwie się tu znalazłeś? Powiedziałam, wyraźnie akcentując każde słowo.
Rozmówca, momentalnie zesztywniał, widziałam dobrze, jego mięśnie napinające się pod białym
 T-shirtem, z jego miny, można było wywnioskować, że głęboko się nad czymś zastanawia. Siedziałam cicho, dając mu czas do decyzji, czy mi o tym powiedzieć. Wiedziałam, że jeśli cokolwiek bym powiedziała, poszło by to na moją niekorzyść.
-Przed tym jak tu przyjechałem, mieszkałem w naszym, królestwie w Chicago.
To już wiedziałam, pani Jones powiedziała nam o tym, tego dnia w którym się pojawił. Kiwnęłam, ze zrozumieniem głową. Demony mają wiele, domów. Wielki obszar w lesie, otoczony murem wysokim na kilkanaście metrów, z naszymi domami, szkołami i innymi budynkami nazywamy królestwem. Zastanawiałam się czy chłopak chce coś jeszcze dodać. Siedział cicho, wpatrując się w jakiś obiekt za mną, Nerwowo, stukał palcami o swoją nogę. Po chwili, wrócił do opowieści.
-Znalazłem drogę do domu skrzydlatych.-Wziął, głęboki, wdech. Patrzył na mnie wzrokiem oczekującym zrozumienia.-Postąpiłem lekkomyślnie, idąc tam sam. Powinien komuś powiedzieć. Ale emocje, wzięły górę, nad rozsądkiem. Zaatakowałem jednego z nich, wtedy mnie ogłuszyli. Nie mogłem wrócić do domu, więc przywieźli mnie tutaj.
Wiedziałam, że nie jest mu łatwo zwierzać się z takiego sekretu. Dla demonów, nie była to ważna informacja, każdy wie gdzie anioły mają swoje miejsce. Ale Jace naraził się na wielkie niebezpieczeństwo. Odwaga jest nagradzana ale głupota już niekoniecznie. Blondyn, wydawał się dopiero teraz zdać sobie sprawę z tego co właśnie zrobił. Szybko poderwał się z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Chciałam wstać i podążyć za nim. Ale on nagle się odwrócił. Tyle emocji malowało się na jego twarzy, złość, oburzenie, smutek?
-Powiedz to komuś a nie żyjesz. Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Po sekundzie nie było go już w pokoju. Siedziałam, sama na czerwonym pufie, Byłam pewna, że nikomu o tym nie powiem. Nie wiedziałam, jak utrzymam sekret przed Em,  Nie miałam, zamiaru za nim iść, musiałam wrócić do pokoju. Choć szansa, na przeszukanie jego rzeczy, korciła mnie, postanowiłam nie grzebać tu.


......

          Siedziałam, w wielkim bujanym fotelu popijając kubek ciepłego napoju. W pokoju panowała,  grobowa cisza, słychać było równomierne tykanie zegara. Zawsze się spóźnia,  chociaż raz mogłaby przyjść na czas. Prychnęłam, oburzona. Zaczęłam przyglądać się uważnie swoim stopą,  na których ubrane miałam wielkie futrzaste kapcie. Minęło już kilka dni, odkąd ostatni raz rozmawiałam z Jace'em, od tamtego pamiętnego spotkania nie odezwał się do mnie.  Sama też,  nie zaczynałam rozmowy,  bo po co? Najgorsze jest uczucie, że okłamuje przyjaciółkę.  Tak, jestem demonem, kłamanie nie sprawia mi problemu. Po prostu, zawsze to z Emmą miałam tajemnice, a nie przed nią. Wiatr zaczął gwiazdać, od kilku godzin zapowiadało się na porządna wihure. Pomimo ciemności panującej w pokoju, doskonale wiedziałam co gdzie leży.  Byłam tu tyle razy. Idealny porządek, panował w każdej części pomieszczenia. Od razu widać było,  że pokój należy do perfekcjonistki. Surowo urządzony,  nie do końca oddawał charakter jego posiadaczki. Czekałam na nią już,  dwadzieścia minut, ile można?  Zdenerwowana wstałam, wprawiając fotel w ruch. Podeszłam do dużej komody, leżał na niej wisiorek z zegarkiem, stara pamiątka.  Wskazówki,  ledwo się ruszały, głębokie rysy widoczne były  na szklanej szybce.  Na mojej twarzy, mimowolnie zagościł uśmiech.  Lubiłam stare, rzeczy a ta była dla mnie wyjątkowo cenna. Nosiłam ten zegarek gdy miałam dziesięć lat, nie rozstawałam się z nim na krok. Jednego dnia postanowiłam go jej dać, tak oto się tu znalazł. Mam tyle,  rzeczy do załatwienia. Miałam się spotkać z przyjaciółmi,  ale z tego chyba nici skoro ktoś nie umie przyjść na wyznaczoną godzinę.  Zdenerwowana, teatralnie zrzuciłam włosami do tyłu,  choć i tak wiedziałam,  że nikt mnie nie widzi. Nie trzymałam, długo urazy do Erika. Już następnego dnia, było wszystko w porządku.  Dobrze,  wiedziałam,  że na jego miejscu zachowała bym się podobnie,  jeśli nie tak samo. Kliknięcie,  w drzwiach przerwało moje rozmyślania.  Po chwili drzwi się otworzyły, stanęła w nich tak długi wyczekiwana osoba.
-Wreszcie, przyszłaś. Powiedziałam czując,  że na mojej twarzy zagościł szczery uśmiech. 


Dobra, większość, napisałam na górze więc teraz to tłumaczenie. Jest kilka rodzai demonów, opisałam wygląd każdego z nich. W chwili wielkiego zagrożenia, przybierają ich postać. Palce zmieniają im się w szpony, dostają dodatkowe umiejętności. Teraz trochę tłumaczenia o co chodiz z tym popiołem, ich ciało w jednym momencie zmienia się w kupkę popiołu. Pozostaje im ich własna świadomość, z popiołu mogą formować różne formy (Pewnie większość nie zrozumiałą o co mi chodziło z sterować nim) Potrafią również wchodzić w umysł wroga,  
Dla tych co mogli mieć pytania, czemu nie zmienili się w ,,Black Fire'' lub w ostatniej walce. Otóż tłumaczę, te walki nie były jakoś super ciężkie dla nich. Prowadzą tyle pomniejszych bitew, że mała walka nie jest w stanie obudzić w nich tego prawdziwego oblicza. Chciałam, już dawno o tym napisać, ale czekałam na rozdział w, który będę mogła to wcisnąć a sytuacja z Jace'em wydała mi się odpowiednia.  W dniu 17 urodzin każdy demon, przybiera postać jednego demona. Sama jak to pisałam, nasunęło mi się pytanie ''Czemu nie wypuścić ich, żeby siali zniszczenie?''. Już tłumacze, pomimo tego, że oni są porywczy mają swój rozum, a pierwsze 24 godziny pop przyjęciu formy są tak nieprzewidywalni, że mogli by sprawić wszystkim wiele szkód. 
Dobra, to chyba tyle wyjaśnień :)
Byłoby miło gdyby, każdy kto czyta mojego bloga skomentował to :)
Następny rozdział powinien pojaiwć się w przeciągu tygodnia. 


piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 19: Nie zawsze w przyjacielach znajdziesz oparcie

         Po zapachu czułam, że zbliżamy się do miejsca. Drzewa przysłaniały mi prawie cały widok, zielone liście lekko trącały moje ramiona. Wszechobecna ciemność, dodawała mi pewności.  
W zakamarkach mojego umysły tliła się myśl, że może nie zabiliśmy wszystkich aniołów. Na szczęście, zapach wypełniający moje nozdrza, choć nieprzyjemny, napełniał satysfakcją. Zza drzew, wyłonił się obraz Jace'a, pochylającego się nad nieżywym, skrzydlatym. Emma, przyspieszyła kroku, podążyłam za nią. Po chwili, byłyśmy już, na miejscu. W ręce blondyna, spoczywała zmięta, wyraźnie ubrudzona kartka. Wiedziałam co to jest, mapa naszego królestwa. Obrazy dzisiejszej nocy, kolejny raz zalały mój umysł, impreza u Madison, wyciągnięcie mnie przez Erika na zewnątrz, znalezienie chatki, zwycięska walka z aniołami. Erik, skarciłam, się w myślach, za to, że zapomniałam o przyjacielu. Miałam, nadzieje, że nie będzie na mnie zły. Powinniśmy go zabrać, na przeszukanie ciał. To nie był pierwszy raz gdy biorę wszystko na siebie i w tajemnicy przed przyjaciółmi załatwiam własne sprawy. Nie mogłam zaprzątać sobie tym umysłu, gdy wrócę, wraz z Emmą zrelacjonujemy mu wszystko.
-Znalazłem to w jego kieszeni. Powiedział Jace, energicznie potrząsając świstkiem papieru.
To było jasne,Will nie był skończonym idiotą. musiał gdzieś mieć kopię, miejmy nadzieje, że tylko jedną. Anioły, które przyszły tu z postanowieniem zabicia kilku z nas, demonów, nie grzeszyły intelektem. Na ich miejscu lepiej był to rozplanowała, jestem porywcza, czasem lekkomyślna, ale nigdy, nie skazałabym się na tak pewną śmierć. Podzieliła bym się z jakimś szerszym gronem, zaplanowałabym atak, oni tym czasem próbując zgrywać bohaterów ruszyli sami. Przynajmniej tyle wiem. Ostatnie wydarzenia, jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie anioły, są jednak tak inteligentne.
-Czysto?
Jego głos wydawał się spokojny, twarz nie zdradzała, żadnych emocji. Żałowałam, że nie da się czytać z jego twarzy jak z otwartej księgi. Często muszę się domyślać o co mu chodzi, jak się czuje.
-Tak, nic nie znalazłyśmy. Głos czarnowłosej był opanowany, gdybym nie znała prawdy, nigdy nie wyczuła bym kłamstwa.
Emma, kłamała jak z nut, w lesie znalazłyśmy chimerę, która właściwie teraz była podporządkowana nam. Nie wiedziałam, czemu chce to przed nim zataić, pomimo wielkiego zdziwienia odruchowo przytaknęłam. Dziewczyna, spojrzała na mnie
-Chyba możemy wracać. Stwierdził chłopak, wstając z miejsca.
Nie zostawiliśmy wiele śladów, nie powiadomiłam nikogo, bo w głębi serca, wiedziałam, że gdyby rada się o tym dowiedziała, odsunęła by mnie od sprawy. Niby, to nic wielkiego, ale lubię chociażby najmniejsze zamieszanie.
-Sprawdziłeś, wszystkie ciała? Chciałam się upewnić.
-Alex, nie jestem idiotą. Powiedział znużonym głosem.
Wraz z przyjaciółką, zajęłam tylne miejsca. Słońce zaczynało wschodzić, a ja poczułam wielogodzinny brak snu. Całą noc jestem na nogach, fotel wydawał się otulać mnie sobą. Ogromna chęć, choć pięciominutowej drzemki, wypełniła mnie całą. Zamknęłam oczy, piosenka lecąca w radiu zalała mój umysł a ja pogrążyłam się w ciemności.
                                                                         ........
          Odgłos wody, delikatnie szumiał mi w uszach. Otoczona, ciepłą kołdrą wtuliłam głowę w wielką poduszkę. Nie otwierałam oczu, nie chciałam, przerywać, pięknych chwil, błogiego spokoju.
Jedwabna piżama, delikatnie muskała moje kolana. Myślami, chciałam powrócić do wspaniałej krainy snów ale w zakamarkach mojego umysłu czaiła się myśl, że to jednak nie czas na to. Mrucząc obróciłam się na plecy, powoli otworzyłam oczy. Spodziewałam się porannego światła a tymczasem zalała mnie ciemność. Blask księżyca wpływający, przez otwarte okno, był jedyną rzeczą, chroniącą ten pokój przed całkowitym mrokiem. Wspomnienia minionej nocy, mimowolnie powróciły. Zerwałam się z łóżka w poszukiwaniu Emmy. Woda. Musiała być w łazience, szybko tam popędziłam. Nie myliłam się, zastałam ją myjącą, zęby.
-Oh, już wstałaś. Powiedziała, poddenerwowana.
 Nie wiem co właściwie się stało. Dziewczyna, miała na sobie ciemne, obcisłe rurki, zieloną, dość dużą bluzę. Dawno nie widziałam, jej tak ubranej. zazwyczaj chodzi w obcisłych, eleganckich sukienkach. Dobrze, od czasu do czasu zobaczyć ją z innej strony.
-Niedawno się obudziłam, chciałam poczekać na ciebie z pójściem do Erika.
-Dobrze, zaraz pójdziemy.
Emma wypluła pastę z ust, po czym wyszła z pomieszczenia, zostawiając mnie samą. W łazience znajdowało się kilka szafek z ubraniami, otworzyłam jedną z nich. Górne półki były zajęte przez moje rzeczy, wyciągnęłam lawendową cienką bluzkę, z wyciętymi plecami. Szybko wciągnęłam, krótkie czarne spodenki, starte w okolicach kieszeni. W pomieszczeniu panował niebieski kolor, przynoszący na myśl ciepłą wodę. Musiałam w nocy być taka zmęczona, że nawet nie pamiętam kiedy się przebrałam. Chwyciłam swoją szczoteczkę, bo była prawie pewna, że poprzedniej nocy tego nie zrobiłam. Gdy miałam już czyste zęby, spłukałam twarz zimną wodą, żeby się do końca obudzić i wyszłam.
        Czarnowłosa, czekała na mnie przy drzwiach, przywołała mnie ręką. Chwile potem byłyśmy już na zewnątrz a ja poczułam się tak jakbym właśnie walnęła w szklaną ścianę, której nie zauważyłam.
Cały korytarz był zatłoczony, nie wiem dlaczego wywołało to u mnie aż taką reakcję. Co prawda, spodziewałam się, że niezauważalnie przemkniemy do pokoju Erika a tymczasem musiałyśmy się przeciskać obok osób o, których istnieniu prawie zdążyłam zapomnieć. Zauważyłam, że w naszą stronę przeciska się Marcus. Chłopak jest wysoki, ma około 190 cm, gęste niebieskie włosy, kilka tatuaży na rękach, zawsze zastanawiam się co właściwie oznaczają, ja tam widzę tylko rozmyte kolory. Ma duże pełne usta, strasznie długie rzęsy, których mogłaby mu pozazdrościć nie jedna dziewczyna. Marcusa znam z zajęć, mieszka trzy pokoje obok Erika, jego widok zazwyczaj by mnie ucieszył, lubię go, potrafi mnie rozbawić, ale w tym momencie musiałam pilnie znaleźć przyjaciela.
-Cześć, dziewczyny. Radośnie, przywitał nas niebiesko włosy
Odpowiedziałyśmy mu sztucznym uśmiechem, lekko zirytowane podeszłyśmy w jego stronę.
-Gdzie idziecie? Zapytał, lekko wścibskim tonem.
-Szukamy, Erika, widziałeś go? Odpowiedziała Emma, zmywając uśmiech z jego twarzy.
Chłopak zaczął, rozmawiać o czymś z moją przyjaciółką. Dogłębnie mu się przyjrzałam, coś się w nim zmieniło tylko jeszcze nie wiem co. Nie mogłam, czekać, szybko przerwałam ich rozmowę i pociągnęłam Em, w stronę schodów. Po pierwszych, krokach w górę, usłyszałam, szum telewizora dochodzący z pokoju przyjaciela.  Wyczulony słuch, pozwala nam słyszeć, więcej niż zwykłym ludziom.  Przynajmniej miałam pewność, że zastanę go w pokoju.
             Otworzyłam drzwi na oścież, i głośno nimi trzasnęłam a Em wbiegła do pokoju w poszukiwaniu Erika. Tak jak wcześniej słyszałam, telewizor był włączony, ale Erika przed nim nie było. Leżał w łóżku, nie dziwie mu się, wydarzenia ostatniej nocy dają się każdemu we znaki. Podeszłam do niego i mocno nim potrząsnęłam.
-Wstawaj! Krzyknęłam, a on gwałtownie wstał.
-Co się dzieje? Zapytał, sennym głosem.
Na jego czole widniały krople, potu, oznaka, niespokojnego snu. Chłopak, od kilku dni chodzi niewyspany i zmęczony, Nie mam bladego pojęcia co się dzieje, nie jest zbyt rozmowny, wiem, że z niego nie da się nic wyciągnąć, jeśli, będzie chciał to sam powie.
-Musimy, pogadać.
Poczułam na sobie lodowatą wodę, obróciłam się, nade mną stała przyjaciółka z pustą szklanką na, której widniały, krople, pozostałości po zawartości, którą przed chwilą wylała.
-Miało być w Erika. Powiedziała po czym wzruszyła ramionami.
Rzuciłam, w nią poduszką, po czym poprawiłam włosy. Byłam zdecydowanie bardziej sucha od przyjaciela, na niego trafiło zdecydowanie więcej. Cóż, rezultat był bardzo dobry, siedział wyprostowany jak struna poprawiając piżamę.
-Co jest takiego ważnego, że nie dajecie mi spać. Spytał patrząc na nas spode łba.
Emma, nie wydawała się, chętna do rozpoczęcia rozmowy, wiedziałam, że to ja będę musiała wszystko opowiedzieć. Zaczęłam od historii Jace'a , jak znalazł naszą mapę wraz z moim ojcem w pokoju Will'a, demona, który przeszedł na ,,dobrą'' stronę. Chłopak, kiwał głowa, musiał zaprzątać sobie tym myśli, teraz pewnie wszystkie jego podejrzenia zaczynały składać się w logiczną całość.
Wiedziałam, że jest nieźle wkurzony, gdy przeszłam do części, w której pojechałam z Emmą i Jace'em bez niego do lasu. Jego złość nie trwała długo, niemalże w tej samej chwili jego rysy złagodniały. Wtedy przerwałam, czarnowłosa, chciała ukryć przed naszym poprzednim towarzyszem,
że znalazłyśmy i okiełznałyśmy chimerę. Spojrzałam na nią wyczekująco, zrozumiała, że teraz jej kolej na chimerę.
-Spotkałyśmy chimerę, poddała się rozkazowi, więc jest nasza, tylko..... -Dziewczyna się zawahała-Nie wspominam o tym nikomu.
Przyjaciel, przytaknął, ze zrozumieniem głową. Zawsze mówi zwięźle i na temat, więc nie oczekiwałam jakiejś długiej odpowiedzi. Wydawał się nad czymś zastanawiać.
-To chyba teraz moja kolej na wyjaśnienia. Powiedział po dłuższej chwili namysłu.
Patrzyłam na niego zdziwiona, aż nie przypomniałam sobie momentu, gdy rozmawiałam z blondynem a chłopak nam przerwał usiłując mnie wyciągnąć na, pilną rozmowę. Emma, patrzyła na niego zachęcająco, po chwili przemówił.
Zaczął od tego, jak w klubie ,,Black Fire'' w kącie zobaczył kilku skrzydlatych czających się po kątach.Po zabiciu naszego byłego celu, wszyscy odeszli ale on został. Oczekiwał jakiejś okazji do bójki a tymczasem podsłuchał ich plan. Mieli zamiar, zabić Emmę
. Gdy to powiedział, zeskoczyłam z łóżka przyjaciela na, którym usiadłam, próbując go dobudzić.  Czemu mnie tam zaciągnął, powinniśmy chronić ją. Dlaczego nic nikomu nie powiedział. Przecież, posłał nas na śmierć, nie dzieląc się tą informacją z nikim. Spojrzałam na niego oburzona, już otwierałam buzię, żeby na niego nawrzeszczeć ale przerwał mi zaniepokojony głos przyjaciółki.
-Daj mu skończyć.
Chłopak spojrzał na mnie niepewnie, na co ja odpowiedziałam morderczym spojrzeniem. Gdyby nie Emma, już dawno bym go rozszarpała.
-Zobaczyłem jednego z nich, w oknie, przed starą salą gimnastyczną. W miarę sprawnie się z nim rozprawiłem. Zadzwoniłem do rady, szybko cię wyciągnąłem, w środku nie byłaś bezpieczna, a poza tym potrzebowałem pomocy.Usłyszałem, jak jeden z nich mówi, że muszą znaleźć Emmę. Na szczęście ona, po akcji z Katie wróciła do pokoju. Swoją drogą to było niezłe-W tym momencie przerwał, niebezpieczny uśmieszek zagościł na jego twarzy. Gdy znalazł się pod zasięgiem mojego wzroku lekko spuścił głowę i wrócił do historii.-Lexi, musiałem działać szybko, przecież, dobrze wiesz, że zrobiło by się większe zamieszanie gdyby, nagle oznajmił wszystkim zebranym, że ,,idziemy zabić parę aniołów''. Zrozum. Ostatnie słowo wypowiedział niemal błagalnie, a ja byłam prawie pewna, że jest to udawany ton.
Musiałam się namyślić, dlaczego akurat Emma? O co chodzi, jest tyle demonów a oni zaprzątają sobie głowę akurat nią. Czułam, że teraz to ja muszę zabrać głos.
-To było najwłaściwsze-Westchnęłam, bo chociaż mi się to nie podobało, była to jednak prawda-Dajcie mi chwilę, muszę się przewietrzyć.
        Wybiegłam z pokoju, wiedziałam, że nikt za mną nie idzie, w każdej innej sytuacji chociaż jedno by za mną podążyło, ale nie tym razem. Nie byłam na nich zła, przecież chłopak próbował nas ratować. Co prawda mógł, powiadomić o tym kogoś wcześniej, jednak każdy popełnia błędy. Nie potrzebowałam świeżego powietrza, ani rozmowy z przyjacielem, jedyne czego potrzebowałam to rozmowa z kimś kto mnie wcale nie zna. Nawet nie wiem jak ale po chwili znalazłam się pod pokojem ,,31'', zaśmiałam się bez krzty wesołości, czyżbym miała Déjà vu, już drugi raz w ciągu 24 godzin stoję przed tymi drzwiami. Wyciągnęłam rękę, żeby głośno zapukać ale moją uwagę przyciągnęły słowa wyryte w drewnie ,,Tenebris,basilice, cinis, igniss, mali. Vos autem non vultis''



Co do rozdziału, mam nadzieje, że wszystko zrozumieliście, bo dużo rzeczy jest tak strasznie pogmatwany historia Erika. Co do napisu, w następnym rozdziale, (który pojawi się za kilka dni)  wszystko będzie wytłumaczone. Mam nadzieje, że wam się podobało :) 

sobota, 10 stycznia 2015

II Nominacje do LBA

Chciałabym, podziękować Lune i Aleksandrze za nominację, do Liebster Award.

Nominacja jest to nagroda, przyznawana za „Dobrze wykonaną robotę”. Jest dedykowana blogerom o mniejszej publiczności, w celu rozpowszechnienia ich twórczości. Gdy odbierzesz nagrodę, odpowiadasz na 11 pytań, po czym zadajesz tak samo 11 zapytań 11 nominowanym przez siebie osobom.


Pytania od Lune


1. Czym jest dla Ciebie blogowanie ?
Blogowanie jest dla mnie odskocznią od codzienności.
2. Kto jest twoim autorytetem ?
Oprócz bliskich mi osób to chyba autorzy. Ktoś kto piszę książki musi mieć wielką wobraźnie, spodobać się czytelnikom jest sukcesem do, którego dążę.O
3. Jak widzisz siebie za dwadzieścia lat ?
Staram się, żyć teraźniejszością :)
4.Muzyka na full czy błoga cisza ?
Full <3
5.Miejsce na ziemi, które chciała byś odwiedzić ?
Duże jest miejsc do, których chciałabym pojechać, chyba takim ważniejszym jest LA :)

6.Co w sobie lubisz najbardziej ?
Chyba to, że kocham pisać.
7.Myślałaś/eś kiedyś nad tym aby napisać książkę? Jak tak to o czym by była?
Na samym początku, chciałam napisać ,,małą książkę'' dla siebie, ale potem zdecydowałam, że wrzucę to do internetu i tak powstał ten blog :)
8.Jaki jeden przedmiot wzięłabyś na bezludną wyspę?
Zależy od tego na jak długo miałabym tam jechać. Gdybym miała tam spędzić całe życie to chyba jakiś dobry nóż, żeby przetrwać. Gdybym miała tam zostać na jakiś, krótki czas to zabrałabym jakąś książkę jak przeżyć na bezludnej wyspie :) 
9. Twoja ulubiona potrawa to...
Nie mam ulubionej potrawy :)
10. Bez czego nie wyjdziesz z domu?
Telefon
11.Ulubiony sposób na spędzanie wolnego czasu?
Pisanie, tego bloga :) 

Pytania od Aleksandry Smulczyk
1. Ile blogów prowadzisz? 
Jednego :)
2. Co lub kto zainspirował Cię do założenia bloga i wstawiania na nim notek? 
Właściwie, od bardzo, dawna lubię czytać książki, pewnego dnia postanowiłam, że sama coś napiszę. Miałam, zrobione kilka rozdziałów, a jednego dnia postanowiłam, wrzucić to na bloga. Więc właściwie, można powiedzieć, że zainspirowały mnie książki :)
3. Lubisz czytać książki?? 
*Odpowiedź wyżej*
4. Jeśli tak, to jakie najczęściej czytasz i dlaczego akurat takie?
Kocham fantastykę, głównie dlatego, że tam moja wyobraźnia może pracować na pełnych obrotach. Uwielbiam, takie klimaty co widać po moim blogu. 
5. Od ilu miesięcy/lat prowadzisz swój blog/swoje blogi? 
Pierwszy rozdział udostępniłam 22 lipca 2014 roku :)
6. Czy chciałbyś/chciałabyś wydać własną książkę?
Oczywiście. 
7. Jaki nosiłaby ona tytuł? Do jakiej kategorii byś ją zaliczył (fantastyka, horror, thriller, romans)?
''Życie Demona'', tytuł mówi sam za siebie :)
8. Lubisz śpiewać lub tańczyć? 
Nie umiem, ale lubię
9. Masz rodzeństwo?
Tak, dwie młodsze siostry 
10. Jaką potrawę najczęściej jadasz i dlaczego akurat taką?
Kocham, makaron, ze szpinakiem i serkiem mascarpone *.*
11. Jaki jest Twój znak zodiaku?
Panna :)

Moje pytania.

  1. Co skłoniło cię do stworzenia bloga?
  2. Skąd czerpiesz inspirację?
  3. Jakie są twoje ulubione książki?
  4. Masz osobę, na której się wzorujesz w życiu codziennym?
  5. Co lubisz robić w wolnym czasie?
  6. Gdybyś musiała stworzyć nowego bloga, jakiej byłby tematyki?
  7. Co dają ci komentarze?
  8. Bez czego, nie możesz żyć?
  9. Co daje ci szczęście?
  10. Masz jakieś hobby?
  11. Co kochasz w sobie?


Nominuje


środa, 31 grudnia 2014

Rozdział 18: To tylko kilka trupów

        Jedyne co widziałam to duże hebanowe drzwi. Miałam nadzieje, że zastane Em w pokoju, musiałam z nią porozmawiać. Nacisnęłam klamkę,mapa nadal spokojnie spoczywała w mojej dłoni. Poczułam  ulgę gdy zaraz po otworzeniu drzwi ujrzałam rozłożoną na jej metalowym łóżku.  Czarnowłosa zawsze lubiła spać na twardym, denerwowały ją miękkie poduszki i duże kołdry. Gęste, kruczoczarne włosy dziewczyny wtapiały się w pościel kolorem im odpowiadającym. Emma zdawała się mnie zauważyć, powoli obróciła głowę w moją stronę. Spojrzałam na zegar była trzecia w nocy, powinna być na imprezie. Chciałam zapytać o powód szybszego wyjścia ale dziewczyna mnie uprzedziła.
-Co to? Zapytała, zaciekawiona wskazując ręką na papier leżący w mojej dłoni.
Prawie zapomniałam, o znalezisku, znajdującym się w mojej dłoni. Zajęłam miejsce obok przyjaciółki, szybko podałam jej go. Po czym zabrałam się za opowiadanie jej wszystkiego. Opowieści niekiedy towarzyszyły zdziwione okrzyki dziewczyny. Pewnie dużo się dowiedziała od Erik'a, ale i tak miałam kilka nowin. Gdy przeszłam do historii Jace'a, Emma słuchała w bezruchu.
            Gdy skończyłam opowiadać, myślałam, że przyjaciółka zaleje mnie masą pytań, ona siedziała w milczeniu z miną mówiącą, że się nad czymś mocno zastanawia. Po dłuższej chwili, odezwała się, podkreślając każde słowo.
-Lexi...Naprawdę nie rozumiesz skąd skrzydlaci znaleźli się na naszym terenie? Spytała z niedowierzaniem.
Nie rozumiałam jej, wcześniej o tym w ogóle nie myślałam. Przyjaciółka, patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Czułam pustkę w głowie, żaden pomysł nie pojawiał się. Nagle, duży, czarny kruk wleciał do pokoju przez otwarte okno, po czym usiadł na parapet. Spokojnie podeszłam do ptaka starając się go nie spłoszyć. Ogromne, czarne, skrzydła intrygowały mnie, zawsze lubiłam ptaki. Moja ręka, delikatnie spoczęła na jego grzbiecie,  głaszcząc go płynnymi ruchami. Emma w tym czasie nerwowo kręciła się na swoim łóżku.
-Will nie był głupcem, nie mógł zostawić jedynej mapy w naszym królestwie. Musiał wsiąść kopie. Powiedziała, po czym głośno przełknęła ślinę.
           Nagle wszystkie elementy złączyły się w jedną spójną całość. Nie wiem jak mogłam wcześniej na to nie wpaść, kilkoro niewyszkolonych aniołów znalazło doskonałą mapę naszego królestwa. Wiedzieli, że idą na pewną śmierć ale uważali, że zginą jako zwycięscy zabijając choćby jednego nie ważnego demona. Prychnęłam, sprowadzając na siebie zdziwiony wzrok Emmy, nawet ,,doskonali'' skrzydlaci mają wady. Ptak odleciał spod mojej dłoni zostawiając pustkę na parapecie, zabrałam przyjaciółce mapę z ręki i wrzuciłam ją do rozpalonego kominka. Papier został w kilka sekund pochłonięty przez ogień, odwróciłam się i ruszyła w stronę garderoby.
-Lexi? Usłyszałam zaniepokojony głos przyjaciółki.
Musiałam się przebrać,  moje ubranie z imprezy było całe w strzępach. Czułam się pełna satysfakcji, przechytrzyłam anioły. 
        Teraz wystarczyło tylko pojechać do lasu. Przyciągnęłam sobie stolik, weszłam na niego i sięgnęłam po ciemne pudełko. Otworzyłam je, nie byłam do końca pewna co jest w środku. Zawarto mnie nie rozczarowała, luźne, szare dresy i czarny podkoszulek, to czego potrzebowałam na ,,małą wycieczkę". Szybko wskoczyłam w ciuchy, po czym zabrałam się za szukanie butów. Stopy miałam obolałe, podczas spaceru z Erikiem zrzuciłam szpilki.  Znalazłam wygodne, sportowe obuwie. Poszłam do łazienki obmyć stopy, brudne od leśnej ściółki. Gdy już byłam gotowa, wzięłam dwa małe sztylety dla siebie i przyjaciółki. Wyszłam z pokoju, czując, że Emma podąża za mną. Numer ,,31'' raził mnie w oczy, nie byłam pewna czy zastane go w swoim pokoju. Szybko podeszłam do drzwi i zaczęłam walić w nie pięścią. Przez dłuższy czas nikt nie otwierał, zaczęłam się, zastawiać czy przypadkiem nie pojechał z nimi zakopać ciał. Po chwili w wejściu stanął Jace, ubrany był w piżamę, co świadczyło o tym, że wrócił dużo wcześniej niż ja. Spuchnięte oczy, mówiły, że obudziłyśmy go. Zaspany ziewnął i spojrzał na nas pytająco.
-Niech zgadnę, chimery nagle zjawiły się a wy chcecie, żebym je oślepił swoim blaskiem? Powiedział z sarkastycznym uśmiechem.
Kąciki moich ust na małą chwile powędrowały do góry, nie miałam zbytnio czasu, żeby bawić się w to.
-Nie do końca... Odpowiedziała niecierpliwie Emma.
Wiedziałam, że chciała jak najszybciej dotrzeć do ciał.
-Tamte anioły, musiały mieć przy sobie, kopię mapy. Inaczej nie odnalazły by się tu.
Chłopak, wydawał się jakby wszystko zrozumieć, jego mina w sekundę przeszła z lekko rozbawionej całą sytuacją na poważną. Tamci skrzydlaci mieli przy sobie kopie mapy, musieli ją znaleźć w pokoju Will'a w  królestwie aniołów albo rudzielec miał ją przy sobie w dniu śmierci a ci idioci znaleźli to. Jace, ubrany był w białą, bluzkę z kolorowym nadrukiem, która luźno na nim wisiała. Na nogach miał długie czarne spodnie, widać było, że nawet w nocy jest gotowy do natychmiastowego wyjścia. Potrzebowałyśmy jego pomocy, gdyby ktoś lub coś przypałętało się przyciągnięte zapachem rozkładających się ciał. Niekoniecznie miałam ochotę na walkę z nadnaturalnymi istotami.
-Tylko wezmę broń. Rzucił i wrócił do pokoju.
Nigdy nie byłam u niego w pokoju, spodziewałam się broni porozrzucanej po wszystkich kątach, wielkiego bałaganu, nie pomyliłam się, chłopak nie był typem pedanta. Zauważyłam, że Emma również przygląda się wnętrzu. Czarnowłosa, kręciła głową z dezaprobatą. 
        W ciągu kilku sekund chłopak wrócił, zauważył, że mamy przy sobie tylko podręczne sztylety więc dał nam po jednym długim mieczu. Sam miał co najmniej 5 mieczy i sztyletów powkładanych za skórzaną kurtkę, którą przed chwilą założył. Musieliśmy jeszcze, pójść do Erik'a, jego pokój znajduje się na drugim piętrze, co utrudnia zadanie bo i tak mamy mało czasu. Niedługo wyjdzie słońce i demony zaczną wychodzić ze swoich pokoi a my nie potrzebujemy zbędnego towarzystwa. Powinniśmy dotrzeć tam jak najszybciej, żeby nikt nas nie uprzedził, bo może się to źle dla nas skończyć.
-Idę po Erika. Powiedziałam, po czym obróciłam się w stronę schodów.
-Nie ma czasu. Usłyszałam, niecierpliwy głos blondyna.
Emma mu przytaknęła. Ruszyli w stronę wyjścia, starając się nie robić hałasu, głośno westchnęłam po czym dogoniłam ich. 
      Zanim się obejrzałam, znaleźliśmy się na zewnątrz. Chłodny wiatr delikatnie muskał moje włosy, słońce wyszło zza drzew, musieliśmy się spieszyć. Słychać było cichy szum drzew, pierwsze patki zaczynały ćwierkać. na wąskiej dróżce prowadzącej do parkingu, było błoto, niedawno musiało padać. Normalnie nie zwróciłabym na nie uwagi ale zauważyłam ślady, naprężyłam ciało i zaczęłam uważnie się rozglądać. Nie chciało mi się tłumaczyć nikomu co tu robię o tak wczesnej porze. Po chwili zdałam sobie sprawę, że przecież rada wychodziła tędy całkiem niedawno, rozluźniłam się i wsiadłam z przyjaciółką do auta, ciemny Jaguar, czekał na nas. Blondyn, bawił się kluczykami od niego, dobrze, że pomyślał o transporcie, bo nie wiem jakim cudem ale zapomniałam o tym kompletnie. Silnik warknął, chwile później byliśmy już w drodze.
      .........
           Niecałe dwadzieścia minut później byliśmy już na miejscu, odór zgnilizny roznosił się bardzo szybko. Łatwo było znaleźć, miejsce zakopania ciał. wystarczyło jechać po śladach opon, które zostawiła czarna furgonetka. Obejrzałam się dokładnie na wszystkie strony, nie zobaczyłam nic podejrzanego, cały las wydawał się niemal identyczny, pełno drzew jesionu, gdzieniegdzie były sosny. Gdybym nie mieszkała tu od urodzenia, zapewne szybko bym się zgubiła. Wychowałam się tu, jako dziecko kochałam spędzać czas w lesie, lubiłam wdychać świeże powietrze, teraz na pewno też bym to robiła gdyby nie brzydki smród. Wysiedliśmy z auta, wraz z Emmą zaczęłam zbliżać się do kupki ziemi, która wyglądała na niedawno rozkopaną, zaś Jace zaczął wyciągać coś z bagażnika. Po chwili, wrócił wraz z dużą łopatą i zabrał się do roboty. 
-Idźcie zobaczyć czy ktoś tu się nie kręci. Powiedział spokojnie, po czym przetarł pot spływający z czoła.
Dziura wykopana przez niego wydawała się dość głęboka, wiedzieliśmy, że Tyler nie zakopał tego metr pod ziemią. Trupy były bardzo głęboko.
       Rozdzielenie się nie było dobrym pomysłem, więc wraz z Emmą ruszyliśmy na północ. Gęsty las zawsze wydawał mi się nie mieć końca, starałam się zapamiętać drogę jaką idziemy, żeby później nie mieć problemów z odnalezieniem towarzysza. Kora niektórych drzew była mocno obdarta, gdzieniegdzie widać było krew, świadczyło to o tym, że w ostatnim czasie, ktoś tu urządzał bójki. Demony, lubią się wyładować walcząc, sama też tak często robię. Zauważyłam, że Emma uważnie się czemuś przygląda, podążyłam za jej wzrokiem. Za dużym drzewem jesionu zauważyłam ruch, Wszystkie ptaki, schowane w dziuplach wyleciały, spłoszone przez kogoś, lub coś. Usłyszałam przeraźliwie, głośny ryk a zza drzewa wyszła chimera.
      Tułów geparda, skrzydła jastrzębia i głowa niedźwiedzia, zabójcze połączenie. Dużo nadnaturalnych istot znajduje się w naszym, królestwie, ale chimery są niezwykłą rzadkością. Poczułam przypływ emocji, zwierzę musiało to zauważyć, zaczęła się skradać w naszą stronę.
-Stój! Krzyknęłam a ono posłuchało mnie,
Większość ich gatunku jest nam posłuszna, demony są władcami mrocznych stworzeń. Wiedziałam, że nie będę miała z nim problemu. Poczułam mrok napływający w moją stronę od przyjaciółki, pokazała swoją aurę, Zrobiłam to samo, po chwili zwierze pokłoniło się przed nami. Poczułam niewiarygodne szczęście, zobaczyłam, że na twarzy przyjaciółki również zagościł uśmiech.
-Pilnuj terenu wokół trupów. Jeśli ktoś się zbliży zabij go. Morderczy rozkaz czarnowłosej rozchodził się echem po lesie. 
Odwróciłyśmy się, szłyśmy po śladach zostawionych przez nas. Zaraz miałyśmy się znaleźć w naszym celu. Nagle przypominało mi się pytanie, które dręczy mnie już od wyjścia z imprezy. Emma zniknęła, chwile po tym jak przepychałam się z Katie, to nie w jej stylu wychodzić na samym początku imprezy.
-Em, tak właściwie, to gdzie zniknęłaś? Spytałam szczerze zaciekawiona.
-Nie myślisz chyba, że Katie mogłaby się upiec, próba zabrania Jace'a. Odpowiedziała z niebezpiecznym uśmieszkiem.
-Przez tydzień się nikomu nie pokaże. Dodała a ja zrozumiałam, że dziewczyna musi mieć nieźle zbitą twarz.

Jak się podobał rozdział? Trochę się w nim działo, mam nadzieje, że nie pogubiliście się w tym wszystkim. Życzę wszystkim miłego nowego roku. 

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 17:Po walce

           Spojrzałam na niego zdziwiona, to chyba oni wszyscy, powinni mi wyjaśniać co tu robili. Chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku,  dopiero teraz zauważyłam drobne zmiany w jego wyglądzie, worki pod oczami, lekko sine usta i zbladłą cerę. Coś musiało ostatnio go przygnębić, wolnym krokiem podeszłam do niego,  gdy znalazłam się zaledwie kilka centymetrów od niego, nastała głucha cisza, nie chciałam palnąć żadnego głupstwa, blondyn patrzył się na mnie,  jego brwi, wysoko podniesione układały się w zakrzywiony łuk co miało wyrażać zdziwienie.
-Dlaczego miałabym ci o tym mówić? Zapytałam wkurzona.
Usta zaciśnięte miał w wąską kreskę, żyłka na jego skroni szybko pulsowała. Wolnym ruchem poprawił kosmyki włosów spadające mu na czoło. Na sobie miał trochę za duży t-shirt, który przez walkę był cały w strzępach. Mięśnie na jego brzuchu były odsłonięte, przez co nie mogłam skupić myśli. Na szczęście to nie ja musiałam zaczynać rozmowę.
-Alex, to było niebezpieczne, mogło ci się coś stać. Powiedział powoli, akcentując każde słowo.
Poczułam się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Od lat nikt oprócz ojca nie zwracał się do mnie tym imieniem. Blondyn wpatrywał się we mnie, lekkie zadrapania po bitwie zaczynały goić się a na jego twarzy pozostało ledwie kilka małych strupów.
-Ale nic mi się nie stało. Odpowiedź wydostała się z moich ust w zaskakująco szybkim tempie.
Dopiero teraz zauważyłam jak tu wygląda, trupy walały się po całej podłodze, kilkoro starszych zbierało umarłych aniołów do jakiegoś worka, zapewne chcieli wywieść ich gdzieś do lasu. W tłumie zauważyłam mojego ojca, mówił coś do jakiegoś wysokiego bruneta, stał do mnie tyłem więc nie mogłam zobaczyć twarzy. Jace otwierał usta, żeby coś powiedzieć, w tym samym czasie poczułam silne ręce na moich barkach. Obróciłam głowę,
         Erik stał za mną, we włosach widać było zaschniętą krew, nie byłam do końca pewna czy była jego. Ze stroju z imprezy pozostało niewiele, w wirze walki wszystko się porwało. Dopiero teraz zauważyłam, że ja też nie wyglądam najlepiej, całą koronka została zerwana pozostawiając wyłącznie czarny materiał, oberwany w niektórych miejscach. Liczne siniaki zdobiły moje ręce, zdziwiło mnie, że wszyscy wyszli ze spotkania bez szwanku. Przeciwników było niewielu, nie wydawali się też dobrze wyszkoleni ani starzy. Wszystko było takie dziwne, grupka młodych aniołów w królestwie demonów, to nie zdarza się często. Czarnowłosy szybko przywitał się z moim rozmówcą, Jace wydawał się mieć kamienną twarz z której niemożna było nic wyczytać.
-Lexi, musimy porozmawiać. Jego głos wydawał się bardzo zniecierpliwiony.
Bardzo lubiłam Erik'a ale to nie był odpowiedni moment, chciałam się dowiedzieć czegoś od blondyna. Czarnowłosy ściągnął ręce z moich barków, stał tak przez jakiś czas, gdy nie dostał odpowiedzi odszedł powoli. Wiedziałam, że nie będzie się wkurzał, że go olałam, przyjaźnimy się, rozumiał, że te informacje są czymś ważnym.  W pomieszczeniu nie było śladu po Erik'u, pewnie poszedł powiadomić Emmę o całym zajściu.
      Jace nie ruszył się z miejsca od przyjścia chłopaka, wciąż wpatrywał się we mnie natarczywym wzrokiem, chciałam coś powiedzieć ale przerwano mi.
-Po całej akcji z Will'em zacząłem węszyć. Jednego dnia zobaczyłem twojego ojca idącego w stronę budynku w którym odbywają się spotkania rady. Postanowiłem go śledzić, szedł do starego pokoju Will'a. Chłopak nagle przerwał wyjaśnienia.
Zobaczyłam małe kropelki potu na jego czole, musiał się denerwować tym. Włosy znów opadły mu na czoło a on charakterystycznym dla niego gestem zgarnął je. Patrzył na mnie jakby teraz była moja kolej do wyjaśnień, na początku nie wiedziałam o co mu chodzi. Po chwili zrozumiałam, że jest ciekawy jak tu się znalazłam.
-Na imprezie było strasznie duszno, więc wyszłam z Erikiem na zewnątrz, jakiś czas później zaczął ciągnąć mnie do lasu. Z początku nie wiedziałam o co chodzi, do czasu gdy zobaczyłam tą chatkę.
Moja historia co prawda nie była tak ciekawa jak jego ale on wydawał się słuchać jej z zainteresowaniem. Spuściłam wzrok na dół ugięta pod ciężarem jego spojrzenia, nie wiedziałam czemu ale czułam się dziwnie gdy się tak we mnie wpatrywał, nie lubiłam tego. Chłopak chyba to zauważył i przeniósł wzrok na to co było za mną, sterty puszek porozrzucane przez służbę, martwe ciała, które niedługo zaczną się rozkładać i wypełnią całe pomieszczenie odorem. Ściana była obdarta z pomarańczowej tapety, deski w podłodze skrzypiały na każdym kroku. Grzyb  w rogu ściany pogarszał wszystko, Nie opłacało się tu robić remontu, przecież tu muszą tylko spać ludzie.
           Dopiero teraz sobie uświadomiłam że te gnojki musiały uwolnić nasz pokarm, żeby tu się ukryć. Wściekłość we mnie wrzała, jasne, że możemy w każdej chwili załatwić sobie nowy ale sam fakt, że ruszyli coś co nasze. Zdałam sobie sprawę jak musiałam wyglądać myśląc o tym, bo chłopak, który starał się we mnie zbytnio nie wpatrywać teraz nie dał rady. Nie dziwiłam mu się moja twarz zapewne wyglądała po prostu śmiesznie.
-W pokoju Will'a znalazłem kartkę. Powiedział z nutą zdenerwowania w głosie.
Sięgnął do kieszeni, pełna napięcia wyczekiwałam tego co się zaraz stanie, wiedziałam, że zaraz moim oczom ukaże się znalezisko. Nie myliłam się po chwili w jego ręce spoczywała biała koperta, szybko po nią sięgnęłam. Nie był to list jak na początku myślałam, ale mapa naszego królestwa. Było na niej wszystko od głównych budynków, szkoły, hal po pokoje dla służby i żywicieli, każde drzewo było na nim zaznaczone. W mojej głowie pojawił się najczarniejszy scenariusz, tysiące aniołów wkraczających na nasze terytorium, znające każdy jego kawałek, pomimo tego, że jesteśmy świetnie wyszkoleni, to jesteśmy rozrzuceni po całym świecie, w każdym kraju mamy swoje, królestwo, w niektórych kilka, zaś anioły żyją razem, nikt na razie nie wszczyna wojny gdyż mogłoby to zniszczyć każdą ze stron konfliktu. Demonom podoba się, że mogą spokojnie zabijać, żywić się jak i gdzie chcą a anioły się nie wtrącają, co prawda zabijamy je nadal ale pojedyncze jednostki. Nikt nie jest jeszcze gotowy na wojnę ani my ani oni a ta mapa gdyby dostała się w ich ręce, mogłaby ją wywołać. Nie chciałam myśleć co by się stało gdyby Jace nie zabił Will'a tamtego dnia, rudzielec pewnie wrócił by po mapę niszcząc wszystko. Strach z ulgą mieszały się w moim sercu.
-Spalę to.  Powiedziałam pewnym głosem.
To była jedyna słuszna decyzja, nie może się to dostać w niepowołane ręce. Chłopak wydawał się mnie rozumieć, przytaknął mi, po czym poprawił już i tak zniszczoną bluzkę.
    Odeszłam zostawiając go samego w kącie pokoju. Ojciec wciąż rozmawiał z brunetem, dopiero teraz zauważyłam, że to Tyler, szybkim krokiem ruszyłam w ich stronę. Dyskutowali na temat tego gdzie wywieść ciała.
-Do lasu, najlepiej zakopać je razem. Jak ktoś jakiś wścibski człowiek to odkryje pomyśli, że to jakiś psychopata, nikt się nie domyśli, że to my. No może poza aniołami. Powiedziałam leniwie, przeciągając wyrazy.
Wydawali się zaskoczeni tym, że tu stoję, jakby mnie nie zauważyli. Nie trwało to długo, prawie natychmiast Dave wskazał gestem pokazał ciemnowłosemu, żeby zrobił tak jak powiedziałam.
Ojciec pogratulował mi zabicia kilku aniołów, do moich nozdrzy doszedł nieprzyjemny zapach, gnijącego mięsa.
        Wyszłam na zewnątrz, pozwalając nosowi napawać się przyjemnym zapachem nocnego powietrza. Nie było już tak ciemno, dobrze dostrzegłam drogę wydeptaną przeze mnie i przyjaciela nieco ponad dwie godziny temu. W walce zawsze tracę poczucie czasu, dała bym głowę, że minęło nie więcej niż dziesięć minut odkąd wyważyliśmy drzwi, a tymczasem słońce zaczynało wschodzić.
Zostawiłam za sobą chatkę, trupy i radę, teraz liczyło się tylko ciepłe łóżko, byłam zmęczona po wydarzeniach dzisiejszej nocy. Chłodny wiatr muskał moje nogi, poczułam, że mam gęsią skórkę,  była połowa listopada, a ja chodziłam w krótkiej sukience. Pomimo tego, że jestem demonem, nie uczucie zimna nie jest mi do końca obce. Zaczęłam się zastanawiać czy Erik znalazł Em, nie widziałam jej od rozpoczęcia imprezy.


I jak podobał się rozdział? Następny dodam za kilka dni, mam teraz dużo wolnego czasu więc postaram się napisać jakiś ciekawy :)

sobota, 20 grudnia 2014

Podziękowania

Chciałam podziękować wszystkim za prawie 6 tysięcy wyświetleń i ponad 200 komentarzy co jest dla mnie naprawdę wielkim sukcesem biorąc pod uwagę fakt, że początki były ciężkie. Dziękuję każdemu kto poświęca czas ma czytanie tego i pomimo przerwy jaką zrobiłam na początku roku nadal to czyta :)

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 16: Niespodziewani goście

          Stałam jak wryta, ręka przyjaciela nie musiała mnie już powstrzymywać od wyrwania się. Erik powoli rozluźniał uchwyt, słyszałam tak bardzo znajome głosy, takie słodkie, czyste, niewinne, ale dla mnie był to najgorszy z możliwych dźwięków, przywracał złe wspomnienia. Okrucieństwo i nienawiść wzrastały we mnie gwałtownie wraz z pojawieniem się tych istot. W głowie krążyły mi tysiące myśli, wszystkie wydawały się mieć taki sam cel, zabić ich. W tamtym momencie nie myślałam nawet, że ruszenie na grupkę aniołów mając przy sobie tylko jednego demona może wydawać się złym pomysłem, żałowałam tylko, że nie wzięłam jakiejś mocniejszej broni, Miecz Loumara pomimo tego, że jest silny nie przyda się na wiele w moich rękach gdyż nawet nie wiem jak się nim prawidłowo posługiwać, zdaje się, że Erik też miał tylko podręczną broń. Ostatnie chwile wydawały się być wiecznością,
-Erik, idziemy?  Zapytałam pełna nadziei.
Nawet gdyby chłopak zaprzeczył, weszła bym i samodzielnie podjęła się walki, ale jedna osoba do pomocy zawsze się przyda.
-Tak, ale... Zaczął chłopak, po czym obrócił głowę na wszystkie strony.-Ktoś tu się kręci. Dokończył  głosem poważniejszym niż zwykle.
Zaczęłam przyglądać się każdemu cieniu za drzewem, który jeszcze kilka minut temu wydawał mi się leśnym zwierzęciem. Musiałam wyostrzyć wszystkie zmysły ale i tak nic nie dostrzegłam, więc uznałam, że przyjaciel miał jakieś zwidy. Gdy odzyskałam czucie w ciele i mogłam się poruszać zaczęłam cicho zbliżać się do małej drewnianej chatki zbudowanej dawno temu, zapewne na przetrzymanie dawców. Głos intruzów roznosił się w mojej głowie niczym piach po pustyni, za szybko i zbyt intensywnie. Szepnęłam do przyjaciela, żeby był cicho, sama jeszcze raz spojrzałam, żeby się upewnić, że na pewno nie jesteśmy śledzeni, niczego nie zobaczyłam, ale nie mogłam być pewna bo adrenalina i przesłodzony dźwięk szumiał mi w uszach, przez co prawie byłam pozbawiona jednego ze zmysłów. Element zaskoczenia mógł być naszym jedynym atutem.
      Włożyłam rękę do torebki i zacisnęłam ją na rękojeści mojej broni, zauważyłam, że chłopak zrobił to samo. Do drzwi z rozpadających się desek zostały niecałe dwa metry, przemierzyłam je dość szybko, cały czas uważając, żeby nie wydać żadnego dźwięku, Erik szedł tuż za mną. Chwyciłam za klamkę i mocno szarpnęłam, przy czym wyrwałam drzwi z zawiasów, na wejściu zobaczyłam dwójkę skrzydlatych, biel chwilowo poraziła mi oczy lecz mimo tego rzuciłam się na jednego nich głęboko zanurzając ostrze w jego piersi. Wszystko wydarzyło się w ciągu kilku sekund, nie spodziewali się tego, dlatego poszło nam tak łatwo. Zanim się obejrzeliśmy na korytarz wbiegła trójka aniołów, jeden z nich miał broń Procella,miecz, którym posługiwał się upadły anioł za czasów gdy było w nim tylko dobro bez cienia zła i zdrady. Znałam bardzo go dobrze, to ostrze ciągnie się za naszą historią od tysiącleci. Anioł od razu wykorzystał moją chwilową nie uwagę i rzucił się na mnie z impetem. Pozostała dwójka zajęła się Erikiem zapewne uważając, że Procell poradzi sobie ze mną. Miałam tylko jeden cel, zabić jak najwięcej aniołów, taki powinien być cel każdego demona, nie powinien się liczyć  konsekwencjami, tylko zabijać. 
-Alex, ta sławna Alex. Wysyczał anioł głaszcząc ostrzem moje gardło.
Poczułam, głęboką satysfakcje, jako córka Dave'a byłam znana w ich świecie, wiedziałam, że nie mieli pojęcia o mojej porażce w klubie, przecież zabili jedynego świadka.
Chciałam jakoś mu odpowiedzieć, oczywiście nie słowami tylko atakiem, niestety moje ręce były uwięzione pod potężnym ciałem wroga. Odgłosy walki podpowiadały mi, że Erik radzi sobie lepiej niż ja co było zaskakująco dziwne, chociaż właściwie mi to pomogło, bo dzięki temu zaczęłam się szarpać i skoczyłam na przeciwnika. 
     Wtedy zaczął się śmiertelny taniec, każdy ruch był pełen gracji, każdy cios był jak moment pięknego lecz morderczego filmu. Siły były równe, jedna chwila nieuwagi mogła przesądzić nasz dalszy los. Po mojej ostatniej nieudanej walce w ,,Black Fire'', dniami analizowałam mój każdy ruch z tamtego wieczora, szukałam dobrej strategi, dawałam z siebie 100 % na wszystkich zajęciach z walki, opłaciło się to, teraz to ja byłam górą. Łokciem przygniatałam wroga leżącego na ziemi, z jego skroni płynęła strużka krwi.
Zanim zadałam ostateczny cios szepnęłam tak cicho, żeby tylko rywal mógł usłyszeć ''Lexi dla jasności'' po czym usłyszałam ostatni wydech powietrza wydany przez umierającego. Kopnęłam jego nieruchome ciało w kąt, żeby przypadkiem nie przewrócić się o nie w wirze walki i pomogłam przyjacielowi z trzecim przeciwnikiem, tym razem była to kobieta o ciemnej cerze i włosach jasnych jak śnieg a skórze wydającej się być z porcelany. Nie zauważyła mnie więc skoczyłam jej na plecy po czym wbiłam nóż w gardło rozkoszując się pięknym zapachem krwi, który był dla mnie jak narkotyk. 
       W korytarzu leżało pięć ciał co było sukcesem jak dla dwójki młodych demonów, a zwłaszcza, że wyszliśmy z tego bez większych obrażeń, tylko coś mi nie pasowało kilka aniołów zabitych i to koniec? Wyczułam uknuty spisek, to nie mógł być koniec, tylko czemu nie wysłali pomocy do trójki walczących po ich stronie, to nie było w ich stylu wysyłać swoich na pewną śmierć. Zauważyłam, że chłopak wydaje się być tak samo zdziwiony jak ja, gdy tak na tym rozmyślałam zauważyłam małe drzwi po lewej stronie korytarza. Wolno podeszłam do nich,
pełna nieufności chwyciłam za gałkę i przekręciłam ją słysząc głośne skrzypienie. Gdy postawiłam nogę w środku rozpętało się piekło, piątka dobrze wyszkolonych aniołów rzuciła się na mnie powalając mnie z impetem na ziemie, obraz rozmazał mi się całkowicie ale pomimo tego waliłam na oślep nożem, niestety nie poczułam charakterystycznego uczucia przebijania skóry i zanurzania się w mięsie. Miałam nadzieje, że moje próby nie pójdą na marne i jednak uda mi się coś zdziałać. Usłyszałam cichy chichot, moje oczy zaczynały normalnie pracować, zobaczyłam piątkę wielkich, pięknych i dobrze umięśnionych aniołów, żaden z nich nie starał się mnie zabić. W mojej głowie pojawiły się tysiące myśli naraz ale tylko jedna wydawała się słuszna chcą wydobyć ze mnie informacje, niestety dla nich nie uda im się to, wolała bym umrzeć niż ulec aniołom. Ta myśl napełniła mnie chwilową pewnością, że śmierć i tak przyjdzie w najbliższych godzinach więc wole zginąć walcząc niż znosić tortury. 
          Podniosłam się i odbiegłam kilka metrów od nich, żaden z nich się tego nie spodziewał więc wpierw stali tam gdzie pochylali się nade mną głupio chichocząc dopiero po kilku sekundach zorientowali się co się stało i podbiegli do mnie. Ja w tym czasie zdążyłam pociągnąć Erika w moją stronę. Przybraliśmy pozycję do walki, staliśmy obróceni do siebie plecami, ciągle obracając się w lewo.W tym momencie żałowałam, że nie miałam lepszej broni. Skrzydlaci okrążyli nas ale każda próba ataku z ich strony kończyła się fiaskiem. W myślach dziękowałam pani Anderson za tak dobrą naukę strategii obrony, wiedziałam, że Erik też to robi. Ja i Erik mogli byśmy wytrzymać cały dzień odpierając ich atak ale oboje wiedzieliśmy, że na dłuższą metę to nie ma sensu.
     Wtedy usłyszałam odgłosy butów odbijających się od zepsutych desek, miałam wielką nadzieje, że to pomoc, po chwili w wejściu stanęła cała rada, wszystkie 36 osób, jeśli dokładnie liczyłam to nikogo nie brakowało. Po około 3 demony na jednego anioła, musiał by stać się cud, żeby skrzydlaci wygrali. Po pięciu minutach została tylko dwójka aniołów, szybko rzuciłam się na jednego wbijając miecz Loumara w jego gardło. Moje ciało przeszył dreszcz satysfakcji, lecz jedna myśl nie dawała mi spokoju, cały czas zastanawiałam się skąd wiedzieli o nich i dlaczego mi nie powiedzieli, moje rozmyślania przerwał dźwięk, który wydawał być się być idealny.
-Mogłaś chociaż mi powiedzieć. Powiedział Jace, kamiennym głosem choć w jego oczach można było dostrzec zawiedzenie.


Ostatnie rozdziały zawierały dużo opisów w tym umieściłam więcej akcji. Mam dla was dobrą wiadomość :) Ci co przeczytali rozdział oczami Jace'a dowiedzą się w następnym rozdziale co znalazł. Zostawiajcie komentarze :)